Strona Główna > “Wszystko, co kocham” [recenzja płyty]

„Wszystko, co kocham” [recenzja płyty]

Film urzeka, a jak z płytą?

Film urzeka, a jak z płytą?

Specjalnie dla Was recenzji płyty podjął się Piotr Sworakowski:

Może od razu się przyznam, że filmu „Wszystko, co kocham” Jacka Borcucha jeszcze nie widziałem. Ale na szczęście nie o filmie mam pisać, tylko o muzyce do niego. A ta spodobała mi się od pierwszego słuchania płyty.

Wcale nie słychać w niej tej szarości – czy raczej szarzyzny – która nas otaczała w latach osiemdziesiątych. Wręcz przeciwnie: jest jasno, przestrzennie, ilustracyjnie. Muzyka nie przeszkadza, ale też nie ma szansy jej przegapić. Do tego są tematy, które na tym tle się wyróżniają: na przykład tytułowy utwór, „Wszystko co kocham”.

Daniel Bloom z wdziękiem utrzymuje poziom muzyczny, do którego przyzwyczaił nas w filmie „Tulipany”. Znów słychać przyjemność, z jaką kompozytor pracował nad muzyką do filmu. Szkoda tylko, że pod koniec płyty z muzyką do filmu „Wszystko co kocham” zostajemy zaatakowani punk-rockiem. Nie wątpię w to, że w filmie brzmią dobrze i są jak najbardziej na miejscu, ale na płycie wywołują tylko rozdrażnienie. Może lepszym wyjściem byłoby wydanie tej muzyki na osobnej płycie.

Razem z kilkoma sztandarowymi dla tamtych czasów numerami Brygady Kryzys, Dezertera, TZN Xenny, KSU, czy WC. Wspomnienia młodzieńczego buntu i niezgody na rzeczywistość byłyby wtedy chyba pełniejsze.