Hanna Lis okradziona przez osobę, której ufała. "Serce mi pęka"
Hanna Lis zdradziła, że spotkała ją tragedia. Została pozbawiona wszystkich swoich pamiątek rodzinnych. Dziennikarka została okradziona przez osobę, której wcześniej zaufała.
Hanna Lis rozpoczynała karierę dziennikarską trzy dekady temu. Największą rozpoznawalność zdobyła jako prezenterka telewizyjna w takich stacjach jak TVP i Polsat. Potem zaczęła udzielać się także w mediach internetowych.
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na zloteprzeboje.pl!
53-latka dziennikarstwo miała we krwi. Oboje jej rodzice się tym zajmowali – byli korespondentami. Gwiazda pożegnała swojego ojca 12 lat temu, a dziewięć lat później – swoją mamę. Po zmarłych najbliższych miała wiele pamiątek. Jednak teraz je straciła w wyniku kradzieży.
Zobacz także: Kto zagra na „Sylwestrze Marzeń” TVP? Padły pierwsze nazwiska
Hanna Lis okradziona z pamiątek po rodzicach
Za pośrednictwem Instagrama Hanna Lis poinformowała właśnie, że osoba, którą zatrudniła do sprzątania, ją okradła:
Kochane/kochani. Zostałam okradziona przez osobę, której zaufałam. Pani sprzątająca ograbiła mnie z moich pamiątek rodzinnych. Ostatnich, jedynych, jakie miałam po mojej zmarłej mamie, babci, pra i pra-prababci.
53-latka nie ma cienia wątpliwości, co się stało z tymi przedmiotami. Wskazała, że sprzątaczka "ukradła i sprzedała rodzinną biżuterię do lombardu". Jednocześnie dziennikarka przyznała, że udała się na miejsce, ale i tak ma związane ręce.
Właściciel lombardu, twierdzi, że nie pamięta mojej biżuterii, nie poczuwa się do winy, twierdzi, że moje pamiątki rodzinne na pewno przetopił. Uważam, że mija się z prawdą, sam poniekąd to potwierdził, ale o tym więcej jutro – kontynuowała.
Dalej przestrzegała ludzi, żeby byli przezorni i m.in. zawsze żądali zaświadczenia o niekaralności od osób, które mają dostęp do ich domów. Przy okazji dodała, że spędziła wiele godzin na policji na składaniu zeznań, a cała sytuacja mocno zszargała jej nerwy.
Zmęczona jestem okropnie i serce mi pęka, bo nie chodzi mi o wartość materialną tych rzeczy, a o ich emocjonalny ładunek – tłumaczyła Lis.
Zobacz także: Martin Garrix usłyszał od Polaka disco polo. Wymowna reakcja znanego DJ-a
Dziennikarka chce walczyć z lombardami
Hanna Lis podkreśliła, że próba odzyskania z lombardu czegokolwiek, co zostało jej skradzione, przypomina walkę z wiatrakami. Dodała, że od takiej ściany odbijają się wszystkie osoby, które spotkało coś podobnego do niej. Dlatego oceniła, że lombardy powinny w ogóle zniknąć.
Jakim cudem wciąż w świetle prawa działają w Polsce lombardy? Czyli miejsca, które (…) odsprzedają ukradzione nam rzeczy? Żerują na ludzkich dramatach (niewielka część rzeczy, które skupują pochodzi od ludzi postawionych przez życie pod ścianą) i karmią się przestępczymi procederami, bo sama policja potwierdza, że gros rzeczy w lombardach pochodzi z przestępstw. Jednak (…) prawo pozwala lombardom działać praktycznie bezkarnie – oznajmiła.
Zobacz także: Wiśniewski żali się na polskie państwo. „Najgorsze, w jakim przyszło mi żyć”
Dziennikarka przypomniała, że za granicą "lombardy mają obowiązek umieszczania zdjęć pozyskanych przedmiotów w specjalnych bazach, do których dostęp mają policja i obywatele". Dzięki temu nie mogą wchodzić w posiadanie rzeczy, które pochodzą z kradzieży.
53-latka dodała, że zamierza lobbować za zdelegalizowaniem polskich lombardów.
Mnie pan z lombardu powiedział dziś: "przetopiłem". I w domyśle: "co mi pani zrobi?”. (…). Żeby nikomu już serce nie pękało tak jak mi, odpowiadam: Zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby położyć kres tego typu praktykom. Piszcie proszę do mnie proszę, jeśli i Was coś takiego spotkało – zaapelowała na koniec.
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na zloteprzeboje.pl!