advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
Włącz radio

Hanna Lis okradziona przez osobę, której ufała. "Serce mi pęka"

WW
3 min. czytania
12.12.2023 14:10
Zareaguj Reakcja

Hanna Lis zdradziła, że spotkała ją tragedia. Została pozbawiona wszystkich swoich pamiątek rodzinnych. Dziennikarka została okradziona przez osobę, której wcześniej zaufała.

|

Hanna Lis rozpoczynała karierę dziennikarską trzy dekady temu. Największą rozpoznawalność zdobyła jako prezenterka telewizyjna w takich stacjach jak TVP i Polsat. Potem zaczęła udzielać się także w mediach internetowych.

Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na zloteprzeboje.pl!

53-latka dziennikarstwo miała we krwi. Oboje jej rodzice się tym zajmowali – byli korespondentami. Gwiazda pożegnała swojego ojca 12 lat temu, a dziewięć lat później – swoją mamę. Po zmarłych najbliższych miała wiele pamiątek. Jednak teraz je straciła w wyniku kradzieży.

Zobacz także: Kto zagra na „Sylwestrze Marzeń” TVP? Padły pierwsze nazwiska

Hanna Lis okradziona z pamiątek po rodzicach

Za pośrednictwem Instagrama Hanna Lis poinformowała właśnie, że osoba, którą zatrudniła do sprzątania, ją okradła:

Kochane/kochani. Zostałam okradziona przez osobę, której zaufałam. Pani sprzątająca ograbiła mnie z moich pamiątek rodzinnych. Ostatnich, jedynych, jakie miałam po mojej zmarłej mamie, babci, pra i pra-prababci.

53-latka nie ma cienia wątpliwości, co się stało z tymi przedmiotami. Wskazała, że sprzątaczka "ukradła i sprzedała rodzinną biżuterię do lombardu". Jednocześnie dziennikarka przyznała, że udała się na miejsce, ale i tak ma związane ręce.

Właściciel lombardu, twierdzi, że nie pamięta mojej biżuterii, nie poczuwa się do winy, twierdzi, że moje pamiątki rodzinne na pewno przetopił. Uważam, że mija się z prawdą, sam poniekąd to potwierdził, ale o tym więcej jutro – kontynuowała.

Dalej przestrzegała ludzi, żeby byli przezorni i m.in. zawsze żądali zaświadczenia o niekaralności od osób, które mają dostęp do ich domów. Przy okazji dodała, że spędziła wiele godzin na policji na składaniu zeznań, a cała sytuacja mocno zszargała jej nerwy.

Zmęczona jestem okropnie i serce mi pęka, bo nie chodzi mi o wartość materialną tych rzeczy, a o ich emocjonalny ładunek – tłumaczyła Lis.

Zobacz także: Martin Garrix usłyszał od Polaka disco polo. Wymowna reakcja znanego DJ-a

Dziennikarka chce walczyć z lombardami

Hanna Lis podkreśliła, że próba odzyskania z lombardu czegokolwiek, co zostało jej skradzione, przypomina walkę z wiatrakami. Dodała, że od takiej ściany odbijają się wszystkie osoby, które spotkało coś podobnego do niej. Dlatego oceniła, że lombardy powinny w ogóle zniknąć.

Jakim cudem wciąż w świetle prawa działają w Polsce lombardy? Czyli miejsca, które (…) odsprzedają ukradzione nam rzeczy? Żerują na ludzkich dramatach (niewielka część rzeczy, które skupują pochodzi od ludzi postawionych przez życie pod ścianą) i karmią się przestępczymi procederami, bo sama policja potwierdza, że gros rzeczy w lombardach pochodzi z przestępstw. Jednak (…) prawo pozwala lombardom działać praktycznie bezkarnie – oznajmiła.

Zobacz także: Wiśniewski żali się na polskie państwo. „Najgorsze, w jakim przyszło mi żyć”

Dziennikarka przypomniała, że za granicą "lombardy mają obowiązek umieszczania zdjęć pozyskanych przedmiotów w specjalnych bazach, do których dostęp mają policja i obywatele". Dzięki temu nie mogą wchodzić w posiadanie rzeczy, które pochodzą z kradzieży.

53-latka dodała, że zamierza lobbować za zdelegalizowaniem polskich lombardów.

Mnie pan z lombardu powiedział dziś: "przetopiłem". I w domyśle: "co mi pani zrobi?”. (…). Żeby nikomu już serce nie pękało tak jak mi, odpowiadam: Zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby położyć kres tego typu praktykom. Piszcie proszę do mnie proszę, jeśli i Was coś takiego spotkało – zaapelowała na koniec.

Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na zloteprzeboje.pl!