advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
Włącz radio

Mateusz Damięcki grzmi. Pieniądze, ministerstwo i gruba afera!

OP
4 min. czytania
22.02.2024 21:48
Zareaguj Reakcja

Kilka lat temu Mateusz Damięcki wystąpił w „Furiozie”, która w mig stała się prawdziwym hitem Netfliksa. Choć nie wiadomo jeszcze, kiedy na ekrany trafi druga część produkcji, ostatnio w sieci znów zrobiło się o niej głośno. Wszystko za sprawą wpisu aktora, zamieszczonego na Instagramie. Czego domaga się w nim filmowy Golden?

|
fot. Mateusz Damięcki opublikował w sieci list do tajemniczego N. Źródło: Artur Zawadzki/REPORTER/East News

Mateusz Damięcki należy do grona najbardziej znanych polskich aktorów. Na wielkim ekranie zadebiutował jeszcze jako dziecko, wcielając się w Janika w filmie fantastycznym Jerzego Łukasiewicza „Łowca. Ostatnie starcie”. Rozpoznawalność przyniósł mu jednak dopiero występ w ekranizacji powieści Stefana Żeromskiego „Przedwiośnie”. Od tego czasu gwiazdor wciąż pojawia się w kolejnych kinowych produkcjach.

Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na zloteprzeboje.pl!

Kilka lat temu Mateusz Damięcki zagrał w głośnym filmie Cypriana T. Olenckiego pod tytułem „Furioza”. Produkcja szybko okazała się wielkim hitem nie tylko w kinach, ale również w sieci – gdy tylko pojawiła się w streamingu, z miejsca zajęła pierwsze miejsce na liście najchętniej oglądanych nieanglojęzycznych tytułów w ofercie Netfliksa. Okazuje się jednak, że mimo sukcesu dramatu aktor nie miał zbyt wielu powodów do radości. Dlaczego?

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo…

Zobacz także: Niesamowity wyczyn Dody. Nie miała o tym pojęcia!

„Furioza” powróci na ekrany

„Furioza” miała swoją premierę w 2021 roku. Mateusz Damięcki zagrał w niej Goldena – członka gangu kiboli, biorącego udział w pomeczowych ustawkach. Choć rola była dla aktora ogromnym wyzywaniem i wymagała wielu wyrzeczeń, ostatecznie przyniosła mu wielką satysfakcję.

Ćwiczyłem z dwoma trenerami, Mateuszem Twarowskim i Marcinem Domańskim. Dzień witałem w jednej siłowni, a żegnałem w drugiej. Przez ostatnie 60 dni przygotowań miałem dwa treningi dziennie, do tego zrobiłem około pół miliona skoków na skakance. W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że to nie ja chodzę na siłownię „zrobić Goldena”, tylko on tam chodzi, by budować formę i na ustawce nie oberwać. Cały czas o nim myślałem – wspominał aktor w rozmowie z Onetem.

Niedawno sieć obiegła wiadomość, że popularna produkcja Olenckiego doczeka się kontynuacji. Podobnie jak w pierwszej części filmu, na ekranie znów ma pojawić się między innymi Mateusz Damięcki. Choć nie wiadomo jeszcze, kiedy można spodziewać się kolejnej części produkcji, na jej temat ostatnio znów zrobiło się głośno. Wszystko za sprawą opublikowanego przez aktora postu. Co napisał w nim 42-latek?

Oglądaj

Zobacz także: Legendy rocka miały go za mistrza! Andy Warhol był ikoną

Mateusz Damięcki z apelem do N. Wszystko z powodu tantiem

Dziś po południu na instagramowym profilu Mateusza Damięckiego pojawił się kadr z „Furiozy”. Niestety aktor nie miał tym razem do przekazania fanom żadnych nowych wieści na temat produkcji. W opisie zdjęcia zamieścił za to list otwarty, skierowany do tajemniczego N.

Cześć N, tu Golden, pamiętasz mnie? No pewnie, że pamiętasz. W końcu tyle razy gratulowałeś mi i innym twórcom „Furiozy” z powodu osiągnięcia tak wielkiego sukcesu na swojej platformie… w pierwszym tygodniu oglądania filmu 25 000 000 godzin spędzonych przed telewizorami przez widzów z 74 krajów. A potem było już tylko lepiej, po miesiącu było już 50 000 000 godzin i 83 kraje. Cieszę się, że wynik ci się spodobał, że potrafiłeś docenić moje zaangażowanie w rolę i poświęcenie. Dostałem od Ciebie nawet taki okolicznościowy podarunek - paczkę z kocem i kapciami z twoim logo i popcornem – zaczął swój wpis Damięcki.

Nie trudno domyślić się, że aktor tak naprawdę zwraca się w swoim poście do Netfliksa. Wpis gwiazdora nie jest jednak utrzymany w przyjaznym tonie. 42-latek napisał go, aby włączyć się do protestu w sprawie projektu zmiany ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Okazuje się, że gwiazdor miał ku temu ważne powody – spośród wszystkich państw będących w Unii Europejskiej tylko w naszym kraju za streamingi internetowe nie są wypłacana tantiemy.

W necie ostatnio wyczytałem, że na tyle się podobało, iż niedługo ma powstać „Furioza 2”. N, wiem, co potrafię, pracuję w zawodzie już 33 lata, więc wiem również, że i tym razem będziesz zadowolony z efektu. I wdzięczny. Teraz jednak, jeśli mogę wybierać, poprosiłbym o tantiemy. Wolałbym sam zdecydować, czy za wysiłek włożony w pracę i promocję produkcji, do której przygotowania trwają rok, a z powodu specyficznego wyglądu (który nie tylko muszę wypracować, ale i miesiącami, jak sportowiec, utrzymywać), nie mogę w trakcie całego procesu uczestniczyć w innych produkcjach, kupić sobie koc i kapcie, czy może coś innego – zwrócił się do szefów platformy aktor.

Mateusz Damięcki nie obwinił jednak w swoim wpisie platform streamingowych. Jak podkreślił aktor, by sytuacja uległa zmianie, potrzebne jest działanie władz państwowych:

No i żeby była jasność, wiem, że to nie Twoja wina, ani też innych VOD. Nie od Was bowiem zależy, czy tantiemy otrzymam, czy nie, wiem, że na przeszkodzie stoi Wam na razie prawo, które musiałoby ulec modyfikacji, by się tak stało. Dlatego razem zachęćmy Polski Rząd, a zwłaszcza Ministerstwo Kultury i Sztuki do podjęcia działań na rzecz twórców, bo to trochę siara, że pozostałe kraje UE się dogadały, a my nadal nie.[…] Umówieni? Nie lubię, jak się mnie robi w chu… ligana – zakończył swój wpis aktor.

Czy aktorom uda się uzyskać porozumienie z władzami? O tym przekonamy się już niebawem. Co sądzicie o słowach Damięckiego?

[instagram]

Zobacz także: Wojna w Ukrainie trwa już dwa lata. „Give peace a chance” w rocznicę ataku

Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na zloteprzeboje.pl!