Moja "przyjaciółka" depresja. "Objawy ukryte, nieoczywiste i niezauważalne"
Cztery wspaniałe i obdarzone niezwykłą siłą kobiety, otworzyły się na temat depresji. W przejmujących słowach opowiedziały nam, jak wyglądało ich życie w najtrudniejszych momentach walki. Wyznały, co zmotywowało je, by stawić czoła niewidzialnemu wrogowi i podjąć leczenie.
Depresja jest chorobą, która może dotknąć każdego - niezależnie od płci, uprzywilejowania, wieku, wykształcenia, statusu społecznego czy materialnego. Statystyki wskazują jednak na częstsze zachorowania wśród kobiet. Borykają się z nią zarówno biedni, jak i bogaci, osoby z wyższym i średnim wykształceniem, ludzie samotni, a także ci, którzy mają liczne rodziny. Każdy może paść "ofiarą" pozornie niewidocznego zaburzenia, które przejmuje kontrolę nad całym życiem.
Czy da się przed nim ustrzec i jak poradzić sobie z natłokiem negatywnych myśli? Dlaczego profesjonalnej pomocy nie zastąpi nam spotkanie z przyjaciółmi, wyjście na rower, znalezienie sobie dodatkowych zajęć? Przyznanie się do depresji bywa niezwykle trudne, a jej bagatelizowanie, może doprowadzić do tragedii.
Depresja - drapieżny wilk w owczej skórze
Zdecydowałam się przybliżyć czytelnikom bliski memu sercu temat. To niezwykle ważne, by wiedzieć, że niezależnie od stopnia świadomości, zachorować na depresję może praktycznie każdy. Osoby cierpiące na tę chorobę prowadzą często zupełnie normalne życie. Na pierwszy rzut oka nie widać po nich bowiem walki, jaka toczy się w ich umysłach.
Choć codzienność bywa pusta i przytłaczająca, każdego dnia zmuszają się by iść do pracy i starają się zachować pozory normalności. Niemy krzyk często pozostaje niezauważony, a bliscy i przyjaciele niczego się nie domyślają.
Objawy depresji mogą być ukryte, nieoczywiste i niezauważalne dla otoczenia. W przeciwieństwie do chorób takich jak grypa, ospa wietrzna, alergie czy złamania i urazy kości, które mają widoczne objawy fizyczne, proszę zauważyć, że depresja dotyka głównie sfery emocjonalnej i psychicznej. Osoba cierpiąca na depresję może na zewnątrz wyglądać normalnie, ale wewnętrznie zmagać się z głębokim smutkiem, apatią i poczuciem beznadziei. Dlatego bardzo ważne jest, aby zwracać uwagę na zmiany w zachowaniu i nastroju bliskich osób oraz być otwartym na rozmowę, nawet jeśli na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się w porządku - w rozmowie ze Zloteprzeboje.pl apeluje psycholożka Kinga Iwanek.
Zobacz także: Wmawiali im ostry konflikt. Legendy lat 80. nie mogły dłużej milczeć
Nasza rozmówczyni podpowiada także, jak zdiagnozować u siebie pierwsze symptomy depresji. - Depresja przejawia się utratą zainteresowań, obojętnością, brakiem wiary w siebie. Często pacjenci mają problemy ze snem, w tym wczesne budzenie się. Dochodzą do tego również inne symptomy, takie jak: problemy z koncentracją, zmiany apetytu i masy ciała. Niestety, istnieje wysokie ryzyko pojawienia się myśli samobójczych - wyjaśnia specjalistka.
Smutek a depresja. Dlaczego nie należy mylić tych pojęć?
Istnieją między innymi: depresja poporodowa, depresja u kobiet leczonych z powodu niepłodności, depresja u kobiet z zaburzeniami odżywiania, depresja u chorych na nowotwór - wymienia psycholożka Kinga Iwanek i rozwiewa wątpliwości.
Depresja jest często mylona ze smutkiem, dlatego warto podkreślić, że nie są to tożsame pojęcia. Nie oznacza to, że depresja jest stanem radości, ponieważ osoby cierpiące na tę chorobę doświadczają obniżonego nastroju, poczucia przygnębienia. Jednak zamiast intensywnego smutku, pacjenci często odczuwają głęboką pustkę i zobojętnienie, co uważam, że jest bardziej charakterystyczne dla depresji niż sam smutek. Chodzi przede wszystkim o to, że depresji nie można redukować do smutku - wyjaśnia Kinga Iwanek.
Często popełnianym przez pacjentów błędem, jest mylenie objawu z chorobą. Psycholożka podkreśla, iż może to znacząco utrudnić prawidłowe rozpoznanie choroby. - Depresja nie równa się smutek. Dlaczego tak istotne jest, aby nie mylić depresji ze smutkiem? Takie błędne przekonanie znacząco utrudnia prawidłowe rozpoznanie choroby - mówi nam specjalistka.
Jeśli przyjmiemy, że depresja to smutek, będziemy oczekiwać, że każdy chory będzie przejawiał ten objaw. Tymczasem u wielu osób smutek albo się nie pojawia, albo jest słabo zauważalny. Trzeba również pamiętać, że wiele osób, które odczuwają smutek, nie przyznaje się do tego i nie okazuje tej emocji. Aby dostrzec depresję, należy skupić się na innych aspektach, nie tylko na smutku - podkreśla Kinga Iwanek w rozmowie ze Zloteprzeboje.pl.
Jak mogą pomóc bliscy chorego na depresję?
Osoby z depresją często mają trudności z wykonywaniem codziennych czynności, a także przejawiają tendencję do izolacji i wycofywania się z aktywności. Niepokojące zmiany mogą zauważyć jednak osoby znajdujące się w najbliższym gronie chorego. Jeśli od jakiegoś czasu nie widzisz sąsiada, który bardzo lubił jeździć na rowerze, zapukaj do jego mieszkania i zapytaj, jak się czuje.
Jeżeli twój współpracownik zrobił się nagle wycofany, przejawia różne problemy, nie jest już tak otwarty i ma gorsze wyniki - bądź z nim szczery i powiedz, że go zauważasz. Maleńkie gesty mogą być milowym krokiem w jego walce.
Taka pomoc jest niezwykle ważna i potrzebna, ale wymaga od "pomagacza" przede wszystkim cierpliwości, zrozumienia i delikatności. Jedną z najważniejszych rzeczy, jaką można dać drugiemu człowiekowi, jest obecność. Stąd bycie po prostu obok i słuchanie staje się dla chorego bezcenne. Warto stworzyć osobie chorej przestrzeń do mówienia o swoich uczuciach, bez oceniania i doradzania. Można oczywiście zachęcać do skonsultowania się z psychiatrą lub psychologiem, jeśli osoba chora jeszcze tego nie zrobiła. Można nawet pomóc w znalezieniu odpowiedniego specjalisty - apeluje psycholożka Kinga Iwanek.
Depresja to potężne wyzwanie. Jak pomóc i nie zaszkodzić? Należy unikać takich słów jak: "inni mają gorzej", "zbierz się do kupy", "nie użalaj się nad sobą", "weź się w garść", "ja na twoim miejscu", "znajdź sobie jakieś zajęcie", "chyba ci się nudzi i wymyślasz" czy "jesteś po prostu leniwy". Należy pamiętać, że takie komentarze mogą tylko pogorszyć samopoczucie chorej osoby. Wbrew pozorom, zaszkodzić może także nasza obojętność.
Historie o depresji, które namalowało życie
Skontaktowałam się za pośrednictwem mediów społecznościowych z czterema cudownymi kobietami, mieszkającymi w różnych częściach Polski. Każda z nich wywodzi się z innego środowiska, ma inny zawód oraz status rodzinny i materialny. Dzieli je niemal wszystko. Choć ich życia nigdy się nie przeplotły i zupełnie inaczej się poukładały, połączył je wspólny los. Jest nim codzienna walka z depresją.
Bohaterki zdecydowały się podzielić osobistymi historiami na temat choroby, która zawładnęła ich życiem. Pierwszą z osób, które otworzyły się na temat depresji, jest 40-letnia nauczycielka matematyki z Krakowa - Agnieszka.
Jak sama podkreśla, może sobie obecnie pozwolić na realizację wielu potrzeb. Spłaca kredyt mieszkaniowy i przynajmniej dwa razy w roku jeździ na zagraniczne wakacje. Wraz z mężem podjęli świadomą decyzję o nieposiadaniu dzieci. Od ośmiu lat są w szczęśliwym związku. "Przygoda" Agnieszki z depresją trwa - z większymi i mniejszymi sukcesami - już od 15 lat.
Wszystko zaczęło się nagle, od jesiennej chandry. Nic nie zwiastowało tego, że zły nastrój i stres związany z pracą przerodzi się w depresję. Jestem w szoku, że przyznałam się do niej przed samą sobą, dopiero po dwóch latach gehenny. Skończyłam właśnie studia i zaczęłam poszukiwania pracy. Nie było łatwo, ale w końcu udało mi się dostać wymarzoną posadę w jednej z krakowskich podstawówek - wyznała Agnieszka.
Znalezienie pracy i zapełnienie grafiku zajęciami okazały się jednak niewystarczające. Nie pomagała jej bowiem sytuacja, jaka miała miejsce w domu. Jako długotrwała ofiara przemocy domowej, była bardziej podatna na zranienie.
Zakończyłam wówczas relację z wyjątkowo toksycznym partnerem. Nie otrzymywałam od niego od dłuższego czasu niczego poza pogardą i wymówkami. Wskazywał mi palcem, gdzie niedokładnie posprzątałam. Potrafił nawet wysmarować mi twarz zakurzoną ścierką. Ciągle krzyczał i szantażował mnie rozstaniem, gdy nie smakował mu obiad. Mówił, że bez niego już nic nie znaczę i nie poradzę sobie w życiu. Jakże było to prorocze. Przemoc eskalowała, gdy podjęłam zatrudnienie. Tłumaczyłam sobie, że nie jestem ofiarą, bo przecież nigdy mnie nie uderzył. Mimo to zdecydowałam się wybrać siebie i odejść. O dziwo, moja samoocena wcale nie uległa poprawie, a zły nastrój wciąż się pogłębiał. Wtedy pierwszy raz pomyślałam, że może potrzebuję pomocy specjalisty - dodała Agnieszka.
Traumatyczne przeżycie może być zapalnikiem choroby
Skontaktowała się ze mną również 33-letnia Monika z podwarszawskich Chyliczek. Jest mamą, singielką i właścicielką niewielkiej kawiarni, gdzie serwuje domowe ciasta i rzemieślnicze lody. Wyznała, że w sezonie jej biznes całkiem nieźle prosperuje. W jesiennych i zimowych miesiącach, zajmuje się rękodziełem. Dużo radości sprawia jej dzierganie pięknych kocyków dla niemowląt i bajecznych maskotek. Zanim osiągnęła jednak emocjonalną stabilizację, mierzyła się z wieloma demonami.
Gdy miała 25 lat, wybrała się ze znajomymi do jednego ze stołecznych klubów. W ferworze zabawy, wszyscy się rozdzielili, a Monika zajęła miejsce przy barze. Pech chciał, że czyhał tam na nią seksualny predator, który doprawił jej drinka narkotykiem. Nie pamięta, jak znalazła się w mieszkaniu koleżanki. Kilka tygodni później wykonała test ciążowy. Nie mogła uwierzyć, gdy zobaczyła na nim dwie kreski. Po urodzeniu Magdusi, nie poczuła z nią żadnej więzi. Nie potrafiła zachwycać się jej maleńkimi stópkami, złotymi loczkami i radosnym gaworzeniem dziewczynki. Łudziła się, że zmieni się to w kolejnych miesiącach.
Jedynym, co powstrzymało mnie przed popełnieniem największej głupoty w życiu była wyobraźnia. Choć ból wytępił we mnie wszystkie możliwe emocje, wciąż byłam mamą. Rozmyślałam o tym, jakie życie będzie miała moja córka z piętnem matki-samobójczyni. Czy kiedykolwiek pogodziłaby się z moim odejściem? Z całego serca chciałam, by nie musiała się z tym nigdy zmierzyć - wyznała po latach.
Gdy presja i stres trafiają na podatny grunt
Trzecią z bohaterek jest tegoroczna maturzystka - Amelia z Gdańska. W tym roku planuje roczną przerwę w nauce, by popracować nad samoakceptacją i pewnością siebie. Na studia przyjdzie jeszcze czas - w końcu ma przed sobą całe życie, prawda? Jeszcze kilka miesięcy temu, nie była tego jednak taka pewna.
Stres związany z przygotowaniami do najważniejszego egzaminu w życiu sporo ją kosztował. Nie pomagali jej w tym rodzice, którzy, choć chcieli dobrze, wywierali na niej zbyt dużą presję. - Nie miałam życia, znajomych, ani nadziei na poprawę. Czułam się wykluczona i nieistotna - wyznała.
Zdarzało się, że cały dzień nic nie jadłam. Nie dlatego, że nie odczuwałam głodu, ale nie miałam siły zrobić sobie nawet kanapki. Nie czułam się też godna zaspokajania tej przyziemnej potrzeby. Wszystko wydawało mi się takie miałkie i nieistotne - przyznała Amelia.
Nauka stała się jedynym motorem napędowym monotonnego życia nastolatki. Matura poszła jej bardzo dobrze. Chciała wyjść z domu i zacieśnić więzi z rówieśnikami. Nikt nie odpisał na jej wiadomości. Gdy odebrała znakomite wyniki egzaminów, coś w niej pękło. Nie potrafiła się nimi cieszyć.
Mama cierpi na silne bóle migrenowe, a dziadek ma reumatyzm. Nasza domowa apteczka pękała w szwach od różnego rodzaju leków i medykamentów. Położyłam się na łóżku i połknęłam całą garść kolorowych tabletek. Z perspektywy czasu, cieszę się, że większość z nich udało mi się zwrócić. Gdy znalazł mnie tata, leżałam nieprzytomna na podłodze, w kałuży wymiocin - wyznała Amelia.
Jak sama przyznała, depresja przez wiele lat była w jej domu tematem tabu. Gdy mówiła o złym samopoczuciu, rodzice zarzucali jej, że "wydziwia" i "wymyśla wymówki", by przerwać naukę. Po próbie samobójczej uświadomili sobie, ile wyrzeczeń kosztowały nastolatkę godziny spędzone na przyswajaniu wiedzy. Zapewnili jej fachowe wsparcie i pomoc w terapii.
Współczesny świat stawia przed młodymi ludźmi wyjątkowo wysokie oczekiwania. Jednym z głównych czynników jest presja sukcesu, która bywa wszechobecna w dzisiejszym społeczeństwie. Młodzi ludzie czują, że muszą osiągnąć wysokie wyniki w nauce, rozwijać karierę zawodową, a jednocześnie prowadzić życie towarzyskie i spełniać oczekiwania społeczne. Młoda osoba może czuć się tym wszystkim przytłoczona - komentuje sprawę psycholożka Kinga Iwanek.
Długo tłumione emocje i nadmiar obowiązków
Czwarta z bohaterek miała dużo mniej szczęścia. Niedawno owdowiała, jednak życie u boku ukochanego męża pomogło jej w walce z depresją. Po odejściu taty, nastoletnia Lucyna spod Lublina musiała szybko dorosnąć i przejąć obowiązek utrzymania rodziny. Miała troje młodszego rodzeństwa, a na pomoc pogrążonej w alkoholowym nałogu mamy zwyczajnie nie mogła liczyć. 52-letnia dziś kobieta wspomina ten czas jak przez mgłę.
Nie chcę tego pamiętać i dużo rzeczy już mi się zatarło. Ojciec znalazł sobie kochankę i uciął kontakt. W domu były trzy małe gęby do wykarmienia. Matka piła, więc lodówka zawsze świeciła pustkami. Nie mieliśmy w okolicy żadnej bliskiej rodziny, a ciocia mieszkała na Podlasiu. Rzadko nas odwiedzała, zresztą w ogóle jej się nie dziwię. Kto chciałby wziąć sobie na kark takie zobowiązanie? Musieliśmy jeść, a dzieciaki szybko rosły. Wojtuś miał dziurawe buty, a Wandzia potrzebowała nowych podręczników. Kasia była jeszcze za mała i nie rozumiała, dlaczego nie może się najeść do syta - tłumaczyła Lucyna.
Musiała podjąć pracę zarobkową i przedwcześnie zakończyć edukację. Początkowo nikt nie chciał jednak zatrudnić 15-latki. Na szczęście udało jej się znaleźć posadę "na czarno". Pracowała jako pomoc kucharki w szkolnej stołówce. Jak sama przyznała, czuła się jak maleńki robocik. Chodziła do pracy, robiła zakupy, a następnie opiekowała się młodszym rodzeństwem. Trwało to dwa lata, aż do powrotu taty.
Nie powiedział nawet "przepraszam". Dzieciaki bardzo się ucieszyły, a ja po prostu nie umiałam. Załamałam się. Potem zmarła matka. Na jej pogrzebie nie uroniłam nawet jednej łezki. Zamiast mnie wesprzeć, ludzie ze mnie szydzili i pytali co ze mnie za córka. Znalazłam starą maszynkę, potem obudziłam się w szpitalu. Nie wiem co bym zrobiła, gdybym nie trafiła na lekarza z powołania - wyznała poruszona Lucyna.
Nieleczona depresja ma przykre konsekwencje
Należy pamiętać, iż nieleczona depresja niezwykle rzadko mija samoczynnie. Bagatelizowanie symptomów choroby może prowadzić do przykrych konsekwencji.
Jeśli depresja jest łagodna, a warunki są sprzyjające - być może wszystko samo ustąpi. To jeden z tych dobrych scenariuszy. Natomiast jeśli choroba ma silniejszy przebieg, a otoczenie nie pomaga, to może przejść w postać przewlekłą i trwać bardzo długo. Jeśli w tym czasie pojawią się myśli samobójcze, to depresja - niestety - może skończyć się śmiercią - mówi nam psycholożka Kinga Iwanek.
Jeśli czujesz, że potrzebujesz pomocy, pamiętaj, że zwrócenie się do specjalisty nie jest żadnym wstydem. Depresja to choroba, którą można, a nawet trzeba leczyć.
Pozostawienie nieleczonej depresji jest zawsze bardzo groźne i jest ogromnym ryzykiem. Dlatego tak bardzo ważne jest podjęcie terapii czy leczenia farmakologicznego. Warto również podkreślić, że jeśli ktoś podejrzewa u siebie bądź bliskiej osoby depresję, powinien jak najszybciej zasięgnąć porady specjalisty, takiego jak psycholog, psychoterapeuta, lekarz rodzinny bądź psychiatra. Wczesna interwencja może znacząco poprawić rokowania - dodaje psycholożka w rozmowie ze Zloteprzeboje.pl.
Jak leczyć depresję?
Każdy przypadek jest inny i wymaga indywidualnego podejścia do problemu. Skuteczne leczenie depresji często wymaga dostosowania do konkretnych potrzeb pacjenta, a także okoliczności. - Leczenie depresji może być różnorodne. Wybór sposobu leczenia zależy od indywidualnych potrzeb i nasilenia objawów pacjenta. Z własnego podwórka polecam spróbować terapii. Jedną z najskuteczniejszych jest terapia poznawczo-behawioralna (CBT) - tłumaczy nam specjalistka.
Nadal również farmakoterapia jest jedną z najczęściej stosowanych i powszechnie dostępnych metod leczenia depresji. Jeżeli już naprawdę nic nie działa, to jakiś czas temu czytałam o doktorze nauk medycznych, specjaliście psychiatrze Piotrze Marcinowiczu, który prowadzi terapię ketaminą dożylną w leczeniu depresji opornej na standardowe formy farmakoterapii i psychoterapii. Skuteczność terapii oceniana jest na około 70 proc. To dużo. Niekiedy jest to ostatnia szansa dla pacjenta, kiedy już wszystko zawiedzie - powiedziała Kinga Iwanek w rozmowie z dziennikarką Zloteprzeboje.pl.
Gdzie uzyskać pomoc?
Jeśli znajdujesz się w trudnej sytuacji i chcesz porozmawiać z psychologiem, poniżej znajdziesz listę numerów, pod którymi anonimowo możesz skorzystać z bezpłatnego wsparcia specjalistów.
- 116 123 - bezpłatny kryzysowy telefon zaufania dla dorosłych w kryzysie emocjonalnym, czynny całodobowo przez 7 dni w tygodniu
- 116 111 - bezpłatny telefon zaufania dla dzieci i młodzieży, czynny całą dobę przez 7 dni w tygodniu
- 800 108 108 - bezpłatny telefon wsparcia dla osób w żałobie i po stracie, czynny od poniedziałku do piątku w godz. 14:00-20:00
- 121 212 - bezpłatny telefon zaufania dla dzieci i młodzieży Rzecznika Praw Dziecka, czynny całą dobę przez 7 dni w tygodniu
- 22 635 09 54 - telefon zaufania dla osób starszych, czynny: poniedziałek-piątek 17:00-20:00, środa 14:00-16:00 (dyżur tematyczny poświęcony chorobie Alzheimera)
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na zloteprzeboje.pl!