Strona Główna > Robin Hood z Krakowa. Tego mogliście nie wiedzieć o Zbigniewie Wodeckim

Robin Hood z Krakowa. Tego mogliście nie wiedzieć o Zbigniewie Wodeckim

Pokochaliśmy go za niezwykłe poczucie humoru, dystans do siebie, wielkie serce i oczywiście za muzykę. Przygotowaliśmy dla Was kilka ciekawostek o jednym z najbardziej utalentowanych polskich muzyków – Zbigniewie Wodeckim.

Niezwykłe poczucie humoru

Podczas jednego z wywiadów dla Gazety Wyborczej z Dorotą Subbotko, dziennikarka zadała Wodeckiemu pytanie:

Kiedy dzwoniłam, żeby potwierdzić nasze spotkanie, powiedział pan, że nie może, bo w tym czasie jest zajęty. Okazało się, że miał pan być zajęty właśnie spotkaniem ze mną…

Kiedyś w ten sposób sam sobie odwołałem koncert. Dzwonią, a ja, że w tym czasie nie mogę, bo gram koncert. Wieczna gonitwa. Wczoraj miałem dwie roboty, wywiady radiowe, teraz pani, potem nagrywam audycję w związku z Off Festivalem w Katowicach i jadę 300 km na koncert do Tucholi. Nie mam czasu. Trzeba nad sobą popracować.

Trudne rodzicielstwo

REPORTER / East News

Muzyk był żonaty z Katarzyną Wodecką od 30 czerwca 1971 roku aż do śmierci. Mieli trójkę dzieci Joannę (ur. 1971), Katarzynę (ur. 1973) i Pawła (ur. 1975).

Dla Zbigniewa Wodeckiego kariera bardzo długo była najważniejsza. Ucierpiały na tym jego relacje z najbliższą rodziną. Dziećmi w dużej mierze zajmowała się ich matka. Córka muzyka w jednym z wywiadów zdradziła, że przez lata na pierwszym planie ojciec stawiał siebie i muzykę. W pewnym momencie swojego życia zrozumiał, jednak, że kariera i sława mają sens, tylko jeśli ma się oparcie w kochającej rodzinie. Wodecki zaczął zabiegać o kontakt z dziećmi. Spędzał z nimi coraz więcej czasu. Gdy został dziadkiem, oszalał na punkcie swoich wnuków, które kochał ponad wszystko.

Robin Hood z Krakowa

Fot. Albert Zawada / Agencja Wyborcza.pl

Zbigniew Wodecki był znany wszystkim ze swojego wielkiego serca i szczodrości. Nie potrafił przejść obojętnie obok potrzebujących. Jak poinformował „Super Express” po śmierci artysty, jego cały majątek został przekazany osobom ubogim i bezdomnym. Pan Zbigniew szczególne troszczył się o Panią Monikę – bezdomną z warszawskiej Ochoty, która mieszkała przy śmietniku na przeciwko jego bloku. Zawsze gdy wyjeżdżał zostawiał dla niej pieniądze na jedzenie u dozorcy. Pewnego razu zagrał nawet specjalnie dla niej na skrzypcach.

Bardzo popularna jest historia, o tym, kiedy Wodecki stał w kolejce po obiad w jednym z barów mlecznych w Lublinie. W pewnym momencie do środka weszła bezdomna kobieta. Personel lokalu zareagował bardzo agresywnie – zaczęli ją wypraszać. Pan Zbigniew stanął w obronie bezdomnej i wykupił jej obiady na cały rok!

Multiinstrumentalista

M.Lasyk/REPORTER / East News

Zbigniew Wodecki był znany wszystkim ze swojego wielkiego serca i szczodrości. Nie potrafił przejść obojętnie obok potrzebujących. Jak poinformował „Super Express” po śmierci artysty, jego cały majątek został przekazany osobom ubogim i bezdomnym. Pan Zbigniew szczególne troszczył się o Panią Monikę – bezdomną z warszawskiej Ochoty, która mieszkała przy śmietniku na przeciwko jego bloku. Zawsze gdy wyjeżdżał zostawiał dla niej pieniądze na jedzenie u dozorcy. Pewnego razu zagrał nawet specjalnie dla niej na skrzypcach.

Bardzo popularna jest historia, o tym, kiedy Wodecki stał w kolejce po obiad w jednym z barów mlecznych w Lublinie. W pewnym momencie do środka weszła bezdomna kobieta. Personel lokalu zareagował bardzo agresywnie – zaczęli ją wypraszać. Pan Zbigniew stanął w obronie bezdomnej i wykupił jej obiady na cały rok!

Multiinstrumentalista

M.Lasyk/REPORTER / East News

Zbigniew Wodecki był znany wszystkim ze swojego wielkiego serca i szczodrości. Nie potrafił przejść obojętnie obok potrzebujących. Jak poinformował „Super Express” po śmierci artysty, jego cały majątek został przekazany osobom ubogim i bezdomnym. Pan Zbigniew szczególne troszczył się o Panią Monikę – bezdomną z warszawskiej Ochoty, która mieszkała przy śmietniku na przeciwko jego bloku. Zawsze gdy wyjeżdżał zostawiał dla niej pieniądze na jedzenie u dozorcy. Pewnego razu zagrał nawet specjalnie dla niej na skrzypcach.

Bardzo popularna jest historia, o tym, kiedy Wodecki stał w kolejce po obiad w jednym z barów mlecznych w Lublinie. W pewnym momencie do środka weszła bezdomna kobieta. Personel lokalu zareagował bardzo agresywnie – zaczęli ją wypraszać. Pan Zbigniew stanął w obronie bezdomnej i wykupił jej obiady na cały rok!

Piwnica pod Baranami

Leszek Fidusiewicz/REPORTER / REPORTER

Muzyk od końca lat 60., związany był z kabaretem Piwnica pod Baranami i zespołem Anawa. Uwielbiał rozśmieszać publiczność. Choć nie do końca rozumiał, z czego ludzie się śmieją. Doszedł do wniosku, że po prostu jest fajnie. Piotr Skrzynecki twórca i kierownik kabaretu Piwnica pod Baranami wspominał, jak Wodecki zobaczył na jednym z występów w pierwszym rzędzie piękną dziewczynę i zaczął grać na skrzypcach z takim zaangażowaniem, że popękały mu struny. Ta dziewczyna została później jego żoną.

Pszczółka Maja

„Tę pszczółkę, którą tu widzicie, zowią Mają…” – to jedna z najbardziej popularnych piosenek, które wykonywał Zbigniew Wodecki zaraz obok „Chałupy Welcome To”. Historia piosenki „Pszczółka Maja” jest bardzo ciekawa. W oryginale utwór wykonywał czeski piosenkarz Karel Gott. Wodecki podchodził bardzo sceptycznie do nagrania swojej wersji, ponieważ uważał, że jego tonacja zupełnie do niej nie pasowała. Powiedział, że jeśli wytwórnia mu nie wierzy, to przyjedzie do studia i im udowodni. I tak też zrobił! Muzyk na nagranie przyjechał w pośpiechu bardzo głodny, a że była jeszcze godzina, zaproponowano mu kotleta schabowego z puree ziemniaczanym. Wodecki zapytał ile płaci, na to studio powiedziało, żeby czuł się zaproszony. W tym momencie już wiedział, że nie wymiga się od nagrania tej piosenki.