Sabotaż Mandaryny w Sopocie? Sprawa może trafić do sądu. "Przerażające"
Mandaryna dalej jest w centrum uwagi. Jednak nie za swoją sprawą. Kris Świętoń, podający się za jej byłego menedżera, stwierdził, że pamiętny występ wokalistki w Sopocie w 2005 r. zepsuł umyślnie ówczesny agent Dody. Teraz na te zarzuty stanowczo odpowiedział sam zainteresowany, a więc Maciej Durczak.
Mandaryna rozgłos zyskała nie jako tancerka i choreografka Ich Troje, ale już jako wokalistka. Po występowaniu w 2003 r. w głośnym reality show jej ówczesnego męża Michała Wiśniewskiego pt. "Jestem jaki jestem" zaczęła karierę piosenkarki i wydała trzy płyty.
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na zloteprzeboje.pl!
Niestety dla Mandaryny opinia publiczna najbardziej zapamiętała ją ze słynnego występu na festiwalu w Sopocie w 2005 r. i wprawiającego w konsternację wykonania przez nią jej własnego przeboju "Ev’ry night" z drugiej płyty "Mandarynkowy sen".
Zobacz także: Górniak zaśpiewała hit Niemena. Internauci komentują. „Miazga”
Mandaryna miała w Sopocie paść ofiarą sabotażu?
Kiedy Mandaryna zaczęła śpiewać utwór, z którym miała walczyć o Bursztynowego Słowika, szybko wyszły na jaw jej duże braki wokalne. Wyraźnie fałszowała. Wszyscy byli zdezorientowani. Ona sama również.
Nie chciałabym nikogo o to oskarżać, bo nikogo nie złapałam za rękę, natomiast było to podłożenie świni (…). Nic nie słyszałam, moje chórki były wyłączone, a muzycy mieli rozstrojone instrumenty – tłumaczyła w rozmowie z Eską w 2021 r.
Zobacz także: Aż trudno uwierzyć! Urszula naprawdę jest z nim spokrewniona
Z kolei niedawno do sprawy odniósł się w wywiadzie dla Pomponika Kris Świętoń. Młody mężczyzna podający się za jej menedżera w 2005 r., a obecnie współpracujący z Dodą, nie gryzł się w język.
Wskazał osobę, która miała "zapłacić ludziom, żeby wejść do pomieszczenia, gdzie się steruje głosem" i wyłączyć dźwięk mającej bardzo podobny głos do Mandaryny chórzystce, która dośpiewywała jej partie. Według Świętonia, wokalistka "zawdzięcza tę aferę swemu byłemu menadżerowi, który był wtedy menadżerem Dody, Maciejowi Durczakowi".
Ta chórzystka miała praktycznie za Mandarynę śpiewać, ale oni ją wyłączyli. Tylko Marta śpiewała, muzycy nie mieli odsłuchów, Marta też nie. Chórzystka śpiewała, a nie wiedziała, że jej nie słychać. Marta mi powiedziała, że dopiero w połowie drugiej piosenki się skapnęła, że coś nie gra – oznajmił Świętoń.
Zobacz także: Tajemnicza okładka płyty Led Zeppelin. Po 52 latach wiadomo, kto jest na zdjęciu
Maciej Durczak odpiera zarzuty Świętonia
Maciej Durczak, pytany przez Pudelka, zapewnił, że on i Mandaryna są ze sobą w "poprawnych relacjach". Zapewnił, że nie miał nic wspólnego z wpadką wokalistki w Sopocie, a sama artystka "nigdy nie postawiła w stosunku do niego takiego zarzutu, bo jest on po prostu nieprawdziwy".
Dodał, że wcześniej nie słyszał nawet o kimś takim jak Świętoń. Zasugerował też, że sprawa może zakończyć się w sądzie.
Jestem oburzony (…). Nieprawdziwe zarzuty jakie mi stawia są bardzo poważne. Nie mogę tego zostawić bez reakcji. Uważam, że ze strony autora tych oszczerstw, to jest całkowity brak odpowiedzialności (…). Obawiam się, że kroki prawne będą nieuniknione w sytuacji rozpowszechniania tego rodzaju pomówień (…). Ten człowiek w ogóle nie zdaje sobie sprawy z tego, co powiedział. To przerażające – zastrzegł Durczak w rozmowie z Pudelkiem.
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na zloteprzeboje.pl!