advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
Włącz radio

W latach 90. fani śledzili każdy ich krok. Po odejściu Piaska wiele się zmieniło. "Straciliśmy" [WYWIAD]

11 min. czytania
29.06.2024 07:30
Zareaguj Reakcja

Lider kultowej grupy Mafia — Tomasz Bracichowicz — otworzył się w temacie kariery zespołu. Jak wspomina współpracę z Andrzejem Piasecznym i jak ocenia hit "Imię deszczu"? Co do formacji wniósł nieodżałowany Grzegorz Ciechowski? Gdzie udzielił się Krzysztof K.A.S.A. Kasowski? O tym przeczytacie w najnowszym wywiadzie Radia Złote Przeboje.

|
fot. Oto historia kultowego zespołu MAFIA. Tomasz Kordeusz/materiały Tomasza Bracichowicza, kadr z klipu 'Imię deszczu'/Youtube

Tomasz Bracichowicz piastuje na co dzień funkcję kierownika działu promocji w Wojewódzkim Domu Kultury im. Józefa Piłsudskiego w Kielcach. Wielu zna go jednak za sprawą innej, artystycznej działalności - jest kompozytorem, producentem, a także muzykiem i liderem kieleckiego zespołu Mafia. W najnowszym wywiadzie dla Radia Złote Przeboje, Joseph opowiedział o najpiękniejszych piosenkach formacji. Podzielił się także historią grupy i uchylił rąbka tajemnicy na temat współpracy z Andrzejem "Piaskiem" Piasecznym.

Rozwiąż quiz o latach 90. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem…

Mafia - legenda polskiej sceny muzycznej

Pierwszy raz o zespole Tomasza Bracichowicza, usłyszałam będąc zaledwie pięcioletnią dziewczynką. Mafia wydała wówczas swój głośny hit - "Imię deszczu". Mój tata, jak przystało na lokalnego patriotę i miłośnika urokliwych ballad, czuł się w obowiązku, by przybliżyć mi tę kompozycję. Wkrótce stała się ona wyjątkowo bliska memu sercu i nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście, kiedy rodzice zabrali mnie na koncert do Tokarni. Wciąż doskonale pamiętam, jak siedziałam na ramionach taty, ubrana w błękitną sukienkę w grochy i śpiewałam piosenki wraz z Andrzejem Piasecznym.

Niemal równie ekscytującym wydarzeniem była dla mnie propozycja gościnnego udzielenia się w jednym z teledysków Mafii. Nie mogłam odrzucić takiej oferty. Wokalistą formacji był wówczas Roman "Norman" Słomka, który zaprosił mnie do wspaniałego projektu. Kilka dni później poznałam ówczesnych muzyków: Pawła "Porka" Porosa, Kubę Kusińskiego, Tomasza Murawskiego i Tomasza Bracichowicza. Niemal jedenaście lat po premierze utworu "Zakończmy to", zapraszam na wyjątkową rozmowę z ostatnim z nich.

Zobacz także: To Piasek robi po godzinach. Żadnej pracy się nie boi!

Współpraca z zespołem Ira. Tak powstał debiutancki album

Zanim zawiązała się Mafia, byłeś członkiem grupy Ira i brałeś udział w nagraniach do debiutanckiego, tytułowego albumu. Nie był to jednak koniec waszej muzycznej podróży, prawda?

Tomasz Bracichowicz : Ira to był pierwszy zespół "na poważnie", z którym nagrałem pierwszą płytę pod tytułem "Ira". To była końcówka lat 80., początek 90. Później jeszcze było kilka epizodów związanych z zespołem. Udzieliłem się na dwóch albumach. Po latach ukazał się także słynny utwór "Wiara", z partią fortepianu. Następnie nagraliśmy płytę koncertową, związaną z jubileuszem - było to 15-lecie zespołu Ira. Zagraliśmy duży koncert w radomskim amfiteatrze, który udokumentowano na nośniku DVD. Ten album to bardzo fajne wydawnictwo. Później jeszcze kilkakrotnie spotykaliśmy się na scenie, między innymi w 2015 roku, podczas koncertów w Wielkiej Brytanii.

Nagrywaliście debiutancki krążek Iry w listopadzie 1989 roku. Miało to miejsce w warszawskim "CCS Studio". W ciągu nieco ponad tygodnia odbyło się jedynie dziesięć sesji nagraniowych albumu, z uwagi na skromny budżet.

Tomasz Bracichowicz: Młody zespół nie ma kasy, to jest oczywiste. Realizuje często fajne wizje, które przechodzą później do historii. Potem wykonawcy mają już całe sztaby ludzi wokół siebie, a bez pieniędzy nie mogą wylansować żadnego hitu. No tak też jest, tak to wygląda. Natomiast w Ameryce często zespoły kręcą teledyski iPhonami. Klipy te mają wielomilionową oglądalność i nie jest to regułą, że muszą być zaangażowane jakieś niesamowite środki, żeby stworzyć coś wartościowego.

Tak zrodziła się kielecka Mafia. Królowała na festiwalu w Jarocinie

Mafia zawiązała się w 1992 roku, jako projekt kolegów ze studiów. Jak powstał zespół? Kto był jego pomysłodawcą?

Tomasz Bracichowicz: Było w naszym gronie, powiedzmy, dwóch pomysłodawców powstania zespołu. Z tym, że początkowo nie była to Mafia. Na początku był po prostu zespół, który zaczął tworzyć muzykę - tylko nie wiadomo było jeszcze, jaką. Wtedy rozpoczęliśmy od nagrywania coverów, jednak szybko doszliśmy do wniosku, że trzeba rozpocząć pracę nad czymś swoim. Uznaliśmy, że nagramy swoją płytę, ponieważ na coverach daleko się nie zajedzie.

Przełomowym utworem, który zapewnił Mafii ogólnopolski rozgłos, był utwór "Krótka piosenka o… (miłości)". Promował on wasz debiutancki album i w 1993 roku został hymnem festiwalu w Jarocinie. Nie była to jednak typowa, miłosna piosenka.

Tomasz Bracichowicz: Kiedy już wykrystalizował się skład, dołączył do nas Andrzej Piaseczny. Następnie zaczęliśmy komponować i nagrywać pierwszy album. Mieliśmy sporo szczęścia, bo pojawił się kontrakt płytowy. Dosyć szybko Program Trzeci Polskiego Radia zaproponował nam stworzenie utworu pilotującego festiwal w Jarocinie w 93' roku. Dyrektorem tego festiwalu był wówczas Kuba Wojewódzki. Potem wszystko szybko się potoczyło. Choć "Piosenkę o miłości" nazwano hymnem, to chyba zbyt wiele powiedziane. Był to krótki, półtoraminutowy utwór, który miał przesłanie dotyczące tolerancji, pokoju i miłości między ludźmi. Zapewne był to powód, dla którego tak bardzo spodobała się słuchaczom.

Andrzej "Piasek" Piaseczny - najbardziej rozpoznawalny wokalista zespołu

Skład Mafii kilkukrotnie zmieniał się na przestrzeni lat. Największy rozgłos przyniosły wam jednak trzy albumy nagrane z Andrzejem Piasecznym. Musisz przyznać, że była to wyjątkowo owocna współpraca. Jak ją wspominasz?

Tomasz Bracichowicz: Myślę, że były to najwspanialsze lata naszej kariery. Byliśmy bardzo młodzi, Andrzej również. Nagraliśmy wspólnie piosenki, które przeszły do historii rockowej i popowej muzyki rozrywkowej. Znalazły się one we wszystkich muzycznych encyklopediach. Ich wydanie utorowało nam drogę do kolejnych działań. Myślę również, że to, co zrobił Piasek w zespole - tych kilka albumów - przetarło mu szlak do kariery, która trwa do dzisiaj.

W 1995 roku ukazał się album "Gabinety", który pokrył się złotem. Mój ulubiony utwór z tej płyty to "Noce całe". Do gustu przypadła mi także "Biorca" z fantastycznym, gitarowym riffem, a także "Ta smutna".

Tomasz Bracichowicz: Złotem? Nie, wbrew powszechnie powielanym informacjom, album "Gabinety" uzyskał status platyny. "Ta smutna" to akurat moja kompozycja. Album był ukłonem w stronę takiej muzyki, powiedziałbym, dosyć ciężkiej i momentami nawet grunge'owej. Lubiliśmy tego typu riffy.

Słuchacze pokochali również piosenkę "Ja". A jaki jest twój ulubiony kawałek z tego albumu?

Tomasz Bracichowicz: Z tego albumu chyba najbardziej podoba mi się piosenka "Ja". W pamięci słuchaczy na pewno pozostała ta kompozycja oraz utwór "Noce całe". Do tych utworów były nakręcone wspaniałe teledyski, za które odpowiadali znakomici reżyserzy klipów - jedni z najlepszych w historii polskiego teledysku. Co więcej, dzięki tym utworom zaczęliśmy być rozpoznawalni. Płyty zaczęły się dobrze sprzedawać, a my graliśmy sporą liczbę koncertów. To spowodowało, że wokół zespołu zaczęła powstawać pewna legenda. Zbierali się także fani i fanki, którzy jeździli na koncerty. Powstawały nawet fankluby. No fantastyczny czas.

Szczyt kariery Mafii. "Elementy "Beatlemanii"

Rok po "Gabinetach" wydaliście wasz najsłynniejszy krążek - "FM". Album okazał się strzałem w dziesiątkę i uzyskał status platynowej płyty. Znalazły się na nim między innymi piosenki "W świetle dnia" czy "Imię deszczu".

Tomasz Bracichowicz: To była płyta, która tak naprawdę miała wyglądać inaczej niż wyglądała, w sensie brzmienia. Na albumie "Gabinety", zaprezentowaliśmy wizerunek i brzmienie zespołu mocno rockowego. Myślę, że źle się stało, patrząc z dłuższej perspektywy, że zaniechaliśmy tego typu grania. Wtedy pojawił się również Robert Chojnacki, a wokół Piaska zaczęli się kręcić ludzie, dla których niekoniecznie muzyka była najważniejsza. Będąc nieco pod wpływem tych ludzi oraz wytwórni płytowej, nagraliśmy album, który był ultra popowy. Oczywiście przyniósł nam on spory sukces, bo do dnia dzisiejszego płyta jest już wielokrotną platyną. W tamtym czasie rzeczywiście dało nam to kopa i zaczęliśmy grać jeszcze więcej.

Staliście się wielkimi gwiazdami. Czy nie przeszkadzała wam ta sława?

Tomasz Bracichowicz: Pojawiali się nowi fani, zaobserwowaliśmy nawet pewne elementy "Beatlemanii". To rzeczywiście było unikalne doświadczenie, w całej historii polskiej muzyki. No niewielu było wówczas wykonawców, wokół których miał miejsce taki szum. Często było to jednak niemerytoryczne i niezwiązane z muzyką. I wtedy rzeczywiście płyta "FM" zadziałała na nas na plus. Natomiast z dłuższej perspektywy myślę, że straciliśmy możliwość podążania pewną drogą. Jeśli do dzisiaj byśmy ją kontynuowali, sądzę, że bylibyśmy nadal kultowym zespołem, który miałby mocną pozycję na rynku. A tak się to komercyjnie rozmyło.

Współpraca z Krzysztofem K.A.S.Ą Kasowskim

W utworze "Noc za ścianą" zarapował też gościnnie K.A.S.A., który jest związany z kielecką sceną muzyczną.

Tomasz Bracichowicz: Tak, Krzysztof K.A.S.A. Kasowski jest naszym przyjacielem z podwórka. Znamy się od wielu lat - jeszcze przed tym, jak zaczęliśmy grać. K.A.S.A. wyrósł z innego pnia muzycznego. Zawsze fascynował go rap i nieco inne rytmy. Postanowiliśmy zaprosić do jednego z utworów na płytę "FM" znanego rapera. Musiał to być jednak artysta z takim dosyć wesołym i komercyjnym wizerunkiem. Było nam także blisko z racji znajomości oraz wspólnej wytwórni płytowej - Zic Zac, która później się przerodziła w BMG Poland. Kręciliśmy teledysk przez 24 godziny, w wynajętym studiu telewizyjnym łódzkiej filmówki. Pamiętam, że musieliśmy się zmieścić w czasie. Wszystkie te zdjęcia non stop, kolejne energetyki, kolejna kawa, makeup... w tych samych ciuchach.

Mafia bez Andrzeja Piasecznego

W 1998 roku Mafię opuścił Piasek. Następnie zespół zasilił inny wokalista - Andrzej Majewski. W 1999 roku grupa nagrała z nim album studyjny, zatytułowany "99". Promowały go single "Moja nieśmiałość" czy też "Nie ma takich miejsc".

Tomasz Bracichowicz: Występowaliśmy i nagrywaliśmy razem przez trzy lata. Z tej współpracy powstał bardzo fajny album - "99". To bardzo dobra, choć niedoceniona płyta. Jestem z niej bardzo zadowolony. Przypomnę, że na tej płycie napisaliśmy wspólnie z Grzegorzem Ciechowskim kilka utworów ["Nie zrozumiesz tej historii", "Moja nieśmiałość", "Zwolnij" - przyp. red.]. Do dzisiaj gramy piosenki, które się na niej ukazały i miło się tego słucha. Nie odniosła dużego sukcesu komercyjnego. Piszą do mnie jednak często ludzie, że słuchają tego albumu, co jest bardzo miłe.

Na krążku "99", ukazała się także piosenka… "Piaskiem w oczy". Czy to przypadkowa zbieżność tytułu, czy też nawiązuje do odejścia z zespołu Andrzeja Piasecznego?

Tomasz Bracichowicz: Pewnie nie jest przypadkowa. Natomiast w związku z tym, że Piasek, odchodząc z zespołu, również zabrał nam tekściarza, ponieważ sam nim był, to zaprosiliśmy do współpracy zawodowego tekściarza. To on napisał teksty i taką miał wizję artystyczną. Ja, Dzidek i Banan pisaliśmy muzykę, a za teksty odpowiedzialny był człowiek, który został w tym celu zaproszony. To on napisał utwór "Piaskiem w oczy", do którego powstał fajny teledysk.

Skomponowałeś muzykę do kilku piosenek na tej płycie ("Zostaw mi spokój", "Zwolnij", "Nasze białe noce", "Wulkan i lodowiec", "Nie ma takich miejsc").

Tomasz Bracichowicz: Piosenkę "Zwolnij", stworzyliśmy właśnie ze świętej pamięci Grzegorzem Ciechowskim. Wracam do niej czasem. Ma bardzo fajny tekst. Myślę że ci, którzy lubią szybką i nieokiełznaną jazdę samochodem - aczkolwiek bardzo przyjemną - powinni jej posłuchać.

Współpraca z Bartoszem Królem i płyta "Vendetta"

Czy w twojej szufladzie znajduje się już materiał na kolejny hit? Czy wciąż komponujesz i masz ambicję na następny przebój?

Tomasz Bracichowicz: Mam ambicję. Nie odłożyłem tego. Lata temu pochłonęła mnie jednak produkcja muzyczna programów telewizyjnych ("Duże dzieci", "Europa da się lubić", "Mój pierwszy raz" czy "Podróże żartem"), festiwali w Opolu, "Wiktorów" czy jakichś tego typu wydarzeń. Oprawiałem je swoją muzyką i kierowałem tą stroną tych wydarzeń. Przez to troszkę komponowanie odeszło na dalszy plan. Może to źle. Komponowałem też dla wielu innych wykonawców - De Mono, Izabeli Trojanowskiej, której byłem kierownikiem.

Wracając do tematu Mafii - w 2003 roku następnym wokalistą zespołu został finalista drugiej edycji programu "Idol" - Bartosz Król. To z nim nagraliście kolejny album, zatytułowany "Vendetta", a następnie nastąpiła 10-letnia przerwa w nagrywaniu. Co robiliście w tym czasie?

Tomasz Bracichowicz: To nie była przerwa. Może w nagrywaniu tak, a dokładniej w wydawaniu płyt. Cały czas graliśmy sporo koncertów, a także nagrywaliśmy kolejne single. Napisaliśmy na przykład wraz z Markiem Dutkiewiczem piosenkę "Miasto łez". To bardzo dobry utwór, ale no nie mieliśmy szczęścia. Nie wydawaliśmy albumów aż do 2013 roku, kiedy ukazała się płyta "Ten świat nie jest zły".

Szósty album studyjny Mafii - "Ten świat nie jest zły"

Czy planowaliście w czasie tej przerwy repertuar na kolejny krążek Mafii?

Tomasz Bracichowicz: Do wydania płyty u artysty musi być pretekst. To znaczy są dwie metody - albo jest kontrakt płytowy i ciśnienie, że trzeba wydać pieniądze, lub druga sytuacja, która znalazła zastosowanie w naszym przypadku. Mieliśmy coś do powiedzenia i zebraliśmy dużą liczbę kompozycji. Były teksty, ciśnienie artystyczne i chcieliśmy to wydać na płycie "Ten świat nie jest zły". To moim zdaniem album z dużym przesłaniem tekstowym.

Album ten promował singiel "Zakończmy to", który ukazał się 1 lipca 2013 roku.

Tomasz Bracichowicz: Tak, utwór "Zakończmy to" z pięknym teledyskiem. Do dzisiaj go oglądamy, a klip ma bardzo dużą liczbę wyświetleń na YouTubie. Uważam, że ten teledysk jest po prostu bardzo dobry.

Wracając do albumu "Ten świat nie jest zły"... Był on podsumowaniem 20-letniej działalności Mafii, a także ukłonem w stronę rockowych korzeni. Czym się inspirowaliście przy tworzeniu materiału na tę płytę?

Tomasz Bracichowicz: Tak, to jest rockowy album. Nie inspirowaliśmy się na pewno żadnym konkretnym wykonawcą. Zresztą nigdy tego nie robiliśmy. Natomiast chcieliśmy stworzyć pewne podsumowanie tych 20 lat działalności i nawiązać do czasów, kiedy występowaliśmy z Andrzejem Piasecznym. Dlatego na płycie znalazł się utwór "Noc za ścianą" w zupełnie nowej wersji. Do dziś gramy go na koncertach właśnie w takiej mocniejszej, rockowej aranżacji.

Co robi dziś zespół Mafia?

W nagraniach do albumu "Ten świat nie jest zły" brał udział Roman Słomka. Jego wokal doceniła polsko-amerykańska gazeta "Dyliżans", która, według medialnych doniesień, nominowała go w plebiscycie "Wokalista Roku". Jak wspominasz tę współpracę?Tomasz Bracichowicz: Nawet tego nie wiedziałem. Z Romkiem do dzisiaj mieszkamy w jednym mieście i spotykamy się. To była bardzo fajna współpraca. Powstało dużo fajnych dźwięków i połączyło nas wiele muzycznych marzeń. Mieliśmy już wówczas swoje studio, więc mogliśmy eksperymentować i realizować muzykę. Wiem, że Roman zaprzestał na wiele lat działalności artystycznej. Natomiast w tej chwili wraca do śpiewania.

Po odejściu "Normana", do Mafii dołączył Filip Rychcik. Następnie zastąpił go koncertmistrz "Mazowsza" - Michał Ostrowski.

Tomasz Bracichowicz: Michał Ostrowski to jest fajny facet, z którym naprawdę można fajną muzykę zrobić. Jest muzykiem profesjonalnym. Rzeczywiście ma przygotowanie muzyczne, po konserwatorium krakowskim. Facet gra na koncertach na skrzypcach, aranżuje i ma rockowy, lubelski głos. Zresztą jest kolegą Cugowskich. Także wywodzi się z tego środowiska lubelskiego i tak też rockowo śpiewa.

Czy nowy wokalista i kolejna 10-letnia przerwa rodzi nadzieję na następny album studyjny (lub chociaż singiel)? Czy uchylisz rąbka tajemnicy i zdradzisz mi, czy pracujecie nad nowym materiałem?

Tomasz Bracichowicz: Zobaczymy, no muszę przysiąść trochę do komponowania. Robiłem to w ostatnich latach dla kilku innych wykonawców i nawet teraz kończę pop-rockową płytę bardzo fajnej artystce, taką w klimacie Amy Winehouse. Myślę, że po zakończeniu skomponuję parę utworów. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Rynek się bardzo zmienił, świat się zmienił. W tej chwili wszystko dzieje się szybko. Nie ma tu już długich i dużych karier w tej chwili. Młoda gwiazdka występuje na Eurowizji, a za dwa lata świat o niej zapomina i przychodzą następni.

Co wnoszą do muzyki młodzi twórcy? Jak wpłynęła na nią cyfrowa technologia?

Młodzi twórcy często zaczynają teraz karierę za pośrednictwem internetu. Nie zawsze jest to jednak związane z wykształceniem muzycznym.

Tomasz Bracichowicz: Muzyka się zmieniła też. Cyfrowa technologia spowodowała, że za muzykę biorą się tacy ludzie, których kiedyś nie wpuszczono by do studia nagraniowego. Umiejętność grania nie jest w tej chwili wymagana. Jak rozpoczynaliśmy działalność, każdy musiał umieć grać i śpiewać - nie było innej możliwości. Jeśli ktoś tego nie potrafił, to po prostu nie nagrywał.

Powiedz mi jeszcze na koniec, czy zdarza wam się jeszcze czasami zagrać coś z Piaskiem? Czy macie dobre relacje i jest szansa, by znów coś wspólnie stworzyć?

Tomasz Bracichowicz: Zobaczymy. Było już kilka takich propozycji, ale dotąd nie udało nam się wcielić tych planów w życie. Zwyczajnie się to nie złożyło. Byłoby to jednak sentymentalne. Nie wykluczam, że to nastąpi w najbliższych latach. Takie propozycje nawet teraz są na stole.

Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na zloteprzeboje.pl!