Blaski i cienie kolekcjonerstwa. "Trzeba mieć silną psychikę"
Kolekcjonerstwo to pasja niosąca za sobą wiele plusów. Wiąże się też jednak z różnymi wyrzeczeniami. Jak nie przekroczyć cienkiej granicy, by nie popaść w przesadę? O jasnych i ciemnych stronach kolekcjonerstwa rozmawialiśmy z członkami Kołobrzeskiego Klubu Kolekcjonera oraz z psycholożką Natalią Harasimowicz z Uniwersytetu SWPS.
Każdy z nas posiada jakieś zainteresowania. U niektórych przeradzają się one w prawdziwe pasje, a te wymagają jeszcze większego zaangażowania. Czasem o wiele większego niż się nam wydaje. A jak jest w przypadku kolekcjonerstwa?
Rozwiąż test na IQ. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...
Swoimi historiami podzieliło się z nami kilku członków Kołobrzeskiego Klubu Kolekcjonera oraz jego prezes. Możemy też na to zagadnienie spojrzeć z bardziej specjalistycznej strony dzięki psycholożce Natalii Harasimowicz z Uniwersytetu SWPS.
Kolekcjoner to nie zbieracz
Zacznijmy od tego, że niektórzy kolekcjonerstwo kojarzą ze zbieractwem – są to jednak dwie różne sprawy. Uczulała na to psycholożka Natalia Harasimowicz.
Kolekcjonerstwa nie klasyfikuje się jako choroby, a zbieractwo klasyfikujemy jako zaburzenia psychiczne. Kolekcjonowanie wiąże się też zwykle z przyjemnymi emocjami i wynika z zainteresowania. Zaś w zbieractwie chodzi o rzeczy, których trudno się pozbyć, które mogą się przydać. Ich branie wynika z impulsu, przymusu. Wydają się niezbędne. Zbieracze często nie wracają do nich. Jest ich tak dużo, że się gubią i zalegają w domach. Natomiast kolekcjonerzy o swoje kolekcje raczej dbają. Te rzeczy dają im jakiś rodzaj przyjemności – wskazała.
Zobacz także: Tak było na Pol’and’Rock 2024. Prawda jest inna, niż ci się wydaje!
Kolekcjonerzy są również bardzo wyczuleni na słowo "handlarze". Podkreślają, że nie jest to dla nich praca i nie robią tego dla zysku. Przez pół roku codziennie w Kołobrzegu działa Alejka Kolekcjonerska. Można znaleźć tam przeróżne rzeczy "z duszą". Od starych odznak, monet, biżuterii, przez obrazy czy porcelanę, po płyty winylowe. Jak podkreślał prezes Kołobrzeskiego Klubu Kolekcjonera, Witold Łukawski:
W klubie są ludzie z pasją, wielkim zaangażowaniem. To nie jest dla nas sposób na życie. Mamy swoje dochody i nie żyjemy ze sprzedaży tutaj. Staramy się ludziom wyceniać rzeczy za darmo, bo nie chcemy, by oddali je za bezcen do lombardów. Wystawcy są też po to, by się z innymi wymieniać. Jak ktoś mi przyniesie monety, które są moim konikiem, albo medale czy odznaczenia, to ja mu oddam za to złoty pierścionek, bo mi nie zależy na pieniądzach. Mam z czego żyć.
Skąd bierze się pasja do kolekcjonowania?
Za kolekcjonerstwem mogą stać różne przyczyny. Jednych zachęcano do kolekcjonowania jeszcze jako dzieci. Tak było w przypadku Witolda Łukawskiego. Przyznał, że kiedy miał 14 lat "pasję zaszczepił w nim dziadek, obdarowując go kolekcją monet Polski międzywojennej".
Inni zaczęli kolekcjonować później, bo np. wreszcie im na to pozwoliła sytuacja finansowa. Bywa to zarówno rozwijającą pasją, jak i formą eskapizmu czy substytutem czegoś.
Może ktoś w końcu poczuł się wartościowy. Albo dzięki temu przestał mieć szum w głowie, bo jak się skupia na tym, to jest spokojny i skoncentrowany. Są też osoby, które przeskakują z pasji na pasję. I mają taki styl, że wszystko muszą sobie kupić idealnie pod nią – wymieniała psycholożka Natalia Harasimowicz.
Kolekcjonerka Katarzyna Fabisiak Lipska skupia się przede wszystkich na obrazach i grafice. Zdradziła nam, że "na poważnie" zaczęła kolekcjonować 20 lat temu, ale już "jako dziecko sama z siebie się tym interesowała".
W duszy każdego z nas coś gra, a mi grają antyki. Zawsze mnie fascynowały stare przedmioty z jakąś historią. A później zaczęłam się interesować bardziej, rozwijać, dopytywać. Trafiłam tu, z czego się bardzo cieszę – tłumaczyła.
Kolejna kolekcjonerka, Marzena Gabiś, ma o parę lat dłuższe doświadczenie i inną historię.
Kolekcjonerstwo zaczęło się u mnie od porcelany. Pierwsza filiżanka wzięła się z potrzeby własnej. Chodziło o kupno ładnej filiżanki do picia kawy. Ale to się zaczyna od jednej rzeczy, a potem się rozrasta. Do filiżanek dochodzą dzbanki. Potem zaczęłam kolekcjonować kolorowe szkło i kryształy. I tak kolekcja rośnie – wyznała.
Waldemar Wochna od 50 lat zajmuje się kolekcjonowaniem. Skupia się głównie na przedmiotach, "które mogą udekorować dom, stworzyć jakiś nastrój". Jako przykłady podał starą biżuterię, srebro, malarstwo, brązy, zegary.
Kolekcjonowanie wzięło się z dzieciństwa. Kiedyś za dzieciaka miało się bardzo proste zabawki, więc dzieci były bardziej operatywne. Każdy też coś zbierał. Jeden etykiety zapałczane, inny znaczki. Ja w podstawówce zbierałem monety. I tak to kolekcjonowanie weszło w krew. A kiedy miałem już własne fundusze, to mogłem się tym zająć konkretniej – wspominał.
Nasz kolejny rozmówca, znany w kołobrzeskim środowisku kolekcjonerów jako Tomek Bujalski, stwierdził, że jest "kolekcjonerem od niepamiętnych czasów". Zawsze lubił starocie, ale "zaczęło się zupełnie przypadkowo, bo spodobała mu się obcinarka do cygar z głową żurawia na rączce".
A później to już była lawina. Wszystko mi się do rąk kleiło – oznajmił z rozbrajającą szczerością.
Dla Witolda Ożgi "miłością" od dziecka były wszystkie rzeczy związane z PRL-em. Naszywki, plakietki, odznaczenia. Tłumaczył, że zawsze "widział te rzeczy w domu dziadków, rodziców i mu się pozytywnie kojarzą, dlatego je zbiera". Ma też w swojej kolekcji parę tysięcy płyt winylowych.
W 1984 r. jako maturzysta pojechałem na festiwal w Jarocinie. I zakochałem się w muzyce. A wtedy kasety magnetofonowe i płyty winylowe były jedynymi nośnikami, na których można było posłuchać dobrej muzyki. Od tamtej pory miłość do płyt winylowych, do muzyki ciągle jest gorąca – zaznaczył.
Co daje kolekcjonerstwo?
Kolekcjonować można najróżniejsze rzeczy. Nie muszą to być starocie, wystarczą choćby niezwykle popularne ostatnio magnesy na lodówkę. Psycholożka Natalia Harasimowicz jako jedne z ciekawszych przykładów podała kolekcjonowanie rzeczy w grach. Przytoczyła też historię grupy nastoletnich chłopaków pasjonujących się... kucykami pony.
Kolekcjonowali stroje, zamawiali gadżety, emblematy. I mieli swoje zjazdy. Byli absolutnie oddani tej pasji. To faktycznie mogło wydawać się dość obsesyjne, ale gdy jeden z nich wytłumaczył, co mu to daje, to absolutnie bym nie powiedziała, że to choroba. On zyskał znajomych, pasję. I był na równi z innymi, podczas gdy w szkole był wyśmiewany. Tyle dała mu pasja, że nawet zaczął o tym mówić w szkole, bo już się czuł na tyle odważny, że mu nic nie robiło, czy ktoś go wyśmieje. Dużo pozytywów z tego było – wskazała.
Nasza rozmówczyni wśród korzyści płynących z kolekcjonerstwa podawała "kwestię statusu, prestiżu, ścisłych zainteresowań".
Są fora i zjazdy, porównywanie kolekcji. Na zjazdach można rozwijać życie towarzyskie i nawiązać fajne więzi społeczne, których być może nie można nawiązać gdzieś indziej. Mogą to być osoby, które na np. czują się dość samotne albo mają jakiś problem w szkole czy pracy, a kiedy jest taki zjazd, to końcu maja o czym rozmawiać. Są i osoby, które mają taką osobowość, że mają jedno zainteresowanie na całe życie i je bardzo pogłębiają. Czyli np. ktoś interesuje się elektroniką i kolekcjonuje wszystko z tym związane. Są też osoby z cechami autystycznymi, które preferują pewną stałość, przewidywalność. Dla nich kolekcjonowanie, porządkowanie będzie super – uzupełniła.
Witold Łukawski zwrócił uwagę na "bycie poważanym" w środowisku, poczucie przynależności i "bycie mile postrzeganym przez mieszkańców i turystów". Podnosił jednak, że najważniejsze jest to, że kolekcjonerstwo daje mu "wielką satysfakcję" i radość. Zastrzegł, że równie mocno "serce mu się raduje", kiedy uzupełnia swoją kolekcję, jak i wtedy, gdy znajduje coś, co przekazuje potem do Muzeum Oręża Polskiego. Pokusił się nawet o zaskakującą ocenę.
Moim zdaniem osoba, która nic nie zbiera, nie jest pozytywnie nastawiona do życia. Ja z każdym dniem, jak nabędę coś nowego do swojego zbioru, cieszę się jak małe dziecko.
Katarzyna Fabisiak Lipska również mówiła, że kolekcjonowanie przynosi jej "szczęście, endorfiny, uśmiech. Wszystko, co pozytywne". Podkreśliła, że zawsze kiedy uzbiera kwotę na obraz i go kupi, to jest to dla niej "wielkie wydarzenie" i "coś fantastycznego".
To też jest spełnienie marzeń przynależność do takiej grupy, gdzie ci kolekcjonerzy są w różnym wieku. Często maja już swoje lata i można się dużo od nich nauczyć, dowiedzieć, zasięgnąć różnych porad, ciekawostek – dodała.
Rywalizacja a budowanie więzi
Marzena Gabiś przyznała, że pojawia się pewien rodzaj zdrowej rywalizacji o to, "co komuś uda się wylicytować, kupić albo wymienić". Wyjaśniła, że kolekcjonerstwo i takie wymienianie się z innymi pasjonatami "daje satysfakcje". Jak zaznaczyła: "Kiedy człowiek otacza się pięknymi rzeczami, to czuje się lepiej. Odczuwamy radość, że kolekcja się rozrasta i jest coraz piękniejsza".
Niektóre rzeczy są do przeżywania dla siebie przez pewien czas. Ale czas tak szybko mija... My go zatrzymujemy, zatrzymując te przedmioty – powiedział z kolei Tomek Bujalski. Wskazał, że człowiek szybko "zaczyna mieć niedosyt, dlatego ma po co wstawać następnego dnia". Jednocześnie jednak ocenił, że "rotacja przedmiotami sprawia frajdę".
Natomiast Waldemar Wochna zwrócił uwagę na to, że kolekcjonowanie może być formą inwestowania i zabezpieczenia przyszłości potomkom. Dodał, że "rozbudowuje to także życie społeczne". Zdradził, że dzięki jeżdżeniu na giełdy do innych miast poznał większość swoich znajomych i teraz "ma ich setki".
Kolekcjonerzy to ludzie szczęśliwi. Mają pasję, mają o czym myśleć przed zaśnięciem i po przebudzeniu. Daje to pozytywną energię, napędza nas. Mamy o czym rozmawiać, mamy dużo wspólnych tematów, które nas jednoczą. Spotykamy się często na różnych imprezach i zjazdach – powiedział z kolei Witold Ożga.
Podkreślił również kwestie sentymentalne. Szczególnie w przypadku płyt winylowych.
To taka miłość do tych czasów minionych, kiedy byliśmy młodzi, piękni, zakochani i szczęśliwi, dlatego ta muzyka się nam bardzo dobrze kojarzy – zdradził.
Jak ocenił zaś Tomek Bujalski, "kto wdepnął poważnie w kolekcjonerstwo, dla tego nie ma odwrotu".
Nawet gdyby człowiek przestał uczestniczyć w tym życiu hobbistyczno-kolekcjonersko-jarmarcznym, to i tak przeżywałby w domu sam. Znam kolekcjonerów, których to przygniotło albo stracili zdrowie, ale w domu nadal mają kolekcje. Możliwe do spieniężenia, ale nie chcą tego oddać, dopóki żyją, choć już nie wstają z łóżka – wspominał.
Jak w praktyce wygląda kolekcjonerstwo?
Prezes Kołobrzeskiego Klubu Kolekcjonera, Witold Łukawski, kolekcjonuje od 46 lat, ale nie kryje, że "pasja bardziej go pochłonęła" równo dwie dekady temu, kiedy po latach bycia zawodowym żołnierzem przeszedł na emeryturę. A jak wcześniej godził pasję z pracą?
Kiedy byłem czynny zawodowo, a nie byłem akurat na poligonie itd., to brałem urlop na miesiąc. Z tego na tydzień czy dwa dołączałem tutaj do kolegów i koleżanek kolekcjonerów – tłumaczył.
Na emeryturze "mógł poświęcić się przeglądaniu swoich walorów".
Szukałem informacji w Internecie, czytałem więcej o czymś, co nowego nabyłem. Co to jest, jak dany walor zaprezentować. Patrzyłem, czy mi się zdublował. By jak największą wiedzę kupującemu przekazać. Bo historie to można wymyślać, ale trzeba je udowodnić – dodał.
Z jakimi wyrzeczeniami się to wiąże?
Wszyscy nasi rozmówcy zgodnie podkreślali, że bycie prawdziwym kolekcjonerem oznacza wiele wyrzeczeń. To poświęcenie czasu i ciągłe poszerzanie wiedzy. Jak powiedział Waldemar Wochna, "w tej dziedzinie, żeby do tego nie dokładać finansowo, decyduje wiedza i znajomość rynku".
Kolekcjonerstwo to zdobywanie wiedzy poprzez rozmowy ze starszymi kolegami, literaturę, ale również jeżdżenie w różne miejsca, na giełdy itd. Doczytywanie, dopytywanie, porównywanie, konfrontowanie różnych informacji. Cały czas w tym świecie trzeba przebywać. Mieć kontakty – uzupełniła Katarzyna Fabisiak-Lipska.
W kolekcjonerstwie czyhają pewne pułapki, na które trzeba uważać. Tomek Bujalski powiedział wprost:
To pasja, która wymyka się spod racjonalnych ram. Widać to po liczbie kartonów czy ram od obrazów zagracających garaż, gdzie powinien stać samochód. Skończyło się na awanturze rodzinnej (śmiech). Więc stopniowo to przywożę na alejkę i tak próbujemy to zamienić, sprzedać, oddać.
Pielęgnowanie swojej pasji i zdobywanie nowych okazów pochłania wiele czasu. Może też pochłaniać... wiele pieniędzy!
Są też finansowe wyrzeczenia, ponieważ większość przedmiotów z górnej półki to są większe pieniądze. Nawet płyty potrafią kosztować więcej niż 1-2 tys. zł. Często nas nie stać na to i wtedy trzeba sobie coś odjąć od ust, by sobie na tę kupkę odłożyć (...). To może powodować scysje, kłótnie i napięcia w rodzinie, a nawet takie przypadki jak rozwody – nie krył Witold Ożga.
Witold Łukawski przytoczył historię pewnych znajomych kolekcjonerów spoza klubu. Jak nam powiedział:
Na pewno coś kosztem czegoś. Znam pasjonatów w Polsce, którzy mają 2 tys. zł emerytury, skromnie żyją, ale i tak muszą jakąś monetkę za stówę raz na miesiąc kupić, bo są chorzy, jeśli nie nabędą czegoś do swoich zbiorów.
Warto tutaj jednak też przytoczyć słowa Katarzyny Fabisiak-Lipskiej. Stwierdziła, że "ma inne źródła dochodu, więc może sobie pozwolić od czasu do czasu na zakup obrazu". Jednocześnie jednak zastrzegała, że ciekawe rzeczy "można też kupić za niewielkie pieniądze".
To nie tak, że muszę być bogatym człowiekiem, by być kolekcjonerem. Absolutnie nie. Liczy się dusza i to, co w niej mamy. Ale wymaga to naszego czasu, poświęcenia i po prostu szukania obrazu. Możemy go wszędzie zdobyć – w Internecie, na giełdach, od prywatnych właścicieli, z różnych miejsc – tłumaczyła.
Czy kolekcjonerstwo może wymknąć się spod kontroli?
Postanowiliśmy wcielić się w tzw. adwokata diabła. Zadaliśmy więc pytanie: "Czy kolekcjonerstwo może przerodzić się w coś niepokojącego, a nawet w patologiczne zbieractwo?". Odpowiedzi były zróżnicowane, nawet wśród samych kolekcjonerów. Zacznijmy jednak od opinii psycholożki.
Jak każde zachowanie, kolekcjonerstwo może się rozwinąć w niepokojącą stronę. O zaburzeniu będziemy mówić, jeśli to zachowanie będzie prowadziło do tego, że ta osoba nie będzie w stanie sobie bez tego poradzić. Będzie myślała o tym obsesyjnie. Wyda na to środki, które powinny być wydane na utrzymane jej i rodziny. Będzie jeździła tylko na zjazdy i nic innego jej nie będzie interesowało. Jeśli przez to będzie miała problemy finansowe, zawodowe, relacyjne. Kluczem jest to, czy długoterminowo przynosi to cierpienie i czy szkodzi tej osobie i innym. Tak jak w przypadku dzieci, które nie mają pokoju czy na chleb, a ich ojciec jest oddany pasji żołnierzykowej albo przez to wycina się z życia... – tłumaczyła Natalia Harasimowicz.
Dodała, że "jest pewna linia łącząca" kolekcjonerstwo i zbieractwo. Oceniła, że bardzo rzadko dochodzi do jej przekroczenia, ale to może się zdarzyć.
Można z kolekcjonowania zrobić uzależnienie. Może być tak, że najpierw coś się kolekcjonuje, potem powiększamy kolekcję, potem już nie wiemy, gdzie mamy kolekcje. Robi się coraz większy bałagan. Nie mamy już kontroli nad tym... – wyjaśniła.
Wróćmy więc do samych kolekcjonerów. Waldemar Wochna zapewniał: "Ja nigdy nie zawalę sobie domu. Zawsze wolałem iść w jakość niż ilość. W ilość wchodzą ci, którzy mają za dużo i nie wiedzą, co z tym zrobić". Z kolei Katarzyna Fabisiak-Lipska przyznaje, że "w kolekcjonerstwie, jak we wszystkim, można się zatracić".
Od nieszkodliwego kolekcjonerstwa można przejść w takie coś, że żyję się tylko tym. Jeśli tylko to nas interesuje w życiu, to wtedy już można nazwać to chorobą w pewnym sensie. To jest płynna granica i można ją przekroczyć. Trzeba umieć wypośrodkować to wszystko.
Marzena Gabiś dodała, że "trzeba się czasem hamować mocno, wiedząc, że wystarczy, że jest tego dużo. To jest fajnie, że można się wtedy wymienić rzeczami". Natomiast Witold Ożga poszedł dalej i stwierdził:
Bardzo dużo czasu na to idzie i, jak w każdej pasji, można przegiąć. Zabrnąć za daleko. To jest nałóg, w którym mogą zrodzić się patologie, takie jak okłamywanie rodziny, podbieranie wspólnych pieniędzy. Miał być rower dla córki, a zamiast tego ktoś kupił np. jakiś obraz... Taki problem może się pojawić, ale większość z nas go nie ma.
Jak więc uniknąć takiej pułapki?
Trzeba mieć silną psychikę i próbować znaleźć złoty środek. Tak wyważyć to wszystko, żeby nie skrzywdzić nikogo, ale też nie tracić przyjemności z kolekcjonowania. Subiektywnie rzecz ujmując, wydaje mi się, że jestem zdrowy. Kolekcjonerstwo daje mi jedynie szczęście i satysfakcję – dodał.
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na zloteprzeboje.pl!