Mandaryna z bolesnym wyznaniem. Koszmar ciągnął się za nią 19 lat
Mandaryna bierze teraz udział w "Azja Express". W ostatnim odcinku programu otworzyła się na temat swojego pamiętnego wykonania "Ev'ry night" z Sopotu. Nie kryła przy tym emocji.
Mandaryna ogólnopolską rozpoznawalność zyskała na początku lat 2000. Wtedy też zaczynała swoją przygodę z muzyką. Początki były owocne, jednak cieniem na jej karierze położył się potem występ na festiwalu w Sopocie z 2005 r.
Rozwiąż quiz o Mandarynie i Dodzie. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...
Był on brzemienny w skutkach. Wokalistka koncertuje do dziś, jednak już poza mainstreamem. Ostatnio była żona Michała Wiśniewskiego zdradziła, co oznaczały dla niej wydarzenia sprzed 19 lat.
Ten występ z Sopotu pamiętają wszyscy
W 2005 r. Mandaryna pojechała do Sopotu walczyć o Bursztynowego Słowika. Podczas festiwalu wystąpiła ze swoim singlem "Ev'ry night" z jej drugiego albumu, "Mandarynkowy sen". Jej wykonanie przeszło do historii, jednak nie w takim kontekście, w jakim by chciała.
Zobacz także: To naprawdę Michał Wiśniewski! Zdjęcie budzi emocje w sieci
Publiczność i widzowie przed telewizorami byli skonsternowani, ponieważ gwiazda fałszowała. Jej śpiew okazał się bardzo nieczysty. Sama zainteresowana wskazywała, że miała wtedy duże problemy techniczne.
Po latach, w 2021 r. Mandaryna stwierdziła wprost, że ktoś chciał jej zaszkodzić. Wyjawiła bowiem:
Nie chciałabym nikogo o to oskarżać, bo nikogo nie złapałam za rękę, natomiast było to podłożenie świni (…). Nic nie słyszałam, moje chórki były wyłączone, a muzycy mieli rozstrojone instrumenty - wyznała Esce.
Teraz Mandaryna ponownie wróciła pamięcią do feralnego występu w Sopocie. Ze łzami w oczach opowiedziała o nim w ostatnim odcinku programu "Azja Express", w którym bierze udział wraz ze swoją córką Fabienne Wiśniewską.
46-latka w rzeczonym show TVN nie kryła, że występ sprzed 19 lat kosztował ją bardzo wiele nerwów i ciągnął się za nią przez lata. Ludzie długo kierowali w jej stronę z jego powodu różne docinki.
Wiadomo, ja tę szufladę gdzieś tam zamknęłam, ale ludzie nie. Jeśli ktoś do kogoś mówił: "O, zobacz, Mandaryna idzie", to od razu wiedziałam, że mówi: "Ty, to ta z tego Sopotu". To było dla mnie takie ciężkie, żeby ktoś mi odpuścił. Na ten moment czekałam, żeby mi ludzie odpuścili – wyznała Mandaryna.
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na ZlotePrzeboje.pl!