Hit lat 80. czekał dekadę na sukces. Słynny poeta maczał w nim palce
TSA cieszyli się dużą popularnością w latach 80. Kompozytorzy tworzyli jednak pierwsze piosenki dużo wcześniej. Jeden z ich utworów powstał już w latach 70. Żeby stać się hitem musiał poczekać dekadę. Wszystko zmieniło bowiem dołączenie do zespołu Marka Piekarczyka.
TSA to zespół powstały w 1979 roku. Natomiast zadebiutował dwa lata później singlem "Mass Media/Wpadka". Z kolei pierwszy album ukazał się dopiero w 1983 roku. Początkowo w muzyce grupy dało się wyczuć inspiracje Led Zeppelin i AC/DC. Ostatecznie grupa rozwinęła własny, oryginalny i charakterystyczny styl oparty na wokalizach Marka Piekarczyka.
Rozwiąż quiz o hitach lat 80. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem…
Nietypowy przebój w repertuarze TSA
Pierwsze kompozycje powstawały jednak wcześniej. Jednym z takich utworów są "Trzy zapałki". Jest to jednocześnie przykład nietypowej piosenki w repertuarze zespołu. Ma bowiem bluesowy charakter, a przecież TSA określa się mianem prekursorów polskiego heavy metalu. Co więcej, powstała ona w iście bluesowy sposób, bo na jam sassion.
Nazywaliśmy go „Naszym bluesem” albo „Blues ona”. Powstał na żywca, na próbie chyba w klubie Arlekin w Opolu albo w bursie szkół artystycznych nad Odrą. Albo u Andrzeja w domu, bo tam też ćwiczyliśmy. Kształt numeru właściwie się mało zmienił. To była zabawa instrumentalistów lub dyskusja instrumentów, gitara z harmonijką wymieniały się na prowadzeniu – cytuje słowa Zdzisława Wiatra portal rockgaweda.pl.
Zobacz także: Zaśpiewała hit lat 90. w „The Voice”. Michał Szpak nie mógł odwrócić fotela!
Twórcy "Trzech zapałek" datują ją na 1973 rok, co powoduje, że jest najstarszą piosenką w dorobku TSA. Po raz pierwszy zagrano ją jednak w 1981 roku i to w wersji instrumentalnej. Sznytu nadał jej Marek Piekarczyk, który usłyszawszy ją podczas swojego debiutu, momentalnie dopasował do niej charakterystyczną linię melodyczną.
Pamiętam, że wtedy lunął deszcz. Wyszedłem na scenę niby tylko żeby się ukłonić, ale co to za wokalista, który nie śpiewa- więc powiedziałem chłopakom, aby podegrali cokolwiek, najlepiej bluesa. Ten blues jest taki dziwny, nieoczywisty, nienaturalny, odwrócony harmonicznie. Ale mi się spodobał. Nie znałem go wcześniej, nie słyszałem, jak grali na próbach. A tekst - od razu w tłumaczeniu Gałczyńskiego - śpiewałem w Sektorze A – cytuje Piekarczyka wspomniany portal.
Tekst hitu lat 80. to utwór francuskiego poety
Skoro mowa o tekście, to przebój TSA jest wyjątkowy również pod tym względem. Jest to bowiem utwór poetycki Jacquesa Preverta “Paris de nuit”. Na polski przełożył go Konstanty Ildefons Gałczyński. Można więc śmiało uznać, że słynny polski poeta miał wpływ na przebój polskiego rocka. O czym natomiast mówi sam utwór? Jak opowiadał Marek Piekarczyk:
To opowieść o miłości i śmierci. Mówi o żołnierzu siedzącym podczas I wojny światowej w okopie i tęskniącym za ukochaną. Zapala więc pierwszą zapałkę, aby obejrzeć jej zdjęcie, bo ma je przy sobie. Przy drugiej zapałce zostaje namierzony przez nieprzyjaciela, który obserwuje okop. Więc kiedy rozbłyska trzecia zapałka - ginie od kuli. Utwór jest dramatyczny, dlatego śpiewam go dramatycznie – czytamy słowa muzyka na portalu rockgaweda.pl.
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na ZlotePrzeboje.pl!