Pamiętacie czarną wołgę? Najsłynniejsze legendy miejskie PRL
W czasach PRL-u najmłodszych straszono czarną wołgą. Kierowca i pasażerowie pojazdu mieli porywać dzieci, a następnie... wysysać z ofiar krew! To jednak tylko jedna z wielu legend miejskich, które opowiadano w tamtym okresie. Przypominamy te, które wtedy najbardziej przerażały Polaków.
Legendy miejskie znane są nam od dawna. Ich współczesna forma wywodzi się ze Stanów Zjednoczonych. Pojawiały się jednak już przed laty, nawet w PRL. Wspólną cechą opowieści zawsze była sensacyjna fabuła. Miały za zadanie wywołać dreszczyk emocji, przerazić i jednocześnie wzbudzić ciekawość. Autorzy tych historii często są anonimowi, co dodaje im nutki tajemniczości.
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na zloteprzeboje.pl!
Legendy miejskie z PRL wzbudzały lęk i niepokój
Ludzie lubią sensacje oraz tajemnice. Nic dziwnego, że legendy miejskie cieszą się dużą popularnością. Nie inaczej było w PRL. Z tego okresu wywodzi się wiele niepokojących historii. Niektóre z nich pozostają żywe nawet dziś. Z kolei inne zostały nieco zapomniane. Wszystkie jednak łączyło jedno — przerażały i szalenie działały na wyobraźnię.
W PRL popularna była historia o tajnym tunelu kolejowym w Warszawie. Miał on łączył Pałac Kultury ze strategicznymi punktami w stolicy. Znać jego lokalizację mieli wyłącznie wysoko postawieni politycy. W innej wersji we Wrocławiu miało znajdować się ukryte metro, zbudowane jeszcze przez Niemców.
Zobacz także: 10 zagadek z haczykiem. Tylko najlepsi nie dadzą się złapać
Legendy miejskie nie są jednak tylko domeną zwykłych ludzi. W PRL za jedną z nich odpowiadały władze. Wiele osób na pewno kojarzy historię o stonce ziemniaczanej. Mieli rozrzucać ją z samolotów Amerykanie, a celem miało być zniszczenie polskich upraw ziemniaka. Stonka miała rozprzestrzeniać się w zawrotnym tempie, choć zapewne nie tak szybkim jak sama historia.
Nie tylko czarną wołgą straszono dzieci
Czarna wołga to chyba najpopularniejsza legenda miejska PRL-u. Po ulicach miast krążyć miało auto z firankami w oknach. Kierować nią mieli Niemcy z RFN przebrani za księży i zakonnice. Jaki miał być ich cel? Porywać nierozważne dzieci, wyssać ich krew i przekazać bogaczom z Zachodu. Nie jest to jednak jedyna historia, którą straszono najmłodszych.
Zobacz także: O co tu chodzi? Trudna zagadka logiczna
W Stanach Zjednoczonych krążyła legenda o aligatorach grasujących w kanałach. Natomiast w Polsce można było usłyszeć o piraniach, które wyławiano z rzek. Innym straszakiem były historie o rakotwórczych gumach Turbo. Po ulicach przechadzać mieli się też ludzie wręczający dzieciom zatrute cukierki. Czasem słodycze zastępowały samoprzylepne tatuaże nasączone substancjami psychodelicznymi.
Oczywiście legendy miejskie rzadko kiedy mają coś wspólnego z prawdą. Są jednak stworzone w taki sposób, by istniał w nich pierwiastek prawdopodobieństwa, a wiele budziło lęk. Chciało się jednak ich słuchać i być może nawet w nie wierzyć. Dreszczyk emocji i wizja tajemnicy są często zbyt silne, by się im oprzeć. W końcu gatunek horroru nieustannie cieszy się wielką popularnością.
Zobacz także: Karnawałowe przekąski prosto z Hiszpanii. Przepis na churros z czekoladą
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na zloteprzeboje.pl!