advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
Włącz radio

Pastisz to czy komedia, czyli "U Pana Boga w Królowym Moście" [RECENZJA]

3 min. czytania
14.11.2024 08:14
Zareaguj Reakcja

“U Pana Boga w Królowym Moście” to czwarta część serii “U Pana Boga”. Jerzy Bromski kazał nam na nią czekać aż piętnaście lat. Czy było warto? Sądząc po reakcjach widzów, zdania są mocno podzielone. Oto recenzja filmu na ZlotePrzeboje.pl.

Screen z filmu "U Pana Boga w Królowym Moście"
fot. YouTube / @HeliosPolska

“U Pana Boga…” to seria filmów komediowych w reżyserii Jerzego Bromskiego. Akcja każdego z nich rozgrywa się w Królowym Moście. To niezwykle urokliwe miasteczko znajdujące się na Podlasiu. Mieszkańcy tworzą tu odrębną komórkę społeczną, która wyznaje tradycyjne, polskie wartości. Bronią się przed wszystkim, co jest “inne” czy też “nowoczesne”. O ile w trzech pierwszych filmach było to przedstawione w ciepły i bezpretensjonalny sposób, o tyle w najnowszej części przybrało to nieco karykaturalną formę.

Rozwiąż quiz filmowy. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...

Quiz: Quiz PRL. Znasz te kultowe produkcje? 16/20 kadrów to sukces!

Kadr z produkcji
1/20 Z jakiej produkcji jest ten kadr?

Wszystko się zmienia. Tylko nie Królowy Most

Królowy Most się nie zmienił. To miejsce, w którym czas jakby się zatrzymał. Najważniejszym punktem jest parafia, zarządzana przez charyzmatycznego księdza Antoniego. Warto wspomnieć, że Krzysztof Dziemra, który wciela się w rolę proboszcza we wszystkich filmach, nie jest profesjonalnym aktorem. Nie zmienia to faktu, że jest przy tym wyjątkowo naturalny i bezpretensjonalny. Zupełnie, jakby ta postać była pisana dokładnie dla niego. 

Równowagę zaburza przyjazd Marty. Młoda archeolożka odkrywa, że w podziemiach kościoła znajduje się skrzynka z tajemniczym dokumentem podpisanym samego króla Jana Kazimierza. Jak się później okazuje, królewski dekret wskazuje na to, że Królowy Most jest terenem niezależnym, niepodlegającym Polsce.

Władze miasta, skuszone możliwością odłączenia się od kraju postanawiają przeprowadzić referendum. Wyniki nie pozostawiają złudzeń — miasto stanie się republiką.

W tym momencie rusza polityczna machina, która niesie za sobą poważne konsekwencje. Nad królewskim dekretem wisi widmo Baby Spiryny. Szeptucha przepowiedziała, że jeśli dojdzie do odłączenia, Polska podzieli się na pół, a może nawet przestanie istnieć.

Podatki, bank narodowy i nieporadność

Radni zdają się kompletnie ignorować ten fakt. Skupiają się jedynie na tym, co mogą na tym zyskać. Interesuje ich głównie podatki, a także bank narodowy. Nowopowołani ministrowie są przy tym kompletnie nieporadni, co sprawia, że trudno się na nich złościć.

I w tym momencie na pierwszy plan wychodzi polityka, a dokładniej krytyka polityczna. Nie brakuje tu odniesień do otaczającej nas rzeczywistości. Ministrowie są ukazani jako leniwi, roszczeniowi. Zależy im tylko na władzy i ewentualnych przekomarzankach z opozycją.

Zaczyna się pastisz. Chwilami zabawny, momentami wręcz przaśny, jednak przez większość czasu jest zwyczajnie mocno naciągany. W tym momencie film zaczyna się niesamowicie dłużyć. Choć akcja nabiera tempa, większość scen jest niepotrzebna i nic nie wnosi do filmu.

Miłość ci wszystko wybaczy

Skoro jesteśmy przy zbędnych scenach, nie można nie wspomnieć o wątku miłosnym. Bo czymże byłby jakikolwiek polski film, gdyby zabrakło w nim romansu? Ten w “U Pana Boga w Królowym Moście” jest wyjątkowo nieudany.

Szymon Giedrojć, który jeszcze kilka dni temu był prawnikiem rady miasta, zakochuje się w archeolożce. Ten związek nie ma prawa się udać. On jest krnąbrnym i pewnym siebie mężczyzną. Ona — stereotypową “silną i niezależną” kobietą. Niby ich do siebie ciągnie, a jednak odpycha. Nie ma między nimi za grosz chemii.

Czy uda im się pokonać przeciwności losu? Zdradzę jedynie, że ostatnia scena z głównymi bohaterami jest tak przerysowana i pozbawiona sensu, że aż żenująca... 

Redakcja poleca:Sławek Uniatowski mówi szczerze. "Wychowywałem się w klubach gejowskich"

Jak mawiał ksiądz Antoni "jak się coś zmienia, to rzadziej na lepsze, a w przeważającej ilości wypadków na gorsze". I te słowa doskonale oddają to, co można powiedzieć o “U Pana Boga w Królowym Moście”. W tym wypadku zmiany wyszły zdecydowanie na gorsze. 

Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na ZłotePrzeboje.pl!