advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
Włącz radio

Tym "romansem" żył cały świat. To zaważyło na losach gwiazdy Abby

EK
6 min. czytania
28.03.2024 11:15
Zareaguj Reakcja

Abba to jeden z najbardziej kultowych zespołów w historii nie tylko Szwecji, ale świata w ogóle. Do dziś ze świecą można szukać osoby, która nigdy w życiu nie usłyszała hitów "Mamma Mia" czy "The Day Before You Came". Chociaż grupa oficjalnie nigdy się nie rozpadła, w pewnym momencie muzycy przestali nagrywać i występować w dotychczasowym składzie. Ale dlaczego? Tajemnicę zdradza Jan Gradvall, autor książki "ABBA. Melancholia undercover".

|
fot. Zespół ABBA. CC BY-SA 3.0 nl, AVRO - FTA001019454_012 from Beeld; Geluid wiki

Oficjalnie zespół Abba został założony w 1972 roku przez Anni-Frid Lyngstad, Benny’ego Anderssona, Björna Ulvaeusa i Agnethę Fältskog. Co ciekawe, z czasem między członkami szwedzkiego bandu zaczęły rodzić się gorące uczucia, w konsekwencji czego z czworga przyjaciół stali się dwiema parami małżonków.

Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na zloteprzeboje.pl!

Fakt, że członków zespołu Abba łączyło o wiele więcej, niż tylko stosunki koleżeńskie, okazał się dla ich muzyki zarazem siłą i przekleństwem. Z jednej strony miłość stanowiła znakomitą inspirację do pisania szczerych do bólu oraz poruszających tekstów, z którymi utożsamiali się ludzie na całym świecie. Z drugiej, w pewnym momencie sprawy osobiste okazały się ważniejsze niż zawodowe. Więcej dowiecie się z książki "Abba. Melancholia undercover" Jana Gradvalla, której fragment prezentujemy poniżej.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo…

Abba się rozpada: "Każde z nas odczuwało ten sam rodzaj żalu"

Oficjalnie Abba nigdy się nie rozpadła. Po nagraniu ósmego albumu studyjnego zatytułowanego "The Visitors" w 1981 roku oraz wypuszczeniu dwóch singli: "The Day Before You Came" i "Under Attack" w roku następnym zespół zrobił sobie przerwę, która stale się wydłużała i wydłużała, i trwała prawie czterdzieści lat.

Szczerze mówiąc, myślałem o dwuletniej przerwie – mówi Benny. – Chciałem spróbować czegoś nowego. Napisać musical. Naprawdę wierzyłem, że zrobimy comeback. Wcale nie czułem, że powiedzieliśmy ostatnie słowo.

Frida twierdzi, że do rozpadu Abby doszło dlatego, że „chłopcy chcieli pójść dalej” (członkowie zespołu zawsze mówili o sobie „chłopcy” i „dziewczyny”). I że trudno było kontynuować współpracę z kimś, kto był kiedyś naszym kochankiem, a potem małżonkiem:

Jasne, że to wpłynęło na tę decyzję. Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi. To było trudne rozstanie. Gdyby nie doszło do rozwodów, być może wytrwalibyśmy jeszcze kilka lat. Ale każde z nas odczuwało ten sam rodzaj żalu.

Zobacz także: Wcale nie stoi przy niej „sztab marketingowców”? Cała prawda o imperium Lewandowskiej

Bo podczas gdy "The Winner Takes It All" z albumu "Super Trouper" daje nam wgląd w rozwód Agnethy i Björna, "When All Is Said and Done" z "The Visitors" opowiada to samo o rozstaniu Fridy i Benny’ego, choć tekst – jak w każdym innym przypadku – został napisany przez Björna.

W wywiadzie dla magazynu "Rolling Stone" z 1982 roku Pete Townshend z The Who mówi o Abbie tak:

Nagrywają świetne płyty. Ciekawe jest też to, że Abba jako jeden z pierwszych zespołów, które zrobiły międzynarodową karierę, porusza w swoich tekstach problemy ludzi w średnim wieku. To oczywiste, że ich kawałki traktują o tym, co się dzieje między członkami tej grupy.

Nic już nie było takie jak kiedyś

Kiedy nagrywano "The Day Before You Came" można było odnieść wrażenie, że oba rozwody w zespole zostały przelane na papier w formie nut. Stały realizator dźwięku Abby Michael B. Tretow wspomina to tak:

Kiedy powstawał ten kawałek, w powietrzu wisiała atmosfera schyłku.

Bo w zespole nic już nie było takie jak kiedyś. Björn miał nową żonę. Ślub z Leną Källersjö oraz przyjęcie weselne odbyły się w najściślejszej tajemnicy u restauratora Carla Jana Granqvista w miejscowości Grythyttan w święto Trzech Króli 1981 roku. Ale tego samego dnia, kiedy nowożeńcy opuścili posiadłość, zaczęli dzwonić dziennikarze z całego świata.

Agnetha była pochłonięta nagrywaniem swojego debiutu aktorskiego – w komedii zatytułowanej "Raskenstam" gra córkę rybaka, która daje się uwieść tytułowemu Gustafowi Raskenstamowi, notorycznemu kobieciarzowi, który podczas drugiej wojny światowej uwiódł i okradł ponad sto trzydzieści kobiet.

Zobacz także: Tego chce żona „Lewego”! Autorka „Imperium Lewandowskiej” zdradza

Wystąpiła u boku Gunnara Hellströma, jednocześnie reżysera tego filmu. Hellström był doświadczonym i niezwykle stylowym aktorem, niedawno wrócił z Hollywood, gdzie pracował nad tak znanymi produkcjami telewizyjnymi, jak "Strzały w Dodge City", "Bonanza" i "Dallas".

Szwedzka prasa stawała na głowie, by zrobić z tego gorący news. Brukowiec "Hänt i veckan" ogłaszał z triumfem, że "ciężarna Agnetha z Abby znów została sama". Zdjęcie towarzyszące nagłówkowi pochodziło z nagrania z filmu. Jak łatwo się domyślić, to nie Agnetha była w ciąży, lecz bohaterka, którą grała.

Tygodnik "Svensk Damtidning" zwracał uwagę na "romans roku" między mną a Gunnarem Hellströmem”, pisze Agnetha w swojej autobiografii zatytułowanej "Som jag är" [Taka jestem].

I owszem, na pierwszej stronie jednego z wydań pochodzących z tamtego okresu czytamy: "Uwiedziona Agnetha z Abby".

W którymś momencie plotki osiągnęły taką skalę, że Agnetha zdecydowała się zamieścić polemikę na łamach dziennika „Dagens Nyheter”. Wyraziła w nim opinię, że konsekwencje spotykające redakcje oraz dziennikarzy rozprzestrzeniających ewidentne kłamstwa tylko po to, by zarobić pieniądze, są zdecydowanie zbyt łagodne. Takie praktyki prawie nigdy nie pociągały za sobą skutków prawnych ani finansowych, spotykały się jedynie z krytyką Szwedzkiej Rady Prasowej (Pressens Opinionsnämnd).

Brukowce żyjące z plotek nie przejmują się kilkoma słowami krytyki opublikowanymi przez jakiś urząd małym druczkiem w którymś z dzienników, komentowała.

Cierpiący ptak

Pięć tygodni po tym, jak Björn ożenił się na nowo, życie prywatne członków Abby znów stało się sensacją na skalę światową. 12 stycznia 1981 roku, kiedy Frida poszła do sklepu po mleko, ujrzała pierwsze strony gazet obwieszczające, że ona i Benny też się rozwiedli. Dziś wspomina, że tamtego dnia odwróciła się na pięcie, wróciła do siebie i przez następny tydzień nie wychodziła z domu. Gdy rozwód stał się faktem, jedynymi przedmiotami, jakie Benny zabrał z ich wspólnego mieszkania, były popielniczka i cztery obrazy.

A zatem wszystko to wisiało w powietrzu, kiedy Benny pisał i nagrywał "The Day Before You Came" w studiu Polar. Tytuł roboczy tego kawałka brzmiał "Den lidande fågeln" [Cierpiący ptak]. Nawiązania do świata ptaków powracają w całej karierze tekściarskiej Benny’ego.

Zobacz także: Zakochani nie widzą „czerwonych lampek”. Alka i Gabi ostrzegają! „Boimy się zawalczyć”

W 1978 roku menedżer Abby Stikkan Anderson przejął budynek starego kina i urządził w nim studio, o jakim od dawna marzyli Benny i Björn. Kamienica, w której wreszcie powstało – imponujący, wysoki na 58 metrów dawny Pałac Sportu (Sportpalatset) – od początku kojarzyła się mieszkańcom Sztokholmu ze światem ptaków. Mieści się tuż przy przyczółku Sankt Eriksbron na wyspie Kungsholmen. Gdy przejdzie się przez most, trafi się do dzielnicy Vasastan.

Jan Gradvall "Abba. Melancholia undercover", Wydawnictwo W.A.B. (fot. materiały prasowe)

"Moje małe orle gniazdo"

Nieruchomość zbudowano w latach 1929–1930, w samym środku kryzysu finansowego, by można było w niej uprawiać różne dziedziny sportu, ale sprzedano ją na licytacji komorniczej jeszcze przed oddaniem do użytkowania. W budynku znajdowały się basen, korty tenisowe, sale do gimnastyki oraz kino, które miało nosić nazwę Rivoli.

Ówczesny Pałac Sportu dysponował również ponad pięćdziesięcioma mieszkaniami, z którego największe, położone na samej górze i zajmujące aż trzy poziomy, ma imponujący widok na Sztokholm. W 1933 roku wprowadził się do niego Bruno Liljefors i spędził w nim ostatnie lata swojego życia. Ten urodzony w 1860 roku malarz należy do grona najsłynniejszych szwedzkich artystów – zasłynął przede wszystkim z malowideł oddających szwedzką przyrodę, w szczególności życie zwierząt.

Zobacz także: Kiedy zaczynał się „40-latek”, ulice pustoszały. „Jest mężczyzną i to czy tamto – musi!”

Liljefors nazywał zajmowany przez siebie apartament "swoim małym orlim gniazdem". Przez cały rok trzymał wszystkie okna otwarte na oścież, by ptaki mogły swobodnie wlatywać do mieszkania, a on – je malować. Codziennie karmił je rybami i mięsem w ilościach liczonych wiaderkami. Zdarzało się, że ptaki, wylatując z mieszkania artysty, gubiły jedzenie, a ono spadało na głowy przechodniów. Niektóre budowały u niego gniazda.

Po śmierci malarza mieszkanie trzeba było odkazić i poddać gruntowemu remontowi. A ptaki przylatywały tam jeszcze przez dobrych kilka lat. Żeby je zobaczyć, wystarczyło wyjrzeć przez okna studia Polar.

Tłumaczenie: Ewa Wojciechowska

Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na zloteprzeboje.pl!