advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
Włącz radio

Tego oczekujemy od pisarzy? Wojciech Chmielarz: "Powieść to nie reportaż"

5 min. czytania
28.10.2024 10:54
Zareaguj Reakcja

Uchodzi za jednego z najlepszych pisarzy powieści kryminalnych w Polsce. Jego kolejne książki szturmem podbijają listy bestsellerów w całym kraju, a twórcy serialowi chętnie przenoszą zawarte w nich historie na ekran. Wojciech Chmielarz, bo oczywiście o nim mowa, wraca z nową powieścią, zatytułowaną "Rodzinny interes". W rozmowie z Radiem Złote Przeboje zdradza, czym tym razem zachwyci wielbicieli swojego pisarstwa!

Wojciech Chmielarz - wywiad
fot. Karina Krystosiak / REPORTER / East News

Nowa powieść Wojciecha Chmielarza miała premierę w środę 23 października. Tym razem głównym bohaterem ponownie stał się Bezimienny. Jest on nie tylko miłośnikiem powieści kryminalnych, lecz także – seriali. Pierwsza część cyklu, zatytułowana "Prosta sprawa", doczekała się ekranizacji z Mateuszem Damięckim w roli głównej.

Rozwiąż quiz o książkach, które królowały w PRL-u. Będziesz mistrzem, jeśli zdobędziesz 11/15! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...

Quiz: Quiz. Te książki królowały w PRL-u. Będziesz mistrzem, jeśli zdobędziesz 11/15!

1/15 Kto jest autorem powieści "Zły"?

Co czeka nas w kolejnej – już czwartej! – odsłonie przygód Bezimiennego? "Rodzinny interes" w głównej mierze rozgrywa się w nadmorskich miejscowościach, m.in. Wyspie Wolin czy w Międzyzdrojach. Na dodatek bohater przybywa tam już długo po tzw. sezonie. Jak Wojciech Chmielarz zdradził w wywiadzie, wybrał ten czas i miejsce nie bez powodu. Co jeszcze opowiedział o procesie twórczym? Zapraszamy do lektury!

Wszelkie podobieństwo jest przypadkowe

Ewelina Kolecka, ZlotePrzeboje.pl: Pana powieść już na wstępie zaskakuje czytelnika, ponieważ – chociaż większość akcji toczy się w Polsce – zaczynamy od Afryki. Czy przy pisaniu prologu myślał pan o tym, jako o „zaostrzeniu apetytu” czytającego? A może to po prostu integralna część powieści?

Wojciech Chmielarz: Od początku to jest integralna część powieści. Która, tak – ma trochę zaintrygować czytelników, ale jest mocno związana z całą fabułą. I pokazuje, że stawka rozgrywki, która się toczy na wyspie Wolin, znacznie wykracza poza Międzyzdroje, a nawet – poza Polskę!

Zobacz także: Nagość w PRL. Tak kiedyś wyglądały plaże! "Atrakcyjna alternatywa"

Pana książka ukazuje się w chwili, gdy od dłuższego czasu toczy się dyskusja na temat federacji MMA z walkami znanych osób, co zresztą stanowi w Polsce fenomen na skalę globalną. Nie obawiał się pan, że czytelnicy będą próbowali utożsamiać postaci z tego środowiska z poszczególnymi bohaterami?

Niespecjalnie. Ten fenomen, o którym pani wspomina, fenomen freak fightów – zastanawiam się, na ile on jest faktycznie globalny, a na ile to polska specyfika.

To znaczy?

Mam wrażenie, że na świecie apetyt ludzi na freak fighty właśnie jest zaspokajany przez różne formy wrestlingu, który stanowi taki trochę teatr, trochę sport, trochę groteskę, zupełnie inną i dziwną dyscyplinę.

Natomiast w Polsce do klatki w różnych dziwnych zawodach wchodzą osoby, jednak ze sportem mające niewiele wspólnego, a często ich główną zaletę stanowi fakt, że mają odpowiednie zasięgi.

Bardzo to dziwne, często patologiczne, bardziej przypomina cyrk niż sport. Ale "cyrk" – w tym złym znaczeniu tego słowa, bo też przecież sztuka cyrkowa to coś, co powinno budzić podziw i uznanie.

W jaki sposób zbierał pan materiał do opisywania środowiska, z którego wywodzą się m.in. Sis i jej brat z książki "Rodzinny interes"?

To były lektury różnych wywiadów i artykuły, bo przecież ostatnio, jak pani słusznie zauważyła, sporo się o tym mówi i pisze. Ale także rozmowy, które o ten świat mniej lub bardziej się otarły.

Natomiast chciałbym podkreślić, że Sis, jej brat, jego organizacja, to wszystko są postacie przeze mnie wymyślone. Bo też tym się zajmuje jako pisarz – wymyślaniem rzeczy, fabuł, wątków i postaci.

EN_01525968_0144
fot. Wojciech Chmielarz ( Karina Krystosiak/REPORTER/EAST NEWS)

Na porzuconym planie filmowym

W trakcie lektury rzuciło mi się w oczy, jak precyzyjnie opisywał pan podróże bohaterów między kolejnymi nadmorskimi miejscowościami. Udał się pan tam osobiście, żeby osobiście odbyć podróże, a może wystarczyła wycieczka „palcem po mapie”?

Zbierając materiały do tej powieści, sporo czasu spędziłem na wyspie Wolin, na całym archipelagu. Chodząc tam, szukając lokacji do umieszczenia miejsca akcji, rozmawiając z ludźmi, którzy tam mieszkają i marznąć w środku zimy na pięknych, ale chłodnych bałtyckich plażach.

W końcu właśnie nad morzem dzieje się większość akcji pana książki – i to już po sezonie. Co szczególnego ma w sobie ten region, że pasował na tło "Rodzinnego interesu"?

Jest coś absolutnie ujmującego i niewiarygodnego w polskich nadmorskich wakacyjnych miejscowościach po sezonie. Są to miejsca przygotowane, żeby przyjąć kilkadziesiąt tysięcy osób latem, a które zimą są po prostu... puste.

Całe budynki, całe dzielnice są wyludnione, po ulicach tylko hula wiatr. Przypomina to trochę porzucony plan filmowy. Kiedy to zobaczyłem, wiedziałem, że tutaj mogłaby się wydarzyć jakaś fascynująca historia. Trzeba ją było tylko wymyślić i opisać.

Przyczyną, dla której główny bohater znalazł się nad morzem, jest poszukiwanie osoby zaginionej. Dlaczego motyw tajemniczego zniknięcia nigdy nie przestanie być dla czytelnika interesujący? Ponieważ w XXI wieku, kiedy mamy kamery, media społecznościowe i tak dalej, nadal można zniknąć bez śladu?

To też. Ale przede wszystkim zaginięcie to jest takie wydarzenie, które pozostawia bliskich bez wiedzy o losach ukochanej osoby. Nie mają możliwości "zamknięcia" danego etapu życia. Nie mają możliwości pożegnania się, przeżycia żałoby.

Żyją w pewnym zawieszeniu i ze słabnącą każdego dnia wiarą w szczęśliwe zakończenie. To stan, który potrafi zniszczyć nawet najsilniejszego człowieka.

Wojciech Chmielarz: powieść, nie reportaż

Jeden z kluczowych wątków dotycz bohaterki, która jest wbrew własnej woli przetrzymywana w ośrodku odwykowym, będącym w rzeczywistości sektą. Czego nowego na temat takich zgromadzeń dowiedział się Pan podczas researchu do książki? 

Niczego. Sekty w Polsce istnieją i istniały. Bazowałem na swojej wiedzy zdobytej wcześniej, ale przede wszystkim – na wyobraźni. Trochę mam wrażenie, że zapominamy o tym, że pisarze są od tego, żeby wymyślać opowieści.

Co ma pan na myśli?

Zaczynamy wymagać od pisarzy, żeby uzasadniali każde wydarzenie opisane w ich książkach researchem, zbieraniem informacji, badaniami terenowymi. Te rzeczy oczywiście też są ważne, też są pomocne w pisarskiej pracy, ale podstawowym narzędziem jest ciągle wyobraźnia. Powieść kryminalna to nie reportaż. Ja naprawdę pewne rzeczy po prostu wymyślam.

rodzinny-interes-b-iext167227197
fot. Wojciech Chmielarz "Rodzinny interes" ( materiały prasowe/Wydawnictwo Marginesy)

Poprzednia część cyklu, czyli „Prosta sprawa”, została przeniesiona na mały ekran w formie serialu. Czy panu jako pisarzowi trudno jest „oddać” ster w ręce reżysera oraz osób zajmujących się castingiem?

Absolutnie nie! Wręcz przeciwnie, to strasznie intrygujące, fascynujące i ekscytujące móc zobaczyć, co inni artyści – aktorzy, reżyserzy, scenarzyści, scenografowie i tak dalej – stworzą na podstawie mojej książki. Co w niej dostrzegą, co zachowują, a co dodadzą od siebie, jak tę całą opowieść zinterpretują. Dla mnie obserwacja tego procesu to świetna zabawa!

Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na ZłotePrzeboje.pl!