Ten hit lat 90. to wielki klasyk. Polacy nie wiedzą, o czym jest naprawdę
Zespół De Mono znają wszyscy. Nie każdy jednak wie, że jeden z jego największych hitów lat 90. powstał w bardzo nietypowych okolicznościach. Poznajcie historię piosenki, którą pokochała Polska.
Zespół De Mono, choć z małą przerwą, istnieje od 1984 r. Ta przerwa jednak okazała się kluczowa dla późniejszego kierunku obranego przez tę słynną pop-rockową formację.
Rozwiąż quiz o złotych przebojach. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...
Koniec De Mono okazał się nowym początkiem
Po wydaniu drugiej płyty w 1990 r. grupa De Mono miała się bardzo dobrze. Była już znana, koncertowała nie tylko w Polsce, ale nawet w USA. Jednak za oceanem, ze względu na... zbyt komfortowe warunki, zbytnio się rozpasała. Jak zdradził cytowany na stronie Cyfrowej Biblioteki Polskiej Piosenki główny kompozytor kapeli Marek Kościkiewicz:
W Stanach zdałem sobie sprawę, że podstawą istnienia muzyka jest ustawiczna praca nad sobą, doskonalenie umiejętności. Zewsząd otaczała nas perfekcyjnie grana i aranżowana muzyka, było skąd czerpać wzorce. W ciągu dnia mieliśmy do dyspozycji salę do prób, ale koledzy woleli oglądać telewizję niż popracować. Zaczęło dochodzić do kwasów.
Zobacz także: Hit lat 80. powstał dzięki tej książce. Tekst chwyta za serce
Po powrocie do Polski Kościkiewicz miał dość niesubordynacji pozostałych członków zespołu. Postanowił wówczas skupić się na swoim prężnie rozwijającym się wydawnictwie Zic Zac, a kapelę rozwiązał. Jednak nie na długo...
Muzyk był bowiem rozdarty. Pozorny koniec De Mono odbił się negatywnie na jego samopoczuciu i życiu prywatnym. Zaczął więc uciekać od tych problemów w świat muzyki. Przelewał swoje frustracje na nowe kompozycje. W końcu – także w obliczu wielkich powrotów innych zespołów takich jak Lady Pank czy Budka Suflera – nie wytrzymał.
Cały ten nastrój, cały ten mętlik sprawiały, że uciekałem myślami do innego świata. Zacząłem nagrywać jakieś kompozycje dla nieistniejącego przecież zespołu, choć najbliżsi byli mi koledzy, z którymi do tej pory pracowałem. Wreszcie zadzwoniłem do Andrzeja (Krzywego) i Roberta (Chojnackiego) z informacją, że przygotowuję się do nagrania nowej płyty, chciałbym z nimi, a poza tym, jeśli mieliby jakieś propozycje utworów, to niech przyniosą – wspominał.
We "wskrzeszonym" De Mono nastała nowa dyscyplina. Kościkiewicz był absolutnym liderem nie tylko na scenie, ale też w studiu (które urządził w swoim mieszkaniu). Obwieścił też kolegom, że tym razem, jeśli chcą tantiem, to też muszą mieć realny twórczy wkład w świeże kompozycje.
Historia piosenki "Znów jesteś ze mną"
Współpracę z De Mono zaczął też ceniony klawiszowiec Szymon Wysocki. Według Kościkiewicza wniósł on wiele od siebie do formacji. Kiedy zespół pokazał efekty swojej pracy zarządowi Zic Zac, wytwórnia oceniła, że na tej "fajnej płycie (...) nie ma żadnego przeboju".
Zespół jednak postawił na swoim i miał rację, bo "Statki na niebie", "Ostatni pocałunek" i "Znów jesteś ze mną" były komercyjnymi strzałami w dziesiątkę. I pozostają nimi do dzisiaj.
Szczególnie ujmował i wciąż ujmuje ten ostatni numer De Mono. Ujmuje nie tylko muzyką, ale i osobistym tekstem. Na myśl o "Znów jesteś ze mną" wszyscy słyszą głos Andrzeja Krzywego, jednak wyśpiewał on przemyślenia samego Kościkiewicza. Ten drugi, jak czytamy na stronie Cyfrowej Biblioteki Polskiej Piosenki, przyznał:
To piosenka o takiej miłości, która jest miłością taką z przyzwyczajenia. Że ludzie niby są razem, jednak mają swoje światy, gdzieś się mijają. Że ten związek niby na zewnątrz poukładany jest jednak sztuczny.
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na ZlotePrzeboje.pl!