Ten serial był hitem lat 90. Dzieciaki szalały na jego punkcie
Czasem pojawiają się na rynku takie produkcje, który wywołują istny szał. W latach 90. W polskiej telewizji królował japoński serial, któremu towarzyszyła masa pobocznych atrakcji. Na czym polegał fenomen anime "Dragon Ball" i dlaczego jest dziś bez dwóch zdań kultowe?
Akira Toriyama, autor kultowej mangi "Dragon Ball", odszedł 1 marca 2024 roku. Legendarny twórca zapisał się jednak w historii za sprawą wspomnianego komiksu, a jeszcze bardziej jego ekranizacji. Również w Polsce cieszyła się ona ogromną popularnością. Szczególnie w latach 90., kiedy to kolejne odcinki mogliśmy oglądać na antenie RTL 7 (przemianowanego później na TVN 7). Wszystkiemu towarzyszył istny szał, a obok niego szły najróżniejsze gadżety, na punkcie których dzieciaki miały bzika. Dlaczego opowieść o “Smoczych Kulach” stała się takim klasykiem, a bohaterowie do dziś są ikonami popkultury? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba oczywiście zacząć od samego początku.
Rzucił pracę i zaczął rysować. Tak Toriyama budował legendę
Akira Toriyama urodził się 5 kwietnia 1955 roku w Nagoi, trzecim co do wielkości mieście Japonii. W 1974 roku skończył Prefekturalne Liceum Przemysłowe w kierunku projektu technicznego. Następnie zajmował się pracą w reklamie. Każdy wie, że marketing, wbrew pozorom, nie jest na co dzień zbyt kreatywnym zajęciem. Znudzony obowiązkami Toriyama zdecydował się przebranżowić. W 1977 roku rzucił dotychczasowe zajęcie i zajął się rysunkiem.
W 1978 zadebiutował w popularnym tygodniku wydającym mangę – "Shuukan Shounen Jump". Jego pierwszy krótki komiks nosił tytuł “Wonder Island”. Niedługo później odniósł pierwszy sukces w karierze. To za sprawą wydawanej w tym samym magazynie serii "Dr. Slump". Komediowa historia opowiadała o przygodach Aralki Spadkowskiej i tytułowego doktora. Komiks przyjął się na tyle dobrze, że doczekał się ekranizacji w formie anime nadawanej w latach 80. i 90.
W 1984 roku Toriyama zakończył prace nad "Dr. Slumpem" i zajął się kolejnym dziełem. Zapewne nie przypuszczał wtedy, że stanie się kultowe i zyska wiernych fanów na całym świecie. Mowa oczywiście o "Dragon Ballu". Początkowo w serii dało się wyczuć komediowe ciągoty autora. Lekki klimat i atmosfera przygody podbiła serca czytelników. Później fabuła skręciła w stronę epickich bitew, przybierając formę, z której dziś jest najbardziej znana.
Zobacz także: W latach 70. cała Polska mówiła o tej wsi. Nazwano ją „polskim Roswell”
"Dragon Ball" przedstawiał losy Goku, chłopca z małpim ogonem, który wraz z Bulmą, nowo poznaną przyjaciółką, ruszają na poszukiwanie tytułowych smoczych kul. Kiedy zbierze się ich siedem, pojawia się smok, który jest w stanie spełnić jedno życzenie. Nikomu jeszcze nie udało się tego dokonać, jednak Goku już jako dziecko przejawia nadludzką siłę, a z biegiem czasu zdobywa jej jeszcze więcej.
Fabuła postępuje naprzód, a nasz główny bohater dorasta. Poznaje nowych przyjaciół i pokonuje kolejnych, coraz silniejszych wrogów. Wielokrotnie broni losów Ziemi i przekracza następne bariery. Nieustannie trenuje, nie tylko, by bronić słabszych, lecz także móc mierzyć się z często absurdalnie potężnymi przeciwnikami. W pewnym momencie manga przeobraziła się z lżejszej komedii w serię opierającą się na walkach. Choć autor nie zapominał o humorze, to było go zdecydowanie mniej.
W 1986 roku "Dragon Ball" otrzymał anime. Historia znana z mangi opowiedziana została w dwóch seriach, jednej pod oryginalnym tytułem, a drugiej z dopiskiem "Z". Popularność nie malała, więc i serial doczekał się też kolejnej części. "Dragon Ball GT" jest wśród fanów co najmniej kontrowersyjne, bo Toriyama odpowiadał jedynie za projekty większości postaci oraz logo. Mimo wszystko nie zaważyło to szczególnie na popularności przygód Goku i spółki. Również w Polsce zyskało wielu fanów, a to za sprawą wspomnianej wcześniej emisji serialu na RTL 7 pod koniec lat 90. i na początku 2000.
w Polsce. Dlatego pokochaliśmy to anime
Każdy, kto miał okazję oglądać "Dragon Balla" w telewizji dobrze pamięta, jak pustoszały podwórka, gdy emitowano kolejny odcinek. Wszyscy z pewnością mają też w pamięci wersję, którą nadawano w Polsce. Mieliśmy bowiem do czynienia... z francuskim dubbingiem opatrzonym polskim lektorem. Jakby tego było mało, całość była ocenzurowana, przez co zabrakło kilku scen, głównie brutalniejszych czy gagowych. Oszczędziło to jednak skandali, które mogli wywoływać zezłoszczeni rodzice.
Mówiąc o "Dragon Ballu" w Polsce nie można też zapominać o kultowych dziś gadżetach. Mam na myśli dołączane do paczek chipsów karty. Znajdowali się na nich bohaterowie serialu oraz ważniejsze wydarzenia. Na rynku pojawiły się również wafelki "Dragon Ball Z". We wnętrzu opakowań znajdowały się natomiast naklejki, które wklejać można było do specjalnego albumu.
"Dragon Ball" w Polsce cieszył się ogromną popularnością. Za tym, dlaczego stał się kultowy, przemawiało wiele rzeczy. Począwszy od barwnych postaci czy humoru, aż na epickich walkach kończąc. To jednak oczywiście nie jest wszystko. Poprosiłem o komentarz w tej kwestii internetowego twórcę - Adacho, który publikuje nagrania na YouTube. W lwiej części dotyczą one "Dragon Balla". Na czym według niego polega fenomen opowieści o smoczych kulach?
Moim skromnym zdaniem "Dragon Ball" był tak popularny, zwłaszcza wśród polskiej młodzieży, ze względu na swojego "niebohaterskiego" protagonistę, jakim jest Goku. Mimo że nie pochodzi z Ziemi, można było się z nim łatwo utożsamić, bo jest pełen ludzkich i przyziemnych cech. Swojej siły nie dostał w prezencie, za to zdobył ją poprzez życie poświęcone treningom. Mimo wielu przeciwności nigdy nie tracił ducha walki, sojusznikom dodawał otuchy samą swoją obecnością i przy tym wszystkim pozostał sobą – mówi Adacho dla ZlotePrzeboje.pl.
Dobra opowieść musi też nieść ze sobą jakieś przesłanie. "Dragon Ball" nie jest w tym przypadku wyjątkiem. Jak zauważa mój rozmówca, każdy mógł wyciągnąć z serialu coś dla siebie. Historia Goku i jego przyjaciół niejednokrotnie mogła posłużyć jako motywacja bądź wzór do naśladowania w realnym życiu.
Każdy mógł z "Dragon Balla" dużo wyciągnąć dla siebie. Niektórzy traktowali tę historię jako motywację do treningów, inni jako lekcję o tym, jak ważne są rodzina i przyjaciele, jeszcze inni jako przykład tego, jak radzić sobie z wybojami na drodze życia. Wszystko to okraszone ekscytującymi walkami, transformacjami i animacjami, bujnie oddziaływało na wyobraźnię i angażowało wielu widzów. Zresztą - kto chociaż raz nie próbował wystrzelić z rąk "Kamehameha"? – opowiada Adacho w rozmowie dla ZlotePrzeboje.pl.
Przygody Goku wciąż cieszą się popularnością. Otrzymaliśmy nową serię
"Dragon Ball" ma fanów na praktycznie całym świecie. Jest ich tak wielu, że w 2015 roku doczekali się kontynuacji historii z oryginalnej mangi. "Dragon Ball Super" wprowadził nowe postaci, transformacje, przeciwników i całą masę innych rzeczy. Równolegle do komiksu ukazywało się też anime pod tym samym tytułem. Nie można też zapominać o licznych filmach kinowych. Seria żyje i ma się dobrze.
11 października 2024 w Japonii premierę miał serial "Dragon Ball Daima". Jest to ostatni projekt, nad którym pracował legendarny Akira Toriyama. O tym, czy seria poboczna spodoba się fanom, będziemy mogli mówić dopiero za jakiś czas. Pokazuje to jednak, że przygody Goku wciąż wzbudzają emocje i nadal śledzi je wielu widzów.
"Dragon Ball" sprawił, że Akira Toriyama stał się nieśmiertelny. Wywarł on bowiem wpływ nie tylko na wiele serii komiksowych w Japonii, lecz także na świecie. Zostawił po sobie dziedzictwo, z którego czerpie i czerpać będzie światowa popkultura. Na jego twórczości wychowało się mnóstwo dzieciaków, które do dziś darzą ją ogromnym sentymentem. Ten absolutny klasyk i fenomen z pewnością zostanie z nami na długo.
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na ZłotePrzeboje.pl!