advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
Włącz radio

Córka legendy ujawnia: "Nigdy nie chciałam śpiewać Niemena"

7 min. czytania
11.11.2024 10:02
Zareaguj Reakcja

Natalia Niemen podróżuje po muzycznej mapie Polski, honorując artystyczną spuściznę po Czesławie Niemenie. Legendarny wokalista zmarł dwadzieścia lat temu. Z myślą o smutnym jubileuszu wokalistka zainicjowała projekt “Niemen znany i mniej znany". "Ludzie często myślą, że zajmuję się tylko graniem Niemena" - wyjawiła w rozmowie z Amelią Majek, dziennikarką serwisu ZlotePrzeboje.pl.

Wywiad z Natalią Niemen
fot. East News / Piotr Kamionka / Reporter

Natalia Niemen zadebiutowała fonograficznie pod koniec lat 90. XX w. W marcu 1998 roku światło dzienne ujrzał jej pierwszy album studyjny, przekornie zatytułowany "Na opak". Z czasem wokalistka na dobre rozgościła się w rodzimej branży muzycznej. Obecnie występuje z rozmaitym repertuarem, upamięta również twórcze dziedzictwo swojego ojca Czesława Niemena.

Redakcja poleca:Nagrała świetny cover hitu lat 80. Teraz zaprezentowała to!

Co więcej, piosenkarka dała początek artystycznemu projektowi pod nazwą “Niemen znany i mniej znany”. Nadmieńmy, że legendarny gwiazdor zmarł 17 stycznia 2004 roku w wieku niespełna 65 lat. Pozostawił po sobie nieśmiertelne przeboje, które wciąż rozbrzmiewają z głośników, łącząc rozliczne pokolenia. Wylansował ikoniczne utwory, takie jak: "Sen o Warszawie", "Począwszy od Kaina", "Jednego serca", a także "Dziwny jest ten świat".

Jednakże Natalia Niemen - za sprawą koncertowego cyklu - przybliża szerszej publiczności te niekonwencjonalne utwory z dorobku Czesława Niemena. Przeplata szlagierowe numery z oryginalnymi kompozycjami, m.in. “Jagody szaleju, "Terra Deflorata" czy też "Pojutrze szary pył".

W rezultacie artystka zaprasza słuchaczy do nieco odmiennego świata wykreowanego przez Niemena - znacznie bardziej intymnego, a jednocześnie kipiącego odwagą, energią i świeżością.

Jaka misja przyświeca Natalii Niemen? Opowiedziała o twórczych działaniach, dziedzictwie swojego ojca, a także wyjawiła, na czym polega koncepcja tzw. “piosenki psychologicznej” w rozmowie dla serwisu ZlotePrzeboje.pl.

Wywiad z Natalią Niemen dla ZlotePrzeboje.pl

Amelia Majek, dziennikarka serwisu ZlotePrzeboje.pl: Zanim przejdziemy do rozmowy, chciałabym pogratulować świetnego występu! Dziś spotykamy się z okazji lubelskiego koncertu "Niemen znany i mniej znany". Jakim kluczem kierowała się pani w doborze repertuaru?

Natalia Niemen: Pragnę przybliżać społeczeństwu późną twórczość mojego taty, tę najmniej znaną szeroko rozumianemu słuchaczowi. Dorastałam, kiedy ojciec tworzył płyty "Terra Deflorata" (1989) i "spodchmurykapelusza" (2001). Są mi one najbardziej bliskie, dlatego gros tego repertuaru stanowią utwory z tych albumów. Kilka miesięcy temu zmusiłam się, żeby włączyć do repertuaru również "Sen o Warszawie". Chociaż wolałabym wymienić tę piosenkę na jakiś inny utwór, mniej znany, ale rozumiem, że ludzie tego chcą.

Dorastała pani przy muzyce Czesława Niemena. Które dzieła najbardziej z panią rezonują?

Jeśli chodzi o moich ulubieńców, jestem raczej stała. Niezmiennie są mi najbliższe trzy ostatnie albumy ojca: "Postscriptum" (1980), wspomniane "Terra Deflorata" (1989), a także "spodchmurykapelusza" (2001). Najbardziej je lubię, najbardziej do mnie przemawiają. Jednak wszystko, co robił ojciec, jest fantastyczne. Dorastałam przy tworzeniu tej późnej materii.

Natalia Niemen ZlotePrzeboje.pl
fot. Amelia Majek / ZlotePrzeboje.pl

Czy udaje się pani łączyć potrzebę honorowania dziedzictwa swojego ojca, a jednocześnie pracę nad indywidualnym dorobkiem muzycznym, tworzeniem własnej kreacji artystycznej?

Od 30 lat próbuję robić własną płytę, komponuję piosenki od podstawówki. Teksty zaczęłam pisać nieco później... Dziecko w podstawówce jeszcze nie bardzo wie, o czym pisać. Latami skupiałam się na rodzinie, na dzieciach, na domu - to raz. Po drugie, jestem perfekcjonistką. Nie wymyślam prostych łumcyk, łumcyk, tylko trudne formy.

Przez wiele lat nie byłam w stanie zrobić tego, czego chciałam. Głównie ze względu na dzieci, które są dla mnie absolutnie wszystkim. I w momencie, kiedy moi chłopcy nie byli już tacy mali, ale jeszcze nie byli duzi. Chciałam wrócić do pracy muzyka, koncertowania, innymi słowy - do mojego świata. Natomiast jeszcze nie miałam swojego repertuaru.

"Nigdy nie chciałam śpiewać Niemena"

Było wtedy dziesięciolecie śmierci ojca. Zatem wiele podmiotów wykonawczych przypominało Niemena przy pomocy starszych utworów. Pomyślałam, że może teraz jest właściwy moment, żeby przypomnieć, czy też nawet - zapoznać publiczność z późniejszymi utworami. O dziwo, ja nigdy nie chciałam śpiewać Niemena. Zdecydowałam, że będę się tym na razie zajmować.

Redakcja poleca:Oto niesłusznie zapomniane perły PRL. Dlaczego Polacy wciąż myślą o komunie?

Pewnie za ileś tam lat przyjdzie odpowiedni moment, kiedy moje dzieci dorosną. Kiedy będą inne sprzyjające okoliczności, że będę mogła robić muzykę tak, jak chcę - czyli z tym moim perfekcjonizmem, renesansowym myśleniem o sztuce i nieustannym dłubaniem.

Tak naprawdę działam na kilka torów i jestem bardzo cierpliwa. Nie ma co się spieszyć, wszystko jest po coś. To, co dzieje się w życiu, ma się dziać. Coraz szybciej robię nową płytę.

Natalia Niemen o “piosence psychologicznej”. Taki będzie jej nowy singiel 

Niedługo będzie mój kolejny singiel pod tytułem "Przełknij to". Jest “piosenką psychologiczną”. Taką się param, tak sobie żartuję, bo te sprawy związane z psychologią, z różnymi społecznymi sytuacjami są dla mnie bardzo ważne.

Obecnie “gram tatę”, ale jak zrobię płytę, to będę koncertować ze swoim repertuarem. Przede mną też koncerty z Michałem Zatorem, moim cudownym przyjacielem, który gra na harfie celtyckiej. Wspólnie gramy poezję, pieśni celtyckie, a nawet - jeśli ktoś chce - kolędy.

Może to nie jest tak bardzo powszechna wiedza. Też nie chodzi o to, żebyśmy mieli parcie na szkło. Po prostu chcemy pracować i dzielić się tą sztuką. Przecież ja zajmuję się sztukami plastycznymi, maluję. W ostatnich latach zaczęłam pisać wiersze, więc tak naprawdę wszystko przede mną. Ludzie często myślą, że zajmuję się tylko graniem Niemena. Tak nie jest, ale nie muszą wiedzieć.

ZlotePrzeboje.pl
fot. Amelia Majek / ZlotePrzeboje.pl

Porusza pani ważne społecznie wątki nie tylko za sprawą swoich utworów, ale również w mediach społecznościowych. Głośno mówi pani o hejcie i cyberprzemocy. Swego czasu wyruszyła pani z cyklem spotkań z młodzieżą...

Ja jestem mistrzem w znoszeniu hejtu. Mistrzem w doświadczeniu hejtu w cyberprzestrzeni. Chociaż oczywiście miałam także sporo doświadczeń z rozmaitego rodzaju przemocowymi osobami w rzeczywistości. Tak jakoś mi się życie toczy. Myślę, że to jest taka droga, która sprawia, że po prostu więcej mogę. Na pewno więcej wiem i sporo dobrego mogę dać ludziom, którzy mają podobne doświadczenia.

Redakcja poleca:Tego oczekujemy od pisarzy? Wojciech Chmielarz: "Powieść to nie reportaż"

Parę tygodni temu wprosiłam się do działań mojego kolegi Jakuba Burka, który pochodzi z Pszowa na Śląsku, a także jest społecznie zaangażowanym chłopakiem.

Odwiedziłam szkołę plastyczną i liceum ogólnokształcące. Przyszło bardzo dużo młodzieży, mieliśmy dwie grupy. Towarzyszył mi Marcin Zmorzyński, heavymetalowy gwiazdor śląski. Najpierw spotkaliśmy się z młodzieżą, a potem było jeszcze spotkanie z dorosłymi. Wszystko w ramach akcji “Nie hejtuję” w Pszowie, która zadziewa się co rok. Na pewno za rok również tam wrócę.

Z kolei ja - w rozmaitych konfiguracjach - mam poumawiane spotkania w szkołach z różnymi podmiotami, które też mogłyby, mam nadzieję, przyczynić się do tego, aby coś zmieniło się w prawie.

Natalia Niemen: “Nie cierpię, jak się krzywdzi ludzi” 

Ja nie cierpię, jak się ludzi krzywdzi. Jak ja krzywdzę ludzi, to bardzo cierpię, dlatego już ludzi nie krzywdzę. Nie każdy jednak ma autorefleksję. Każdy z nas ma w sobie i cień, i światło. Natomiast nie każdy posiada ową autorefleksję, żeby coś ze sobą zrobić. Bardzo jest mi źle, kiedy inni cierpią. A ja chcę moje wieloletnie cierpienie, związane z przyjmowaniem tego hejtu, przekuć w pokrzepianie ludzi.

Na koniec tego tematu powiem, że radzić trzeba sobie ostro, konkretnie i z wzajemnością, bo tylko wtedy jest to skuteczne.

Głaskanie? Nie, nie, nie! W ogóle nie działa. Ludzie, którzy robią złe rzeczy, muszą przestać je robić. Jeśli będziemy ciągle im na to pozwalać, to nigdy nie przestaną. 

Debiutowała pani w branży pod koniec lat 90. XX w, prezentując się w zupełnie odmiennym wcieleniu scenicznym niż znane jest nam dotychczas. Wydawnictwo “Na opak” cechuje się popowym brzmieniem, charakterystycznym dla muzyki sprzed ponad dwudziestu lat. W którą stronę teraz zmierzają pani artystyczne aspiracje?

Płyta "Na opak" była bardzo nie moja. Ja wtedy byłam bardzo młoda i bardzo głupia. Poddałam się ludziom, którzy nie do końca mi dobrze życzyli, po prostu wykorzystali moje nazwisko i moją słabość, wtedy taką psychiczną. Nigdy nie chciałam robić takiego popu, ja byłam osłuchana z jazz rockiem, z jazzem, z rhythm and bluesem, z muzyką klasyczną, z progresywnymi, rozmaitymi kombinacjami.

Tutaj uznałam, rzeczywiście głupio, że może, jak ja będę robić coś, co nie jest moje, ale ma szansę dotknąć, poruszyć większą liczbę ludzi, to potem będę mogła robić to, co mi w duszy gra.

Okazało się, że jest to głupie myślenie, ponieważ stało się dokładnie na odwrót. Po prostu tak robić nie wolno, trzeba zawsze pozostawać sobie wiernym, tak że to nie byłam ja.

Ja lubię fuzję stylów, kocham muzykę grupy Clannad, który jest zespołem mojego dzieciństwa. Moje roczniki kochają serial Robin Hoodzie z 1984 roku (przyp. red. "Robin z Sherwood"), w którym zespół Clannad zrobił przepiękną ilustrację muzyczną. Uwielbiam połączenie Clannad, Petera Gabriela, Szostakowicza, Musorgskiego, jeśli chodzi o klasyków. Oczywiście starych soulmanów z lat 60. ze Stanów Zjednoczonych, chorał gregoriański, muzyka flamenco, piosenka poetycka - to wszystko mnie bardzo interesuje.

Już mamy kilka dokończonych piosenek. Mam fantastycznego producenta Tomasza Busławskiego, tak zwanego "Buslava". Mogłabym określić ten projekt jako w gruncie rzeczy elektronikę, ale z elementami nieoczekiwanymi, czyli na przykład gdzieś w utworze pojawiają się riffy gitary heavy metalowej, ale tylko przez momencik. Gdzieś tam w innym utworze pojawia się gitara flamenco, jest pieśń poetycka, a nagle na końcu ja “flamenkuję”.

Bardzo lubię w sztuce coś nieoczywistego, coś co pokazuje, że artysta ma bogate wnętrze, mnie to bardzo jara, a jednocześnie nie lubię mędzących piosenek, więc te utwory są dynamiczne. Musi być beat, musi być atak, musi być coś takiego, co podkręci energię. Oczywiście teksty są mojego autorstwa, ale mam dwa wiersze Tadeusza Gajcy, a reszta jest moja.

Zatem życzę powodzenia i bardzo dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na ZlotePrzeboje.pl!