Lombard szokuje! "Byliśmy narzędziem w rękach władzy" [TYLKO U NAS]
Lombard wydał niedawno nowy singiel pt. "Kameleony", zapowiadający artbook "Lombard 40/40". W rozmowie ze Zloteprzeboje.pl Grzegorz Stróżniak i Marta Cugier zdradzili plany kapeli, ale też rozprawili się z przeszłością. Opowiedzieli o kulisach konfliktu z Małgorzatą Ostrowską i relacjach z Wandą Kwietniewską. Poruszyli także temat tego, jak władze PRL-u próbowały w latach 80. wykorzystywać rockowe grupy do swoich celów, a politycy – już w wolnej Polsce – chcieli zagarnąć hit "Przeżyj to sam" dla siebie.
Lombard od lat 80. i wielkiego hitu "Przeżyj to sam" przeszedł wiele zmian. Trzonem i mózgiem legendarnej formacji od samego początku jest Grzegorz Stróżniak. Kompozytor, wokalista i klawiszowiec od 25 lat tworzy zgrany team z piosenkarką i autorką tekstów, Martą Cugier.
Rozwiąż quiz o Lombard czy Wanda i Banda. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...
W rozmowie z dziennikarką serwisu Zloteprzeboje.pl, Wioletą Wasylów, oboje podkreślili, że mają do zaoferowania o wiele więcej niż sugerują doniesienia medialne! A te skupiają się niemal wyłącznie na starych klasykach grupy i wieloletnim konflikcie z byłą członkinią zespołu, Małgorzatą Ostrowską.
Grzegorz Stróżniak o swoich początkach
Panie Grzegorzu, przygodę z zarobkowym graniem muzyki zaczął Pan jako nastolatek od występów na weselach. Jak wspomina Pan tamto doświadczenie?
Na imprezach rodzinnych, weselach od dziecka spędzałem czas przy orkiestrze. Świat dźwięków mnie fascynował. W podstawówce trafiłem na świetnego nauczyciela muzyki. Graliśmy na różnych instrumentach. Na trąbce zagrałem na Stadionie Miejskim w Poznaniu hymn Lecha Poznań "W górę serca", do którego tekst napisał Andrzej Sobczak, którego chyba przedstawiać nie trzeba. Tłum śpiewał razem ze mną i to bardzo mi się podobało.
W szkole podstawowej założyliśmy z kolegami zespół grający covery. Weekendy spędzaliśmy na imprezach rodzinnych sąsiadów i rodziny. Czasem zarabiałem w weekend więcej niż mój tato pracujący ciężko cały miesiąc. Z czasem graliśmy na tzw. fajfach. Rodzice dostrzegli moją pasję i kupili mi wymarzone pianino Legnica.
Przy nim przepadałem na długie godziny, ucząc się grać i komponując pierwsze piosenki. Głównie do wierszy Leśmiana, Asnyka czy Broniewskiego. Zdarzało się, że pisałem własne teksty. W technikum pocztowo-telekomunikacyjnym grałem w szkolnym zespole prowadzonym przez Panią Barbarę Dachterę. To ona motywowała mnie do komponowania.
Zobacz także: W latach 90. fani śledzili każdy ich krok. Po odejściu Piaska wiele się zmieniło. „Straciliśmy” [WYWIAD]
Współpraca z Krawczykiem. "Kobiety szalały na jego widok"
Zdobywał Pan szlify, udzielając się w wielu projektach. Z kwartetem Vist koncertował Pan z Alex Bandem, Orkiestrą Zbigniewa Górnego, Ewą Bem czy Krzysztofem Krawczykiem. Które z tych doświadczeń najbardziej Pana ukształtowało?
Po technikum pracowałem na poczcie jako licznik. Całymi dniami liczyłem pieniądze. Nie było to zajęcie marzeń, ale w czasach, kiedy nikt nie miał pieniędzy, była to drobna pociecha. Pewnego dnia w 1978 r. przeczytałem w gazecie ogłoszenie o naborze talentów do powstającego przy Estradzie Poznańskiej Studia Sztuki Estradowej. Dostałem się, śpiewając "Dziś prawdziwych Cyganów już nie ma" i własną kompozycję do wiersza "Ze złości" Władysława Broniewskiego.
W szkole pod okiem profesjonalistów uczyliśmy się pracy na scenie. Było kształcenie słuchu, harmonia, rytmika, solfeż, historia muzyki, śpiewanie z akompaniamentem czy w chórze. W moim przypadku też gra na instrumencie, kompozycja i aranżacja. Z czasem z najlepszych wokalistów w studiu stworzono zespół wokalny Vist, który jako chórek towarzyszył gwiazdom podczas koncertów. Najbardziej spektakularne show miał Krzysztof Krawczyk. Był to czas jego największej popularności. Ludzie mdleli na koncertach. Kobiety szalały na jego widok. Po prostu polski Elvis Presley.
Tak powstał Lombard. "Polska ABBA"
W jakich okolicznościach powstał Lombard?
W 1980 r. Aleksander Maliszewski zaproponował Vistowi występ w Opolu z jego piosenką "Dziwny film". W tym samym roku zjawiskowy Maanam wywrócił do góry nogami polską scenę, brawurowo wykonując na festiwalu "Boskie Buenos". Byłem oczarowany.
Po powrocie z Opola zaproponowałem ówczesnemu kierownikowi studia, Andrzejowi Sobczakowi, powstanie grupy rockowej przy Estradzie Poznańskiej. Pomysł mu się bardzo spodobał i przydzielił mi z ramienia instytucji opiekuna projektu, Piotra Niewiarowskiego (1981-1991). Tak stworzyliśmy zespół składający się z muzyków z różnych środowisk.
Charakterystyczną cechą Lombardu, początkowo pod nazwą Skandal, było troje wokalistów: Wanda Kwietniewska (1981-1982), Małgorzata Ostrowska (1981-1991) i ja. Taka trochę rockowa polska ABBA. Skład grupy zmieniał się błyskawicznie. Menadżer początkowo był bardzo pomocny, ale z czasem pomylił role, wtrącał się w sprawy artystyczne i personalne.
Pozbył się Wandy. Wyrzucał każdego, kto zadawał mu trudne pytania lub nie zgadzał się z jego decyzjami. Skłócał nas. Z każdym rozmawiał oddzielnie, by potem wiedzę tę wykorzystać przeciwko nam nawzajem. Z wielu powodów trudno było się z tej relacji wyplątać. W tamtych czasach wszystko zależało od panów w szarych garniturach z czerwoną książeczką.
Dopiero w demokratycznej Polsce, po odejściu Ostrowskiej wraz z jej menadżerem, Niewiarowskim, 33 lata temu, wziąłem sprawy w swoje ręce. Od 1994 r. jestem nie tylko liderem Lombardu, ale też jego menadżerem. Nie jest to łatwe, jednak w 1999 r. poznałem poznańską znakomitą, charyzmatyczną wokalistkę i autorkę tekstów Martę Cugier. Od 25 lat tworzymy niezwykły duet na scenie i w życiu, dzieląc się też menadżerskimi obowiązkami.
Dołączenie Marty Cugier do Lombardu
Jak Pani trafiła do Lombardu?
Grzegorza poznałam prawie 30 lat temu. Kiedy zadzwonił do mnie pierwszy raz, miałam zaledwie 19 lat i zaczynałam studia. Chciałam być dziennikarką polityczną. Śpiewanie traktowałam jako zabawę, hobby. Nie miałam parcia na szkło, popularność, karierę. Od 1994 r Grzegorz szukał wokalistek do nowego muzycznego projektu.
Moi koledzy mnie potajemnie nagrali na koncercie i przekazali mu kasetę. Był rok 1996. W Poznaniu byłam już dość znaną wokalistką. Z najlepszymi muzykami grałam rock, swing, jazz, blues, nawet country. Mocny, zachrypnięty wokal, bezkonfliktowy charakter i radość życia sprawiały, że muzycy lubili ze mną pracować.
Wychodziłam na scenę i publiczność była moja: czy był to mały klub, czy duży festiwal. Grzegorz kilka lat przychodził na moje koncerty. Spotykaliśmy się i dłubaliśmy nowe kawałki, wówczas jeszcze nie dla Lombardu.
W lipcu 1999 r. Małgorzata Ostrowska odeszła z zespołu, po 2 sezonach koncertowych z Lombardem zagranych jako Małgorzata Ostrowska i zespół Lombard – funkcjonujących już jako dwa oddzielne podmioty artystyczne. Grzegorz zapytał mnie wtedy, czy nie chciałabym śpiewać z jego kapelą.
Zgodziłam się bez wahania słowami "spoko może być Lombard". Gdy ostrzegał mnie, że będzie jakiś "gnój", nie wiedziałam kompletnie o co mu chodzi. Śpiewanie nigdy nie było dla mnie wyścigami o nagrody. Dzielenie się z ludźmi emocjami, sercem, duszą… to dla mnie czysta prawda. Mocno się jednak przeliczyłam.
Zderzenie z rzeczywistością. "Nie sądziłam, że mam w sobie tyle siły"
Co się wtedy stało?
Na starcie 21-letnią, uśmiechniętą dziewczynę zaczął okładać "stary dziad" z przyzwoleniem swej podopiecznej i z ogromnym wsparciem jej zagorzałych fanów i żądnych krwi mediów. Ten Pan skłócał też nasz zespół, już z bezpiecznej dla niego odległości, dlatego skład, w którym rozpoczęliśmy pracę, Grzegorz zmienił po kilku latach. Na nauczenie się repertuaru miałam tylko 2 tygodnie i wyruszyliśmy w trasę.
Pierwszy koncert zagraliśmy w Międzyrzecu Podlaskim no i do dzisiaj było ich 1250. Dzięki Lombardowi zwiedziłam Polskę i kawał świata. Poznałam wiele wspaniałych osób, także z pierwszych stron gazet. Pokochałam z wzajemnością Polonię. Są też wspaniali byli muzycy Lombardu z lat 80., na których wsparcie zawsze mogę liczyć. Nagrywamy piosenki, realizujemy muzyczne marzenia. Lombard stał się najważniejszą częścią mojego życia.
Choć droga ta nie jest pozbawiona cierni, to jest całkiem spora grupa ludzi, którzy mnie niosą, dowartościowują i wspierają. Nie pozwalają mi zapomnieć, że jestem wciąż tą wesołą dziewczyną sprzed 25 lat. Kocham ludzi. Dla nich wychodzę na scenę i śpiewam. Oczywiście doczekałam się również hejterów. Zapewniam jednak, że każde złe słowo umacnia mnie i upewnia, że jestem odpowiednią osobą na odpowiednim miejscu. Nie sądziłam, że mam w sobie tyle siły, ale to historia na książkę.
"Miłość do muzyki i do siebie nawzajem"
Tworzycie zgrany team od 25 lat. Co sprawiło, że szybko znaleźliście ze sobą nić porozumienia? Czy miał na to wpływ fakt, że oboje jedne z pierwszych kroków w muzyce stawialiście w big bandach (Vist i Swing Brothers). Nagraliście nawet płytę "Lombard swing" w 2016 r. na 35-lecie zespołu.
Marta Cugier: Miłość potrafi góry przenosić.
Grzegorz Stróżniak: Miłość do muzyki i do siebie nawzajem. Szacunek, zaufanie. Wspólna, ciężka praca, pasja.
Marta Cugier: Wspaniale się uzupełniamy. Ogień i woda. Energia i spokój. Jednocześnie jednak szalone pomysły, które mamy odwagę realizować, tak jak płyta “SWING”, którą absolutnie kochamy. Bo oprócz muzyki Lombardu, rocka, dobrego popu, słuchamy jazzu, bluesa, muzyki klasycznej.
Grzegorz Stróżniak: Mieszkamy również w przepięknym miejscu, które nas wycisza. Pozwala przetrwać najtrudniejsze chwile. Mieszkamy w samym środku lasu we dwoje. Całymi dniami pracujemy z muzyką, grafiką, animacją, teksami. Z zespołem odbywamy próby, nagrywamy, a z przyjaciółmi i rodziną spotykamy się na wielogodzinnych biesiadach.
Marta Cugier: Kochamy ludzi, zwierzęta i przyrodę.
Grzegorz Stróżniak: I amerykańskie samochody.
Marta Cugier: I Grecję.
Grzegorz Stróżniak: Polskę, Polaków i Polonię na całym świecie.
Relacje z Małgorzatą Ostrowską i Wandą Kwietniewską
Tymczasem relacje Pana Grzegorza z dwoma byłymi wokalistkami grupy układają się różnie. Konflikt z Małgorzatą Ostrowską ciągnął się przez wiele lat w sądzie. Dlaczego nie chcecie, by śpiewała piosenki Lombardu? Chodzi o różnice artystyczne lub światopoglądowe między Wami?
Grzegorz Stróżniak: Relacje z Wandą Kwietniewską mamy znakomite. To wokalistka spełniona, która solo odniosła wielki sukces jako Wanda i Banda. Ludzie kochają jej piosenki, ma wiernych fanów. Jest szczęśliwa. To bardzo pozytywna osoba. Od początku naszej współpracy z Martą wspiera nas i ma dobre słowo. To działa też w drugą stronę. Podziwiamy ją i szanujemy. To wciąż ta sama kochana Wanda, którą poznałem w Studiu Sztuki Estradowej. Niewiele osób pamięta, że śpiewała z Lombardem. Cieszę się, że wciąż wspomina naszą współpracę ciepło.
Małgorzata Ostrowska domaga się od nas jakieś szczególnej celebracji, a my chcemy pracować i żyć własnym życiem. Kompletnie nie interesują nas jej poglądy i nie życzymy sobie, by wypowiadała się na temat naszych. Insynuuje też, że jej czegoś zazdrościmy. Zapewniam, że nie mamy czego.
Jej menedżer, od kiedy w Lombardzie pojawiła się Marta, wypuszczał histeryczne oświadczenia, na które musieliśmy reagować, bo trudno przejść obojętnie obok tych półprawd i kłamstw. Jedno z nich głosiło: “Lombard wymazuje Ostrowską z historii”. Jak niby mielibyśmy to zrobić?! Kolejnym hitem było to, że “Ostrowska nie może śpiewać utworów Lombardu”.
To ponury żart. Przecież śpiewa je, o ironio, od początku swojej solowej kariery, na swoich koncertach. Nagrała 3 płyty z piosenkami zespołu, z którego sama odeszła, by robić, jak zapowiadała, własną muzykę “zupełnie inną niż Lombard”.
"Wyciągaliśmy do niej rękę"
Co jest więc największy problemem w Waszych relacjach?
Od 40 lat komponuję utwory dla mojego zespołu i dla fanów. One budują tożsamość mojej grupy. Kiedy więc ktoś nagrywa moje piosenki i zmienia ich formę, harmonię, aranżuje na nowo, to życzę sobie, i mam do tego prawo, by zapytał mnie o zgodę. Tak samo, kiedy chce z tym repertuarem wystąpić np. na jakimś festiwalu. Chciałbym o tym wiedzieć wcześniej, a nie dowiadywać się z mediów.
Apogeum całego zamieszania, które powinno pozostać "kuchnią", był wytoczony mi przez nią proces o coś kompletnie nieistotnego, a co zostało przez media wyniesione do symbolu Świętego Graala. Otóż sąd w Poznaniu pozwolił Ostrowskiej przywrócić pod zarząd ZAIKS pole eksploatacji, które wyłączyłem, za zgodą tegoż samego ZAIKS-u, w zakresie “zwielokrotniania na nośnikach”.
Proces dotyczył 13 piosenek Lombardu, do których Ostrowska napisała teksty, a ja skomponowałem muzykę. Po rozstrzygnięciu tego konfliktu nadal jako kompozytorowi przysługuje mi nadzór autorski i nikt bez mojej zgody nie może ich zmieniać i wydawać. Dodam jeszcze, że wolała dokończyć proces, który mi wytoczyła, niż wspólnie wydać pierwsze płyty Lombardu z okazji 40-lecia zespołu. Natomiast opowiada, że płyty te nie ukazują się z naszej winy...
"Na pewno nie staniemy z Ostrowską na scenie"
Ostatnio w jednym z wywiadów żaliła się, że nie zapraszamy jej do świętowania jubileuszy… Prosiliśmy ją wiele razy o napisanie wspomnień, nagranie filmu czy nagrania audio do audycji. Nigdy tego nie zrobiła. Wanda zawsze jest otwarta i z przyjemnością uczestniczy we wszystkich naszych jubileuszowych projektach.
Po tym wszystkim na pewno nie staniemy z Ostrowską na scenie. Nie ma takich pieniędzy! Myślałem, że po śmierci Niewiarowskiego, którego głównie winiłem za ten stan rzeczy, to się zmieni. Tak się jednak nie stało. Dzisiaj wysłuchujemy z cierpliwością mnicha tybetańskiego kolejnych kłamstw i półprawd na nasz temat.
Wyciągaliśmy rękę wiele razy. Mamy dość zajmowaniem się frustracjami byłej wokalistki. Jesteśmy z Martą wrażliwymi ludźmi. Dzisiaj oczekujemy tylko tego, żeby stawała w prawdzie i ponosiła z godnością konsekwencje podjętych przez siebie decyzji 33 lata temu. Życzymy jej nieustająco powodzenia i hitów na miarę tych, które nagrała z zespołem Lombard.
Tak Lombard stworzył hymn pokoleń
Czy uważa Pan, że pomimo wszystkich zmian personalnych w grupie, jej charakter zachował się do dziś w niezmienionej formie?
Oczywiście, że charakter zespołu został zachowany. Przecież od 1981 r. do dziś komponuję i aranżuję piosenki grupy. Lombard nigdy nie był stylistycznie równy. Nie jestem w stanie zamknąć się w jednym gatunku i udawać, że na przestrzeni lat w muzyce nic się nie zmienia. Lombard zawsze miał szczęście do muzyków i znakomitych wokalistek.
Marta świetnie śpiewa stare hity, dodając swoją wrażliwość i ciepło. W nowych utworach daje siebie, pisze o tym, co jest dla nas ważne. Skład zespołu Lombard to obecnie muzyczna petarda, o czym przekonują się nasi fani, słuchając nowych kawałków czy chodząc licznie na nasze koncerty. Kochamy to, co robimy. Ludzie to czują. Na gitarze gra z nami wirtuoz Łukasz Luki Kulczak, na basie i synth basie wspaniały muzyk Paweł Kosicki, a na perkusji znakomity Maksymilian Mińczykowski.
Hit "Przeżyj to sam" przeszedł długą drogę
Jeden z najbardziej kultowych utworów grupy, "Przeżyj to sam", przeszedł bardzo długą drogę zanim został wydany. Jak to się stało, że kompozycja "Ciche Marzenia" 16-letniego Grzegorza Stróżniaka została po latach wyciągnięta z szuflady i zyskała nowy tekst autorstwa Andrzeja Sobczaka?
Siedząc przy fortepianie Legnica i komponując kolejne piosenki do szkoły, zacząłem sobie nucić tekst: "Każdy ciche ma marzenia, każdy inne, w tym tkwi błąd. Ktoś chce zniszczyć twój ideał, wtedy Ty niszczysz go" i refren: "Tylko sam dojdziesz tam, jeśli chcesz – dojdziesz, wiesz".
Byłem chłopakiem pełnym marzeń o wielkiej scenie. Kiedyś trudno było się na nią dostać bez profesjonalnego wykształcenia czy egzaminów dopuszczających do wykonywania tego zawodu. Nie było talent show. Utwór zaproponowałem zespołowi na pierwszą płytę. Profesjonalny, piękny tekst, “Przeżyj to sam”, oddający ducha czasu, napisał Andrzej Sobczak.
Zespół nie chciał tej piosenki, a może cenzura. Tego nie wiem. Formalnościami zajmował się menadżer. Piosenka jakimś trafem znalazła się na koncertowej, drugiej płycie "Live". Jeszcze większą popularność przyniosło jej zdjęcie z anteny Trójki. Tę prostą piosenkę skomponowaną przez młodego chłopaka, z tekstem poety, do dzisiaj niosą kolejne pokolenia. Pozwoliła mi ona również przeżyć najgorsze chwile w życiu.
Jak zmieniło się znaczenie utworu z tekstem Sobczaka w porównaniu z pierwszym tekstem, który napisał Pan sam, jeszcze jako nastolatek? Czy Sobczak uchwycił Pana pierwotne intencje w swojej wersji?
Może tylko sama idea, że jeśli czegoś się bardzo chce, jeśli się o czymś marzy, należy o to walczyć. Jestem wdzięczny Andrzejowi za ten piękny tekst. Był moim serdecznym przyjacielem. Człowiekiem, na którego wsparcie i pomoc zawsze mogłem liczyć.
Nie wiem, dlaczego napisał dla Lombardu tylko kilka tekstów, a pisał przecież dla Krzysztofa Krawczyka, Eleni, Krystyny Giżowskiej, Ady Rusowicz, Czerwonych Gitar. Był wspaniałym tekściarzem, kabareciarzem. Bardzo nam go brakuje.
a polityczne przepychanki
W 2016 wyrażaliście oburzenie tym, że "Przeżyj to sam" użyto bez Państwa zgody w manifestacjach KOD-u w obronie demokracji. Utrzymywaliście, że ówczesnej sytuacji nie można było w żaden sposób porównywać z tym, co działo się kiedyś w ramach walki "Solidarności" o wolność. Twierdziliście, że te protesty, wbrew założeniom utworu, skłócają i dzielą społeczeństwo. Czy po tym, jak wyglądała sytuacja polityczna w Polsce po 2017 r. nadal uważacie, że łączenie tego utworu z takimi protestami było niczym "kiepski żart"?
Grzegorz Stróżniak: Myślę, że zostało to już wyjaśnione. "Przeżyj to sam" to piosenka ważna dla wielu ludzi o różnych poglądach i światopoglądzie. To utwór bardzo ważny dla bohaterów “Solidarności”, a to środowisko przez ostatnie lata również mocno się podzieliło. Rozumiem, że piosenka ta jest kąskiem dla polityków, ale pod naszą sceną nie ma miejsca na polityczną selekcję.
Chcemy, by każdy czuł się tu dobrze. W demokratycznym kraju nie ma miejsca na jeb**** za poglądy. "Solidarność" wywalczyła dla nas demokrację. Musimy się jeszcze nauczyć tolerancji i szacunku do siebie, pomimo odmiennych poglądów. Nie zgadzamy się na współczesny język debaty publicznej.
W ramach zespołu mamy różne polityczne poglądy, szukamy tego, co nas łączy, a łączy nas na pewno miłość do muzyki. Dlatego też, choć w tekstach piosenek czasem politykujemy, to nigdy nie wskażemy ludziom jak i kogo mają wybierać. Oni wiedzą najlepiej. Mają rozum.
Muzyka a polityka. "Czy to oznacza, że jesteśmy gangsterami?"
Czy uważacie Państwo, że artyści nie powinni angażować się i opowiadać się politycznie, jeśli sytuacja w kraju jest jakkolwiek "stabilna" i mamy jeszcze demokrację?
Marta Cugier: Jeśli będziemy czuć, że dzieje się coś złego, to napiszemy o tym piosenkę. Nie jesteśmy ekspertami od sądownictwa, szkolnictwa, obronności, służby zdrowia... Bardzo podziwiamy tych wszystkich ekspertów od wszystkiego. Mamy swoje poglądy, którymi dzielimy się z niewielkim gronem przyjaciół i znajomych, nie oczekując rozgłosu.
Generalnie "wiem, że nic nie wiem". My, grając naszą muzykę, przeprowadzamy operacje na duszy i sercu. I choć czasem w tekstach padają mocne słowa, to mają ludziom dać do myślenie, a nie być odpowiedzią na wszystkie nurtujące ludzkość pytania. Od ludzi kultury powinno wymagać się również więcej kultury. Mam wrażenie, że o kulturze, szczególnie tej osobistej, ci ludzie chyba ostatnio zapomnieli.
Jak ma się do tego fakt, że w 2005 r. zagraliście parę koncertów na zaproszenie PiS-u, a jakiś czas później – jak stwierdziliście w jednej z rozmów – też dla PO?
Grzegorz Stróżniak: Lombard gra koncerty dla ludzi, dla fanów. Nie mamy w zwyczaju pytać swoich kontrahentów, jakie mają poglądy. Graliśmy również w swojej historii dla jakichś mafiosów. Czy to oznacza, że jesteśmy gangsterami?
Marta Cugier: Bliżej nam do partii z rodowodem "solidarnościowym". Jesteśmy romantycznymi patriotami kochającymi Polskę, nasze zwyczaje i tradycje. Interesuje nas historia, czcimy bohaterów. Co nie stoi w sprzeczności z tym, że jesteśmy otwarci i tolerancyjni. Dużo podróżujemy, zwiedzamy świat, rozmawiamy z ludźmi.
Grzegorz Stróżniak: Poza koncertami komercyjnymi, biletowanymi, większość artystów w Polsce, gra również plenery. W miastach i miasteczkach w Polsce, mamy różne władze. Zastanawia mnie zawsze, czy menedżerowie tych oburzonych artystów tak skrupulatnie sprawdzają, kto rządzi danym miastem. Obawiam się, że liczy się stawka i ridery techniczne. Nie cierpię hipokryzji.
Teksty, które zmieniły polską muzykę
Zanim do zespołu dołączyła Pani Marta, współpracował Pan z wieloma autorami tekstów. Z którym z nich pracowało się Panu najlepiej. I które teksty były najbliższe Pana sercu?
Miałem wielkie szczęście. Do mojej muzyki pisali wspaniali tekściarze, obserwatorzy rzeczywistości, poeci. Marek Dutkiewicz, Jacek Skubikowski i Andrzej Sobczak. Każdy z nich był inny, jednak dla mnie każdy bardzo ważny. Najwięcej tekstów napisał dla nas nieodżałowany Jacek Skubikowski.
Uwielbiam jego poezję. Pisał znakomite teksty. Zanim powstawały, rozmawialiśmy, o czym chciałbym śpiewać. Mam wrażenie, że dzisiaj bardziej je rozumiem i potrafię je docenić. Te teksty pozwoliły nam stworzyć widowisko "Roads to freedom" o historii "Solidarności".
Czy od początku istnienia grupy chciał Pan być poprzez muzykę tak zaangażowany w środowisko "solidarnościowe"?
W latach 80. byliśmy narzędziem w rękach komunistycznej władzy. Nie oszukujmy się, że było inaczej, choć nie miałem wówczas tej świadomości. Mieliśmy być wentylem dla buntu młodych ludzi. Po to też narodził się festiwal w Jarocinie.
Nie dopisuję sobie, jak większość artystów z tamtych lat, karty kombatanta. Natomiast jestem wdzięczny bohaterom "Solidarności" za odwagę i poświęcenie. Za wytrwałość i niestrudzoną długotrwałą walkę. Ci ludzie są dzisiaj po wielu stronach politycznej barykady. No ale taki chyba jest naturalny bieg, o czym przepięknie w "Murach" śpiewał bard "Solidarności", Jacek Kaczmarski.
Dzięki uprzejmości Fundacji Jacka Kaczmarskiego i Pani Alicji Delgas mogliśmy te "Mury" wyśpiewać w rockowej aranżacji. Zaprezentowaliśmy je po raz pierwszy podczas koncertu "100 lat Polsko" w Royal Albert Hall w Londynie. Ludzie lubią tę wersję i często sięgają po nią w streamingu. Dochód z odtworzeń przekazujemy na propagowanie niezwykłej twórczości Kaczmarskiego.
Teraz teksty Lombardu pisze głównie Pani Marta. Czy inspirowała się Pani wcześniejszymi tekstami grupy, by uchwycić ich "klimat"?
Kiedy zaczęłam współpracę z Lombardem, zadzwoniłam do Jacka, Marka i porozmawiałam z nimi o tekstach zespołu. Andrzej był z kolei moim mentorem, więc z nim o tekstach rozmawiałam często. Staram się kontynuować w Lombardzie tradycję tekstów zaangażowanych, poetyckich. Natomiast zdaje sobie sprawę, że nigdy nie dorównam mistrzom. Jestem zaszczycona móc śpiewać tak mądre i piękne w swym przekazie teksty tych znakomitych polskich tekściarzy.
Występy Lombardu, które zmieniły wszystko
Działacie dużo charytatywnie. Dawaliście też koncerty na cześć "Solidarności". Na zaproszenie Międzynarodowego Obozu Sił Pokojowych ONZ śpiewaliście dla polskich żołnierzy na Wzgórzach Golan. Występowaliście w zakładach karnych dla więźniów. Które z tych wydarzeń najbardziej wryły się Wam w pamięć?
Grzegorz Stróżniak: Koncerty "Roads to freedom", szczególnie te dla bohaterów "Solidarności" i ich rodzin, były dla nas niezwykłym przeżyciem. Tu ludzie z widowni rozpoznają się na archiwalnych filmach, śledzą każdy kadr, śmieją się i wzruszają. Te koncerty równie mocno przeżywa Polonia.
Marta Cugier: W związku z tym, że kocham Wojsko Polskie i wszystkie służby mundurowe, doceniając ich ciężką pracę, na zawsze zapamiętam koncert dla sił pokojowych ONZ w Izraelu. Tam rozmawiałam również z żołnierzami izraelskimi i palestyńskimi. Myślę, że nikt, kto tam nie był, nigdy nie zrozumie tego konfliktu. To jest cała fala wzajemnej nienawiści. Nie potrafię stanąć po którejś ze stron.
Po prostu chciałabym, żeby nie było wojen. Nie mogę patrzeć na cierpienie niewinnych ludzi, dzieci. O tym właśnie jest mój tekst "I Say STOP!". Napisaliśmy także utwór dla Ukrainy "Krwawiące serce". W jego powstanie zaangażowało się wiele wspaniałych osób. Zespół męski śpiewu cerkiewnego PARTES czy Arkadiusz Dzielawski, przekazując nam do oprawy graficznej swój obraz realizmu magicznego "Peace for Ukraine".
Grzegorz Stróżniak: Zakłady karne, domy dziecka, warsztaty terapii zajęciowej, szkoły specjalne, domy seniora, hospicja, szpitale to są miejsca, które każdy artysta powinien odwiedzać. Tam uczymy się pokory i szacunku do ludzkiego życia.
Tak wygląda współczesny Lombard
Który ze wspólnych utworów i albumów powstałych po dołączeniu do zespołu Pani Marty uważacie za najbardziej niedoceniony wśród opinii publicznej?
Marta Cugier: Chcielibyśmy dotrzeć do szerszej publiczności z naszymi działaniami. Nie mogę powiedzieć, że jesteśmy niedoceniani. Może nie jesteśmy tak często w mediach, ale była to kwestia naszego wyboru, nie braku zainteresowania naszą twórczością. Dobrze jest nam w miejscu, w którym jesteśmy.
Chcielibyśmy jednak częściej opowiadać o tym, co robimy – a dzieje się u nas bardzo dużo – zamiast mówić o konflikcie z Panią Ostrowską. Kochamy nasze płyty. Bardzo dużo poświęcamy im czasu. Sami je wydajemy. Uczestniczymy w każdym etapie ich powstawania. To zawsze nasza spójna wizja: od muzyki po grafikę płyty, aż po oprawę multimedialną koncertów.
Grzegorz Stróżniak: Byłoby miło móc czasem usłyszeć w radiach nasze współczesne utwory. Czy na festiwalach móc zagrać coś więcej niż "Przeżyj to sam" lub "Szklaną pogodę". Nie ścigamy się z hitami z lat 80. To niemożliwe móc przebić ich popularność. Ludzie śpiewają je 43 lata. Zawsze brakuje nam możliwości mówienia o muzyce. Takiego zwykłego dziennikarskiego zainteresowania tym, co się u nas dzieje. Dlatego dziękujemy Pani za tak mądre pytania, na które z przyjemnością odpowiedzieliśmy.
Lombard - nowości od słynnej grupy
Co teraz macie w zanadrzu dla fanów? Czy można liczyć na to, że będziecie nieco częściej na afiszach?
Grzegorz Stróżniak: Lombard z afiszy nigdy nie zniknął. Koncertujemy, nagrywamy, działamy 24h. Obecnie trwa letni sezon koncertowy. Odwiedzimy 20 miast, miasteczek, wsi. Nie mieszkamy w Warszawie i, jak to mówią nasi znajomi dziennikarze, to stanowi pewien problem. Nie umiemy też przepychać się łokciami. Na ściankach czujemy się jak w obcej galaktyce. Próbowaliśmy. To zdecydowanie nie nasz żywioł. Mamy grono swoich wiernych fanów.
Na przełomie września i października wydamy nasz artbook "LOMBARD 40/40" Obecnie promujemy utwór "Kamelony", za chwilę kolejne single. W październiku rusza nasza trasa koncertowa promująca to niezwykłe wydawnictwo. W nim oprócz 40 utworów Lombardu nagranych na nowo i premierowych piosenek, znajdą się obrazy realizmu magicznego Arkadiusza Dzielawskiego.
To dzieła ilustrujące teksty, analiza twórczości z elementami biografii autorstwa Jakuba Kozłowskiego czy przepiękne czarno-białe fotografie Anny Pawelczak. "Lombard 40/40" realizujemy wspólnie z naszymi znakomitym zespołem i współpracownikami już 3 lata.
Nie zabrakło problemów, ale wszystko robimy sami, więc nasi fani muszą uzbroić się w cierpliwość. Realizatorem płyty jest Łukasz Migdalski. Obecnie jesteśmy w ferworze pracy, bo trwają właśnie ostatnie szlify zgrań. Cieszę się, że w tych wszystkich działaniach pomagać nam będzie Tomasz Andree i jego Independent Music Market. Trzymajcie za nas kciuki. Teraz jak nigdy potrzebujemy wsparcia dobrych ludzi.
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na zloteprzeboje.pl!