Polacy wracają z płonącej Grecji. Wśród nich celebryci. "Nikt im nie udzielił pomocy"
Wielkie upały w Grecji nie mają końca, a wraz z nimi pojawił się niszczycielski ogień. Władze greckich wysp otwierają centrum pomocy dla turystów, którzy próbują wydostać się z płonącego kraju. Wśród nich znalazł się także Rafał Maślak wraz z rodziną.
Resort spraw zagranicznych Grecji podjął współpracę z ambasadami. Otworzyli oni w minioną niedzielę (24 lipca) centrum pomocy dla zagranicznych turystów. Znajduje się ono na lotnisku na Rodos i ma za zadanie ułatwić wylot cudzoziemców z ogarniętej pożarem wyspy. Niektórzy z nich uciekając przed wielkim ogniem, stracili bowiem swoje dokumenty i bilety.
Zobacz także: Internauci drżą o Britney Spears. Ich zdaniem gwiazda nie żyje
Ewakuacja: loty nie zostały wstrzymane
Linie lotnicze Ryanair poinformowały, że nie wstrzymały połączeń z Rodos. Ogłosiły także, że osoby wylatujące z wyspy nadal mogą się posługiwać tymczasowymi dokumentami, tymi wydanymi przez grecką policję.
Na ulicach gromadzą się nadal duże grupy osób oczekujących na przewiezienie ich do bezpiecznych miejsc. Nie ma na razie informacji o ofiarach śmiertelnych pożarów - podaje Agencja Reutera.
Zobacz także: Zakazali śpiewania hitowej „Delilah”. Tom Jones protestuje
Korfu w ogniu
Kolejnym miejscem w Grecji, które padło ofiarą gigantycznych pożarów, jest wyspa Korfu. Według relacji polskich mieszkańców miasta Saranda, położonego na drugiej stronie zatoki Morza Jońskiego w Albanii, z ich miasta widać ogromną łunę ognia.
Byliśmy przy granicy greckiej około godziny 19 i jeszcze nic nie było widać. Kiedy jednak dojechałam do domu w Sarandzie, zauważyłam, że Korfu już płonie - powiedziała mieszkanka wyspy, Anna Chlebus w rozmowie z Wirtualną Polską.
Odległość między Sarandą a grecką wyspą Korfu wynosi zaledwie kilkanaście kilometrów. Kiedy zapadł zmrok, stało się jasne, jak poważna jest sytuacja na wyspie. - Widać ogromną łunę. W powietrzu panuje duchota i czuć delikatny swąd - dodał pan Arkadiusz, który ma swoją kawiarnię "Polonia Coffee House" w Sarandzie.
Zobacz także: Córka Wiśniewskiego szczerze o ojcu. „Mniej znany celebryta”
Rafał Maślak utknął w Grecji
Rafał Maślak spędzał wraz z żoną Kamilą ostatnie dni na wakacjach w Grecji. Ich pobyt na wyspie powoli dobiegał końca. Dotarli nawet na pokład samolotu, który miał lecieć do Polski. Sytuacja zmusiła ich jednak, aby zostali w kraju przez awarię maszyny.
Jakaś awaria ze skrzydłem. Naprawiają, a my siedzimy już 40 minut w samolocie - napisał Rafał Maślak na swoim Instagramie.
Niedługo potem na jego profilu pojawił się kolejny wpis, z którego wynikało, że ich lot zostanie najpewniej odwołany.
Drama w samolocie. Prawdopodobnie lot się nie odbędzie. Nie mogą usunąć usterki. Ciekawy jestem, co dalej w tej sytuacji - dodał celebryta.
Komentarz Rafała okazał się proroczy i musieli oni pozostać w kraju. Co więcej, nikt nie zaproponował im pomocy i wsparcia w tej trudnej sytuacji. Para musiała przeczekać do kolejnego dnia, drżąc o swoje życie.
Odwołali lot. Zostaliśmy zostawieni sami sobie. Jedyna opcja, żeby wrócić to jutro samolot do Poznania, który musieliśmy kupić. Teraz na szybko znaleźliśmy hotel. Na wszystko bierzemy rachunki. Szkoda mi tych rodzin z dziećmi, którzy podobnie jak my zostali na lotnisku - napisał rozżalony Maślak.
Wśród pozostałych pasażerów byli także inni Polacy wraz z dziećmi. Rafał Maślak podsumował sytuację w wylewnym wpisie.
Dostałem info od innych Polaków, którzy zostali na lotnisku. Nikt im nie udzielił żadnej pomocy, są nadal z dziećmi na lotnisku bez gwarancji, że ktoś im zwróci koszty za ewentualny hotel. Dostaliśmy info, że powrót jutro po 14-tej. Co w takim razie mają zrobić do tego czasu? Hit - denerwował się Rafał Maślak w zamieszczonej przez siebie relacji na Instagramie.
Zobacz także: To sprzedaje Piotr Rubik przed wyjazdem do USA. Cena zwala z nóg