Włącz radio

Film o wartości 20 milionów dolarów zaczął kręcić bez pozwolenia

3 min. czytania
07.10.2026 14:50
Obserwuj nas na Google

W 2006 roku Clint Eastwood rozpoczął zdjęcia do filmu, który... formalnie nie miał jeszcze zgody od wytwórni. Chodzi o "Listy z Iwo Jimy", wojenny dramat, który później okazał się jednym z największych sukcesów w jego reżyserskiej karierze.

Clint Eastwood
fot. Canadian Film Centre / Wikimedia Commons / CC-BY-2.0
  • Clint Eastwood to jeden z najbardziej cenionych reżyserów i aktorów w historii kina.
  • W 2006 roku reżyser bez zgody studia zaczął kręcić "Listy z Iwo Jimy".
  • Dziś produkcja uchodzi za jedno z najciekawszych dzieł wojennych XXI wieku.

Clint Eastwood od dekad uchodził za twórcę, któremu w Hollywood wolno było więcej niż innym. Zdobył cztery Oscary, odnosił sukcesy zarówno jako aktor, jak i reżyser, a jego nazwisko stało się synonimem filmowej klasy. Nic więc dziwnego, że kiedy podczas pracy nad jednym projektem wpadł na pomysł kolejnego, nie miał zamiaru długo czekać i... zaczął kręcić film bez wiedzy wytwórni.

Rozwiąż quiz. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...

Quiz: Quiz. Największe hity Hollywood. Rozpoznaj je po jednym kadrze!

1/20 Ten kadr pochodzi z filmu:

Jak Clint Eastwood zaczął kręcić film za 20 mln dolarów bez zgody studia

W sierpniu 2005 roku Clint Eastwood rozpoczął realizację filmu "Sztandar chwały", który opowiadał o bitwie o Iwo Jimę z amerykańskiej perspektywy. W trakcie przygotowań zaczął jednak zgłębiać relacje japońskich żołnierzy i zainteresował się tym, jak te same wydarzenia wyglądały po drugiej stronie frontu. Wtedy narodziła się idea stworzenia filmu pokazującego bitwę oczami Japończyków.

Redakcja poleca

Pomysł szybko zaczął nabierać kształtów. Eastwood nie chciał jednak czekać na formalności. Gdy pracował nad "Sztandarem chwały", niemal równolegle przystąpił do realizacji "Listów z Iwo Jimy". Problem polegał na tym, że studio Warner Bros, dla którego tworzył ten pierwszy film, nie wydało jeszcze oficjalnej zgody na produkcję kolejnego...

Niewiarygodne posunięcie, które zakończyło się sukcesem

Jak po latach opowiadał reżyser, sytuacja bywała bardzo skomplikowana, ponieważ część scen kręcono z myślą o projekcie, który formalnie jeszcze nie istniał.

Jedno wydarzenie pociągnęło za sobą kolejne, więc kiedy pojechałem na Islandię, żeby nakręcić "Sztandar chwały" miałem ze sobą inny scenariusz, zatytułowany "Listy z Iwo Jimy". To było bardzo mylące, bo kiedy tam kręciliśmy, mówiłem kierownikowi scenariusza: "Ta scena, właśnie ją kręcimy, to jest do drugiego filmu. Po prostu nazwij ją drugim filmem i nie rób żadnych uwag, bo jeszcze nie podpisaliśmy na nią umowy" - wspominał Eastwood po latach w "Far Out Magazine".

Budżet "Listów z Iwo Jimy" wyniósł około 20 milionów dolarów, a rozpoczęcie zdjęć bez ostatecznej akceptacji wytwórni mogło zakończyć się poważnymi problemami. Eastwood był jednak przekonany, że projekt ostatecznie zostanie zaakceptowany.

Redakcja poleca

Po ponad trzech dekadach współpracy z Warner Bros miał za sobą wiele kasowych i artystycznych sukcesów, dlatego ufał, że studio nie odrzuci jego wizji. Jak się później okazało, przypuszczania Clinta Eastwooda okazały się słuszne.

Oglądaj

Nieoczekiwany sukces i kolejna nominacja do Oscara

"Listy z Iwo Jimy" nie tylko otrzymały oficjalne wsparcie, ale również zostały znakomicie przyjęte przez krytyków. Co więcej, film zebrały lepsze recenzje niż "Sztandar chwały". Na tym jednak nie koniec sukcesów.

Redakcja poleca

Realizowana "na boku" produkcja osiągnęła wyższe wpływy z kin i przyniosła Eastwoodowi kolejne nominacje do Oscara za najlepszy film oraz najlepszą reżyserię. Dziś produkcja uchodzi także za jedno z najciekawszych dzieł wojennych XXI wieku.

Źródło: ZlotePrzeboje.pl, faroutmagazine.co.uk,