Włącz radio

To pokazał mi film "Mniej obcy". Jest dobry, choć liczyłam na więcej

4 min. czytania
05.10.2026 11:02
Obserwuj nas na Google

"Mniej obcy" – film o legendzie polskiej sceny, Janie Borysewiczu, a także jednym z najsłynniejszych rodzimych zespołów, Lady Pank. Produkcja dobra, poprawna, z wartką akcją, która pokazuje nam najważniejsze wątki z życia założyciela Lady Pank. Czy gitarzysta rzeczywiście staje się po seansie "mniej obcy"? Recenzja filmu.

Recenzja filmu
fot. kadr z filmu "Mniej obcy"
  • "Mniej obcy" to filmy, który mówi o historii Jana Borysewicza.
  • Produkcja pokazuje nieznane losy założyciela Lady Pank.
  • Film brał udział w walce o Złote Lwy na 51. FPFF w Gdyni.

"Mniej obcy" Kristoffera Rusa – szwedzkiego reżysera, którego widzowie mogą kojarzyć m.in. z serii "Za duży na bajki" – to inspirowana prawdziwymi wydarzeniami opowieść o Janie Borysewiczu, gitarzyście i współzałożycielu zespołu Lady Pank. Film pokazuje jego drogę od młodzieńczych fascynacji muzyką do statusu jednej z największych gwiazd polskiego rocka. Nie jest to jednak tylko historia o sukcesie.

Twórcy skupiają się także na prywatnym życiu Borysewicza, rodzinnych tragediach, osobistych kryzysach oraz cenie, jaką przyszło mu zapłacić za karierę i życie podporządkowane muzyce. Na tle schyłkowego PRL rock staje się symbolem wolności, buntu i ucieczki od szarej rzeczywistości.

Jan Borysewicz faktycznie "Mniej obcy"? Taki jest film Kristoffera Rusa

W filmie "Mniej obcy" Jana Borysewicza (w tej roli Mikołaj Bukrewicz, po raz pierwszy na ekranie) poznajemy, kiedy ten jest jeszcze dzieckiem. Niesfornym rzecz jasna. Chłopiec, który buntuje się przed wszystkimi i wszystkim potrzebuje nieco ogłady. Tym, czym zdaje się dawać mu wewnętrzny spokój, jest muzyka – równie niepokorna, jak on sam.

Redakcja poleca

W miarę jak fabuła się rozwija, poznajemy Jana Borysewicza od strony, jaką nie każdy znał. "Mniej obcy" nie jest typowym filmem o zespole Lady Pank ani klasyczną historią rockowego sukcesu. To przede wszystkim portret człowieka, który dzięki ogromnej determinacji spełnił swoje marzenie o muzyce, ale jednocześnie przez wiele lat zmagał się z własnymi słabościami, trudnymi doświadczeniami i konsekwencjami życiowych wyborów. W centrum opowieści znajduje się Jan Borysewicz, pokazany nie jako pomnikowa legenda polskiego rocka, lecz jako artysta pełen sprzeczności.

"Jesteś idolem, wielbi cię tłum". Odhaczone elementy z życia czy fantazja reżysera?

Warto zaznaczyć, że historia jest nie tylko biografią artysty, a filmem inspirowanym jego życiem, co pozwala reżyserowi na uzupełnianie fabuły wedle własnych zasad. Film wykorzystuje historię narodzin Lady Pank jako tło dla bardziej osobistej opowieści. Obok muzyki, koncertów i drogi na szczyt pojawiają się rodzinne tragedie, konflikty, bunt wobec otaczającej rzeczywistości oraz pytania o cenę sukcesu.

Redakcja poleca

Twórcy starają się pokazać, że za wielkimi przebojami kryła się znacznie bardziej złożona historia człowieka, niż mogłoby się wydawać. Z produkcji Kristoffera Rusa wyłania się obraz filmu ambitnego, ale nierównego. Godne uznania są przede wszystkim muzyka, klimat, a także aktorstwo. Mikołaj Bukrewicz jako Jan Borysewicz, Patryk Pietrzak jako Andrzej Mogielnicki czy Marcel Barra w roli Janusza Panasewicza idealnie dopełniają się na ekranie.

Ścieżka dźwiękowa pomaga budować klimat epoki i oddaje energię polskiego rocka lat 80. Przecież fascynacja rockiem staje się dla bohatera czymś więcej niż hobby. Nie dziwi więc fakt, że muzyka, podobnie jak przed laty, jest w "Mniej obcym" symbolem wolności, sposobem wyrażania buntu i próbą wyrwania się z ograniczeń rzeczywistości PRL.

Oglądaj

Rozmowa z Bogiem, muzyka i wewnętrzne rozterki

Filmowi nie brak jednak kilku potknięć. Scenariusz zbyt często tłumaczy widzowi emocje bohatera i momentami gubi tempo opowieści. Mimo że film próbuje zajrzeć pod powierzchnię legendy i pokazać człowieka stojącego za sukcesem Lady Pank, momentami zdaje się jedynie odhaczać kolejne punkty z życia artysty.

"Mniej obcy" pokazuje rozmowę Jana Borysewicza z Bogiem. Nie są to jednak religijne kazania, lecz raczej osobiste rozważania i próba zmierzenia się z własnym życiem, błędami czy sukcesami. Artysta sam jest narratorem swojej opowieści, co niekiedy odbiera przyjemność z seansu. Widz sam mógłby się domyślić, interpretować, poczuć. Zamiast tego wyręcza go głos z voice overu.

Redakcja poleca

Rozumiem, że twórcy wykorzystali ten zabieg, aby pokazać wewnętrzny świat bohatera. Dzięki temu film nie koncentruje się wyłącznie na muzyce i historii Lady Pank, ale również na pytaniach o sens cierpienia, odpowiedzialność za własne wybory i cenę sukcesu. Nie mniej, zabrało to nieco pole do osobistej interpretacji widza.

Więcej buntu, mniej dramatu

Czy warto obejrzeć film Kristoffera Rusa? Po seansie, Jan Borysewicz faktycznie stał się dla mnie nieco "mniej obcy". Film poprawny i dobry, choć spodziewałam się, że będzie nieco bardziej buntowniczy, niepokorny? Taki, jaka była, jest i na zawsze będzie muzyka Lady Pank. Dzięki seansowi spojrzałam z innej perspektywy nie tylko na artystę, ale także na piosenki zespołu. Te mają niekiedy drugie, trzecie, a nawet czwarte dno.

Film "Mniej obcy" od 7 października dostępny będzie na platformie Netflix. Ciekawy zabieg, jak na produkcję, która brała udział w walce o Złote Lwy w tegorocznym, 51 Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni.

Oglądaj

Źródło: ZlotePrzeboje.pl