Viki Gabor była o krok od śmierci. Nie do wiary, kto ją uratował!
Viki Gabor to jedna z najbardziej popularnych i utalentowanych piosenkarek młodego pokolenia. Niedawno nastolatka udzieliła wywiadu, w którym zwierzyła się z traumatycznego wydarzenia z dzieciństwa. Omal nie umarła!
Viki Gabor niedawno udzieliła wywiadu portalowi Plejada, w którym podzieliła się m.in. przerażającym wspomnieniem z dzieciństwa. Piosenkarka wyjawiła, że jako mała dziewczynka znalazła się w sytuacji zagrażającej jej zdrowiu, a nawet – życiu!
Rozwiąż quiz o kultowych amerykańskich serialach. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem…
Viki Gabor opowiedziała o traumie z dzieciństwa
Jak relacjonowała Viki Gabor – której z kolei tę historię opowiedziała mama – do niebezpiecznego zdarzenia doszło, gdy całą rodziną przebywali na działce. Ona sama bawiła się z siostrą w piaskownicy. Nieopodal znajdowała się buda, gdzie drzemał pies rasy owczarek kaukaski.
Kiedy byłam malutka, byliśmy na działce, mieliśmy wtedy dużego pieska, owczarka kaukaskiego – on był strasznie mądry. Bawiłam się w piaskownicy z moją siostrą. Tę historię opowiadała mi moja mama – opowiadała w wywiadzie Viki Gabor (Plejada).
Zobacz także: To Roksana Węgiel dostała od Kevina Mgleja. Romantyzm aż kipi!
W pewnym momencie pies rodziny Viki Gabor zaczął się dziwnie zachowywać. Ku przerażeniu mamy piosenkarki, czworonóg zerwał się z budy, po czym zaczął biec w kierunku bawiącej się dziewczynki. Wyglądało na to, że zwierzę szykuje się do ataku na dziecko, czemu kobieta rozpaczliwie usiłowała zapobiec.
Pies był zamknięty w budzie i nagle zaczął do mnie szybko biec. Mama myślała, że on mi coś zrobi. Krzyczała do tego psa: "Zostaw, zostaw" – relacjonowałą Gabor (Plejada).
Pies jednak nie posłuchał opiekunki i dalej biegł w stronę Viki Gabor. Czworonóg nie zrobił jednak dziewczynce krzywdy, wręcz przeciwnie – uratował jej życie! Okazało się bowiem, że zaraz za Viki pełzała żmija, którą owczarek złapał i zabrał jak najdalej od niedoszłej ofiary. Później mama piosenkarki dowiedziała się od weterynarza, że jad tego gatunku był na tyle silny, by zabić człowieka.
Za mną była jadowita żmija, wąż. On ją skubany wziął, złapał i położył na ziemię. Uratował mnie. Mama mówiła, że jak poszli weterynarza, to wtedy jej powiedziano, że jakby mnie dziabnęła, to byłoby już po mnie. Jedno dziabnięcie i już nie żyjesz – parę sekund. Ten pies mnie w ogóle cały czas ratował – podsumowała Viki Gabor (Plejada).
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na zloteprzeboje.pl!