advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
Włącz radio

Wardejn w szokującym wyznaniu. Gwiazdor "Kogla Mogla" otrzymał akt zgonu

3 min. czytania
26.01.2024 14:21
Zareaguj Reakcja

W wieku 16 lat, Zdzisław Wardejn, przypadkowo znalazł się w nieodpowiednim miejscu i o złej porze. Zapoczątkowało to lawinę przykrych zdarzeń, których odkręcenie zajęło aktorowi aż 2,5 miesiąca.

|
fot. Zdzisław Wardejn uwikłał się we wstrząsającą historię. MądryGeniusz/Wikimedia/CC-BY-SA-4.0, kadr z filmu 'Kogel Mogel'

Zdzisław Wardejn to niezwykle znany i lubiany aktor. Niewielu wie, że w młodości, aktor uwikłał się we wstrząsającą sytuację. Okazało się bowiem, że uznano go za zmarłego i rodzina wyprawiła mu... pogrzeb za życia.

TOP 500 Radia Złote Przeboje. Kliknij tutaj, oddaj głos na ulubioną piosenkę i zgarnij nagrodę!

Zdzisław Wardejn w szczerym wyznaniu. Uśmiercono go za życia

Zdzisław Wardejn zyskał największą rozpoznawalność, dzięki roli sympatycznego i nieco rubasznego docenta, Mariana Wolańskiego, w filmowej serii "Kogel-mogel". W komedii "Och, Karol" wcielił się w postać Romana Dolnego, a w "Komedii małżeńskiej" Romana Załuskiego, w Remka. Mogliśmy podziwiać jego aktorski kunszt także w serialu "Plebania", gdzie zagrał Norberta Borosiuka.

W 1956 roku 16-letni Zdzisław Wardejn, postanowił wybrać się na spacer. Wyszedł z domu w trakcie, kiedy na ulicach miała miejsce demonstracja tramwajarzy. Choć nie zamierzał brać udziału w strajkach Poznańskiego Czerwca, zatrzymała go milicja.

Do tłumu dołączali przechodnie, wśród których i ja się znajdowałem - wyznał w 2005 roku, w rozmowie z "TeleTygodniem".Nie było już szkoły, miałem dużo wolnego czasu i byłem ciekaw, co dzieje się na ulicach miasta. Nie brałem aktywnego udziału w tych demonstracjach. Po prostu stałem w tłumie. W nocy w końcu postanowiłem wrócić do domu. Nie wiedziałem jednak, że cały teren wokół był obstawiony przez wojsko. Podszedł do mnie mówiący po rosyjsku żołnierz w polskim mundurze i mnie złapał - powiedział Zdzisław Wardejn w rozmowie z Plejadą.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo…

Zobacz także: Halina Frąckowiak zalała się łzami. Ten występ doprowadził trenerkę „The Voice Senior” do płaczu

Rodzina uznała go za zmarłego. Odprawiono mu pogrzeb

Tego dnia, w Poznaniu zamordowano młodego mężczyznę. Matka Wardejna była pewna, że nieszczęśnikiem, który zginął, był jej syn.

Znalazłem się w niewłaściwym miejscu, w niewłaściwym czasie. Zabrano mnie na przesłuchanie. Po trzech dniach mnie jednak wypuszczono. Miałem wtedy zaledwie 16 lat, więc byłem marnym kandydatem do procesu. Na nic bym im się nie przydał - wyznał w tym samym wywiadzie.

Kiedy milicja zdecydowała się wypuścić Wardejna z aresztu, ten zdecydował się natychmiast wrócić do domu. Widok, który zastał na miejscu, ogromnie go zaskoczył. Okazało się, że pod jego nieobecność, uznano go za zmarłego. Rodzina zdecydowała się wyprawić mu pogrzeb.

Na początku nikt nie chciał otworzyć mi furtki. Zapadł już zmrok, więc dopytywali, czy to na pewno ja. W końcu podszedł do mnie ojciec chrzestny, zaczął płakać i mnie przytulać. Zupełnie nie wiedziałem, o co mu chodzi. Myślałem, że albo zwrócono majątki rodzinne, albo ustrój w kraju się zmienił. (...) Wszedłem do domu i zobaczyłem oparty o wazon swój portret z czarną przepaską, a obok pięć moich aktów zgonu. To była stypa po moim pogrzebie. Okazało się, że po tym, jak nie wróciłem na noc, mama zaczęła mnie szukać w szpitalach i kostnicach - wyznał Wardejn redaktorowi Plejady.

Zobacz także: Widzowie „The Voice Senior” rozgoryczeni. Chcą zmiany trenerów

Po powrocie do domu, Zdzisław Wardejn, zobaczył własny akt zgonu. Było to dla niego wyjątkowo traumatyczne przeżycie. Okazało się, że mężczyzna, który zginął podczas Poznańskiego Czerwca, został postrzelony w głowę. Zabandażowana twarz utrudniała jego identyfikację, co zmyliło rodzinę gwiazdora "Kogla Mogla". Choć 16-latkowi udało się unieważnić sądownie akt zgonu, zajęło mu to ponad dwa miesiące. Artysta wyznał później, że w pewnym sensie, przez cały ten czas "nie żył".

Przez dwa i pół miesiąca z prawnego punktu widzenia byłem nieżywy. Musiała odbyć się sądowa rozprawa, na której zakwestionowano moje akty zgonu. Dopiero po niej oficjalnie zostałem przywrócony do życia - dodał wstrząśnięty.

Zobacz także: Kostek Yoriadis ostro o Kasi Kowalskiej. „Tego jej nie wybaczę do końca życia”