Zbieractwo to choroba, która niszczy życie. "Stoi za nią duże cierpienie"
Zbieractwo to problem poważniejszy niż może się wydawać. Czy zawsze nadmiarowe nabywanie produktów jest zbieractwem? Czym różni się ono od kolekcjonerstwa? Wszelkie wątpliwości rozwiała w rozmowie z nami psycholożka Natalia Harasimowicz z Uniwersytetu SWPS.
W słowniku PWN "zbieractwo" widnieje jako "kolekcjonowanie czegoś". Jednak – jak zauważyła w rozmowie ze ZlotePrzeboje.pl psycholożka Natalia Harasimowicz z Uniwersytetu SWPS – w świecie nauki to dwie zupełnie odmienne rzeczy.
Nasza rozmówczyni tłumaczyła, że kolekcjonowania "nie klasyfikuje się jako choroby" oraz "wiąże się ono zwykle z przyjemnymi emocjami i wynika z zainteresowania". Dodała też, że kolekcjonerzy "dbają o swoje kolekcje". Z kolei zbieractwo to w wielu przypadkach odwrotność tego. Jednak czy zawsze? I czym ono w zasadzie jest?
Zbieractwo i jego rodzaje
Wioleta Wasylów, dziennikarka serwisu ZłotePrzeboje.pl: Czym w istocie jest zbieractwo?
Psycholożka Natalia Harasimowicz: Klasyfikujemy je jako zaburzenie psychiczne. W międzynarodowej klasyfikacji DSM-V jest wymienione pod hasłem zaburzenie zbieractwa, często używa się także nazwy syllogomania. W zbieractwie rzeczy zwykle nie są kategoryzowane w sposób związany z zainteresowaniami. Są to rzeczy, których po prostu trudno się pozbyć, które mogą się przydać. Ich branie wynika z impulsu, przymusu, zaspokajania lęku. Wydają się niezbędne, ale zbieracze nie wracają do nich, gdzieś je zakopują. Są też dwie nieoficjalne kategorie: zbieranie rzeczy albo zwierząt. Zbieractwo zwierząt występuje i jest poważnym problemem.
Rozumiem, że chodzi o sytuacje, w których ktoś ma za dużo zwierząt, przyjmuje nowe i te w niekontrolowany sposób się rozmnażają?
Tak. Tak jak było prawdopodobnie u Violetty Villas czy Brigitte Bardot. To sytuacje, w których przygarniamy nadmierną liczbę zwierząt, pomimo braku możliwości lokalowych, finansowych, żywieniowych w zakresie opieki nad nimi. Te zwierzęta stają się zaniedbane, stresują się, dziczeją, często rozmnażają się w niekontrolowany sposób.
Przypominam sobie państwa chorych na schizofrenię, którzy mieszkali w małej kawalerce i w końcu zaczęli trzymać zwierzęta też na korytarzu. Sąsiedzi wzywali straż miejską, a ta pouczyła tych państwa. Nie wiem, jak to się skończyło. Sąsiedzi chyba pozabierali zwierzęta. Natomiast nie udało się namówić tych osób do leczenia.
Zobacz także: Blaski i cienie kolekcjonerstwa. „Trzeba mieć silną psychikę”
Skąd bierze się zbieractwo?
Czy były jakieś badania dotyczące psychologicznego podłoża zbieractwa?
Jedna z hipotez ustawiała zbieractwo w kręgu zaburzeń obsesyjno-kompulsyjnych, związanych z problemem nadmiernej kontroli. Ten problem jest trochę neuronalny. U osób, które mają te zaburzenia, inaczej funkcjonuje kilka obszarów mózgu, m.in. obszar kory przedczołowej. Wyobraźmy sobie, że do mózgu zbieracza dostaje się zbyt dużo informacji, następuje ich niedostateczna selekcja. Przez to pojawia się trudność z podejmowaniem spontanicznych decyzji i ponoszeniem ryzyka. Te osoby na tyle silnie odczuwają lęk przed podjęciem ryzyka, że 1 proc. ryzyka odczuwają jak 100 proc. Mają więc duże trudności z wyrzucaniem rzeczy. Wiąże się to u nich z dużym lękiem. Kojarzę pana, który zemdlał, gdy zaczęto mu sprzątać garaż. To jest tak silne fizjologicznie.
Inne teorie psychologiczne mówią o traumie, przez którą takiej osobie trudno było uporządkować codzienność i odnalazła chwilowy spokój w zbieraniu. Zbieractwo występuje też częściej w podeszłym wieku. Wtedy motywacją są często wątki sentymentalne. Na starość mózg także się zmienia. Występują pewne deficyty hamowania, selektywności informacji. Te osoby mają trudność z tym, żeby przestać zbierać. Więc to krąg obsesyjno-kompulsyjny.
Można widzieć zbieractwo jako zaburzenie kontroli impulsów. Biorę coś do domu, bo czuję silny impuls, nie wyhamowuję go. Nie zgadzam się na wyrzucenie tego, ale właściwie nie wiem, co mam w domu. Takie osoby mają np. dużo nowych ubrań, jeszcze z metkami. Jak im się próbuje posprzątać, dopiero wtedy widzą te wszystkie rzeczy ponownie i mówią, że wszystko jest ważne.
Zbieracze często mówią, że rzeczy, które inni chcą im wyrzucać, mają wartość sentymentalną.
Mogą mieć wartość sentymentalną. Bardziej osoby starsze będą zbierać w ten sposób, bo np. jest jakaś pamiątka po córce. Albo osoby po traumie. Czyli nie wyrzucę żadnej rzeczy, która kojarzy mi się ze zmarłym dzieckiem. Generalnie te osoby będą bardzo racjonalizować. Dla nich wyrzucanie czegoś wiąże się z silnym stresem. Więc jednym z argumentów jest sentyment. Ale z tego, co wiem, najczęstszym argumentem jest to, że coś może się jeszcze przydać, że można to jeszcze komuś oddać, że to po coś jest.
Do czego może prowadzić zbieractwo?
Do znacznego ograniczenia przestrzeni życiowej, izolacji społecznej, zaniedbania higieny, wzrostu i utrwalenia zaburzeń lękowych. W najgorszym razie dochodzi też do zagrożenia biologicznego lub nawet eksmisji. Dom może stać się źródłem zagrożenia dla nich i dla innych, np. sterty gazet mogą się zapalić. Raz byłam w domu osoby mającej taki problem, gdzie rzeczy było na tyle dużo, że utworzyły się między nimi korytarze, prowadzące do poszczególnych pomieszczeń. Na stole też było pełno rzeczy. Więc trudno być blisko takiej osoby. Zbieracze przeważnie izolują się od innych, a inni od nich. W ich mieszkaniach często źle pachnie, są one zawalone i zalęgają się w nich myszy oraz robaki. Zbieracze mogą zachorować albo ulec wypadkowi.
Czy zbieractwo też może przypominać kolekcjonerstwo?
Jak najbardziej. Granice, jak to w psychologii bywa, są płynne. Są osoby w USA, które zbierają gazetki z promocjami. Potem cała rodzina wycina te kupony, idzie do sklepu, kupuje wszystko z nich i prawie nic nie płaci. Z jednej strony teoretycznie to sensowne zachowanie, a z drugiej to nadmiarowe nabywanie produktów niepotrzebnych, których nie da się zużyć, bo np. nie zużyjemy 400 past do zębów. Jeśli mnóstwo produktów jest ułożonych w jakimś porządku, kolekcjonujemy coś dla siebie ważnego, zgodnego z naszym zainteresowaniem, to nie jest typowe zbieractwo. Ale jednocześnie, jeśli np. zajmuje trzy pokoje i właściwie nie da się już korzystać z mieszkania... Więc jest to płynna granica. Natomiast i kolekcjonerzy, i zbieracze będą uzasadniać, dlaczego to robią. Ciekawie ci ludzie to nazywają, bo mówią, że takie zakupy z kuponów są dla rodziny albo na dom dziecka. Jednocześnie widać, że jest to obsesyjne i podporządkowują temu całe życie.
"Układ nerwowy to nie perpetuum mobile"
Czy u kogoś, kto był całkowicie zdrowy wcześniej, mogą później pod wpływem jakichś czynników pojawić się problemy ze zbieractwem? Czy muszą być jakieś predyspozycje?
Są oczywiście osoby bardziej predestynowane do wystąpienia zaburzeń psychicznych. Można być osobą bardziej wrażliwą neuronalnie, mieć nieprzepracowaną traumę z dzieciństwa, nierównowagę neuronalną, zaburzenia towarzyszące, np. chorobę afektywną dwubiegunową lub zaburzenia fizjologiczne. To jedna grupa.
Natomiast musimy pamiętać, że układ nerwowy to nie perpetuum mobile i też choruje. Można się naprawdę przeciążyć, dostać zaburzeń funkcjonowania psychicznego, bo np. widziało się jakiś wypadek. Albo na skutek COVID-u czy zaburzeń pracy tarczycy. Przychodzi bezsenność, zaczynają się rozwijać zaburzenia lękowe, depresyjne. Potem to się rozkręca i utrwala.
Można być zdrowym psychicznie i zapaść na chorobę psychiczną. Może to się stać w każdym wieku. Można dostać epizodu depresji, zaburzeń lękowych, schizofrenii, zespołu stresu pourazowego lub zachorować na demencję. W przebiegu tych poważnych chorób może nasilać się lub w ogóle wystąpić zbieractwo. To nie tak, że musi być predyspozycja zero-jedynkowa albo że zbieractwo występuje tylko w przypadku zaburzeń obsesyjno-kompulsyjnych.
Co robić, kiedy widzimy takie niepokojące zmiany?
Problemem jest to, że zbieractwo nasila się stopniowo. To nie tak, że ktoś z dnia na dzień nagle zaczyna zbierać i rzeczami zajmuje cały dom. Trzeba sobie wyobrazić, że stopniowo rozwijamy zachowania, które po prostu przynoszą nam ulgę. To się utrwala, budują się nawyki, które coraz trudniej pokonać. Potem rzeczy jest coraz więcej i coraz trudniej je uprzątnąć. Dom wywołuje coraz większy stres. Później człowiek się przyzwyczaja, że zbiera...
Generalnie, kiedy widzimy, że gorzej funkcjonujemy, jesteśmy bardzo zestresowani, napięci, dobrze jest przeprowadzać wczesną interwencję, czyli skorzystać z konsultacji psychiatrycznej i psychoterapeutycznej. Wtedy dostajemy jasne wskazówki, co by było przydatne i co jest tego przyczyną. Może być jakiś konflikt rodzinny pod spodem, którego sobie nie uświadamialiśmy. Czasami to kwestia fizjologiczna, że stres przeciążył układ nerwowy i dobrze by było na krótko skorzystać ze wsparcia. Jak się skorzysta z farmakoterapii i psychoterapii, to jest większa szansa, że te zachowania się nie nasilą i nie rozwiną się w poważne zaburzenia.
Kiedy i jak leczyć zbieractwo?
Jak leczyć zbieractwo?
Jeżeli ktoś widzi swój problem i cierpienie, to jeszcze dobrze. Jest szansa, że zgłosi się po pomoc, gdy negatywne konsekwencje się w jego życiu nasilą. Ale jeżeli ktoś jest bardzo przekonany o swoich racjach, to bardzo trudno go leczyć. Czasem, w najtrudniejszych przypadkach, jeżeli osoba wykazuje bardzo duże zaburzenia funkcjonowania psychicznego i rzeczy, które zbiera, zaczynają się na przykład gromadzić na korytarzu albo są zagrożeniem pożarowym lub epidemiologicznym, to można wystąpić o nakaz leczenia. Jeżeli osoba nie jest w stanie o sobie stanowić i zagraża swojemu lub czyjemuś zdrowiu lub życiu, wtedy włącza się leczenie przymusowe. Zwykle to farmakoterapia i psychoterapia – żeby zacząć o tym rozmawiać. Ważne jest też wsparcie bliskich.
Czy zbieracze sami zwracają się po pomoc?
Psychoterapia jest zwykle działaniem dobrowolnym, więc zbieraczy za bardzo nie ma w gabinetach terapeutycznych, bo sami zgłaszają się niezwykle rzadko. A jeżeli tam trafią, to raczej dlatego, że rodzina i sąsiedzi proszą albo wręcz zmuszają. Przeprowadzają też interwencje kryzysowe. Dobrze jest to robić. Jeśli taka osoba trafia do gabinetu to częściej z powodu problemów towarzyszących, jak np. zaburzenia lękowe, depresyjne lub kryzys w związku.
Na czym polegają takie interwencje?
Są różne interwencje. Jedną z nich jest wyrzucenie wszystkich rzeczy i selekcja ich przez kogoś innego albo stopniowe sprzątanie, po jednej szafce. Są też programy telewizyjne, pokazujące takie interwencje i ich efekty. Części osób faktycznie udawało się utrzymać jako taki porządek. Czyli samo pokazanie im tego, pomoc w zmianie, plus oczywiście psychoterapia i farmakoterapia mógłby pomóc im z tego wyjść.
Większa motywacja do leczenia zbieractwa
NT: Te osoby często nie wiedzą, że mogą się inaczej czuć. Jeżeli podalibyśmy im dobre leki, przestałyby wykonywać tę czynność zbierania i zabralibyśmy je do czystszego domu, to one mogłyby poczuć pewien rodzaj ulgi. Zobaczyłyby, jak źle się czuły u siebie. Czasem właśnie osoby, które zaczynają brać antydepresanty, mówią, że dopiero teraz widzą, że mogą się czuć normalnie, a to, co czuły wiele lat, nie było OK. Wtedy mają większą motywację do tego, żeby faktycznie kontynuować leczenie, pójść na psychoterapię, chodzić regularnie do psychiatry.
Jak my z zewnątrz możemy pomóc tym osobom, jeszcze zanim trzeba będzie przeprowadzić interwencję kryzysową?
Dobrze byłoby namawiać na wizytę, mówić, że się niepokoimy, chcemy wesprzeć. Nie chcemy krytykować tego, co ta osoba robi. Podeszłabym do nich ze współczuciem. Nawet jak mamy kogoś, kto niepokojąco funkcjonuje, to proponuję, żeby najpierw starać się opisywać, co się widzi. Mówienie: "Ty jesteś zbieraczem" na pewno tej osoby nie otworzy na rozmowę o problemie. Lepiej powiedzieć: "Widzę, że masz bardzo duży nieporządek", "Widzę, że nie możesz skorzystać z kuchni". Też dawać znać, że się martwimy, w stylu: "Wydaje mi się, że coś się z tobą dzieje", "Powiedz mi, jak się miewasz?", "Skąd to się bierze?". Albo podpytanie o to, co ktoś zbiera, jaki to ma cel, ale z ciekawością i otwartą głową. Szłabym więc bardziej w tę stronę.
Nie diagnozowałabym od razu takiej osoby, nie oceniała jej i nie etykietowała. Za takimi zachowaniami zawsze stoi duże cierpienie. Jeśli taka osoba zgodziłaby się na leczenie, w pewnym momencie w jego toku otrzymałaby diagnozę. Ogólnie w psychoterapii wstrzymujemy się od szybkich diagnoz. Te stawiamy, gdy znamy i rozumiemy historię osoby, która się do nas zgłasza.
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na ZlotePrzeboje.pl!