advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
Włącz radio

To on "pogodził" Abbę. Dzięki niemu spotkali się po 30 latach

10 min. czytania
09.05.2024 17:27
Zareaguj Reakcja

Cały świat żyje tegoroczną edycją Eurowizji. Ponieważ konkurs odbywa się w Szwecji, wszyscy – od prowadzących, po gwiazdy, na widzach kończąc – wspominają kultowy zespół z tego kraju, który kilka dekad temu szturmem zdobył wydarzenie oraz serca milionów miłośników muzyki. Mowa oczywiście o grupie Abba. Mało kto wie o niej tyle, co Jan Gradvall, autor niedawno wydanej w Polsce książce: "ABBA. Melancholia undercover".

|
fot. Abba to jeden z najbardziej kultowych zespołów w historii muzyki ( Laura Bielak/CC BY-SA 3.0 nl, AVRO - FTA001019454_012 from Beeld & Geluid wiki)

Przez około 30 lat członkowie zespołu Abba praktycznie nie utrzymywali ze sobą kontaktu. A już na pewno – nie spotkali się we czworo. Ten impas przełamał dopiero... Jan Gradvall. Szwedzki pisarz nie tylko zdołał skłonić Anni-Frid Lyngstad, Benny’ego Anderssona, Björna Ulvaeusa oraz Agnethę Fältskog, aby udzielili mu wywiadu, ale również – usiedli przy jednym stole.

Rozwiąż quiz o zespole Abba. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...

Efektem kilku lat ciężkiej pracy Jana Gradvalla jest książka "ABBA. Melancholia undercover", która niedawno ukazała się – nakładem wydawnictwa W.A.B. – również w Polsce. Autor zdradził w rozmowie z Radiem Złote Przeboje nie tylko szczegóły z procesu zbierania materiałów, ale przede wszystkim – smaczki na temat samych członków kultowego zespołu. Co skrywa Abba, a z czego dotychczas nie zdawaliśmy sobie sprawy? Zapraszamy do lektury rozmowy z prawdziwym ekspertem!

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo…

Nie ma karaoke bez piosenek Abby

Ewelina Kolecka: Kiedy zaczęła się pańska przygoda z Abbą?

Jan Gradvall: To było w 1974 roku, kiedy miałem 10 lat. Abba był pierwszym zespołem, którego album kupiłem sobie za własne pieniądze. Jako pierwszy usłyszałem przebój "Ring, ring", a drugi – już w trakcie szwedzkich eliminacji do Eurowizji – "Waterloo".

I jakie wrażenie na panu wywarł ten ostatni utwór?

Ogromne! Niedługo później Abba wygrała Eurowizję, a całą Szwecję zaczęła ogarniać euforia. Nie wyobrażaliśmy sobie dotąd, że zespół pochodzący z naszego kraju może odnieść międzynarodowy sukces. To bardzo podniosło pewność siebie wszystkich, fakt, że rodowici artyści są w stanie stworzyć coś, z czym możemy podzielić się ze światem i co zyska popularność.

Jakie były objawy tej euforii?

Pamiętam, że w szkole wszyscy chcieliśmy wyglądać jak muzycy Abby. Zwłaszcza dziewczyny – moje koleżanki z klasy przebierały się nie tylko za wokalistki, ale również wokalistów. Koniecznie trzeba było stworzyć kwartet: blondynka, czyli odpowiednik Agnetha, brunetka, czyli Anni-Frid, i dwie wcielające się w muzyków, poprzez dorysowanie sobie bród.

Zobacz także: 10 największych przebojów ABBY

Kreatywność fanów nie zna granic

A jak uwielbienie dla Abby wyrażali fani z reszty świata?

Myślę, że tym, co charakteryzuje Abbę i świadczy o jej unikalności, jest fakt, że łatwo było upodobnić się do każdego z członków. Można ich nawet zrobić z klocków Lego, wystarczy mieć ludziki: brunetkę, blondynkę i dwóch mężczyzn z brodami. Kolejna kwestia, to fakt, że nagrywali klipy w latach 70., czyli czasach daleko przed MTV, więc były naprawdę niskobudżetowe. Ich reżyserem był Lasse Hallström, który później nakręcił "Czekoladę" i wiele innych świetnych filmów. Spod jego ręki wychodziły krótkie, proste teledyski, osadzone m.in. w mieszkaniach.

Członkowie Abby nie byli takimi gwiazdami jak Diana Ross czy Freddie Mercury, więc łatwiej się z nimi identyfikować i wcielać w ich role. Po premierze w Sydney filmu "Abba. The Movie" odbyła się impreza, której tematem przewodnim było właśnie przebieranie się za członków grupy. Pomysł ten podchwyciły sceny gejowskie, a później – reszta świata. W zasadzie nie istnieją imprezy karaoke, gdzie chociaż raz w ciągu wieczoru nikt nie zaśpiewał piosenki Abby. To samo dotyczy wieczorów panieńskich albo wesel.

Oglądaj

Nie obawiał się pan, że fani, którzy idealizują członków Abby, negatywnie zareagują na pańską książkę?

Miałem obawy, że coś takiego może się wydarzyć – na szczęście ostatecznie się one nie spełniły. Czułem wątpliwości, czy aby jacyś zagorzali fani nie zarzucą mi, że poświęcam za mało miejsca właśnie Abbie, że po prostu marnuję miejsce na opowieści o kontekście, kraju albo innych muzykach. Na szczęście książka spotkała się z ciepłym przyjęciem.

Jedna z pierwszych recenzji została wystawiona przez holenderski fanklub i muszę przyznać, że trochę obawiałem się tego werdyktu. Wiedziałem, że autorem będzie osoba, która kocha Abbę całym sercem oraz poświęciła jej całe życie.

I rzeczywiście było czego się bać?

Na szczęście finalnie głęboko odetchnąłem z ulgą. Usłyszałem, że dzięki mojej książce jeszcze bardziej docenia Abbę jako zespół.

Abba, czyli cztery różne historie

Jaka jest największa różnica w pańskim odbiorze Abby od czasu, gdy przestał być tylko odbiorcą, a stał się – ekspertem?

To bardzo dobre pytanie! Kiedy Abba pozostawała u szczytu popularności, nikt nie spodziewał się, że ich utwory przetrwają przez dekady, że okażą się tak ponadczasowe. Wtedy postrzegano ich po prostu jako popowy zespół, po którym prędzej czy później przyjdą inne gwiazdy. Abba jako zespół była aktywna w latach 1972-1982 i de facto do rozpadu oficjalnie nigdy nie doszło.

Dziś niewiele osób pamięta, że na przełomie lat 80. oraz 90. to była trochę zapomniana grupa. Dopiero kiedy zaczęli odwoływać się do niej inni artyści, tacy jak Kurt Cobain, Bono z U2 czy artyści sceny gejowskiej, którzy zresztą nigdy nie przestali kochać Abby, nagle odżyła. To zbiegło się w czasie z wydaniem albumu "ABBA Gold: Greatest Hits". Od tamtego czasu stali się wręcz ikoniczni.

Ikoniczni także w pańskich oczach?

Kiedy zaczynałem słuchać Abby, odbierałem ten zespół jako tworzący wesołe, wpadające w ucho melodie, ot typowe popowe hity. Z czasem jednak zacząłem rozumieć, że kryje się w tym coś więcej, pewna głębia. Stąd podtytuł mojej książki: "Melancholia undercover". Benny Andersson sam przyznał, że nawet w ich najweselszych piosenkach jest nuta smutku, melancholii. Właśnie tym chciałem podzielić się z czytelnikami mojej książki.

Abba to złożone zjawisko – cztery różne osoby, cztery różne historie, z których wspólnej pracy powstała naprawdę wyjątkowa muzyka. Świadczy o tym fakt, że do dziś Abba pozostaje taką samą gwiazdą jak u szczytu sławy, o ile nie jeszcze większą!

Fakty, a nie plotki

Dlaczego więc o życiu prywatnym członków Abby wciąż wiemy o wiele mniej niż na przykład Beatlesów, którzy swoją muzyką wywarli porównywalny wpływ na popkulturę?

To bardzo ciekawe, bo Szwedzi świetnie znają nie tylko historię zespołu, ale także – jej poszczególnych członków. Wszyscy czworo zresztą stali się gwiazdami jeszcze zanim powstała Abba. Agnetha była piosenkarką soulową, która samodzielnie pisała teksty, a także świetną pianistką. Krótko mówiąc, znała się na muzyce i umiała czytać nuty. Benny z kolei pozostawał gwiazdą znanego szwedzkiego zespołu rockowego, a Björn – folkowego. Anni-Frid też miała za sobą pewne osiągnięcia wokalne.

Prasa nie zaczęła rozpisywać się o ich miłościach, małżeństwach, później rozwodach dopiero po powstaniu Abby. To także jeden z powodów, dla których chciałem napisać tę książkę, żeby przybliżyć historie każdego z członków czytelnikom na całym świecie. Być może zresztą szwedzcy odbiorcy także dowiedzą się czegoś nowego. Nie chciałem skupiać się na plotkach, tylko nakreślić rzetelny obraz każdej z gwiazd Abby oraz ich wspólnych osiągnięć.

Zobacz także: Wystąpili w Polsce tylko raz. Lata 70. żyły tym skandalem

Nie tylko o show-biznesie

W jaki sposób pan do tego dążył?

Przeprowadziłem liczne wywiady z muzykami Abba, dzięki czemu miałem naprawdę dobry materiał do przygotowania tej pozycji. Ponadto chciałem, żeby ta książka opowiadała nie tylko o historii zespołu i muzyków, ale również – samej Szwecji. Pragnąłem zawszeć w niej tradycję i kulturę, podzielić się ciekawostkami, które nie są zbyt dobrze znane na świecie.

Zależało mi, aby czytelnicy mieli kontekst do słuchania Abby. Wydaje mi się, że każdy, słuchając ich muzyki, słyszy w brzmienie coś, co pozwala jasno rozpoznać, że ten zespół nie jest ani z Wielkiej Brytanii, ani Stanów Zjednoczonych, że to coś innego. I właśnie "to coś" chciałem przybliżyć.

Co ma pan na myśli?

Szwedzkie melodie mają w sobie coś takiego, że są jednocześnie wesołe i smutne. W naszej muzyce folkowej dominujące instrumenty to skrzypce i akordeon. Na ostatnim instrumencie potrafił grać Benny, nauczył się od dziadka i często o tym wspominał. Podkreślał, że piosenki ludowe wywarły na niego ogromny wpływ. Wydaje mi się, że każdy Szwed, jeśli uważnie wsłucha się w hity Abby, usłyszy w nich echa tamtych wpływów.

"Tajny składnik", czyli duet nie do podrobienia

Jakie inne czynniki wpłynęły na kształt muzyki Abby?

Ówczesna polityka Szwecji. Była państwem socjaldemokratycznym, które oficjalnie nie należało ani do zachodniego, ani tym bardziej wschodniego bloku. W tamtym czasie nie mieliśmy komercyjnych stacji telewizyjnych ani radiowych, wyłącznie – nadawców publicznych. Nie puszczano w nich amerykańskiego popu, za to można było usłyszeć szlagiery z Niemiec, “chanson” z Francji czy arie z Włoch.

Krótko mówiąc, w eterze odminowała muzyka europejska. Członkowie Abby dorastali właśnie na takich brzmieniach, takich melodiach i słychać to w ich muzyce, za to niewiele wpływów bluesowych albo soulowych. Benny co prawda przyznawał, że bardzo ceni Beatlesów i The Beach Boys... Innym "tajnym składnikiem" był śpiew, a dokładniej – głosy Agnethy i Anni-Frid.

Na czym polegała wyjątkowość ich głosów?

Agnetha śpiewała sopranem, a Anni-Frid miała niski głos. Muzyka do piosenek Abby była komponowana w taki sposób, żeby ich barwy dobrze wpisywały się w brzmienie. Agnecie przychodziło to łatwo, Anni-Frid musiała włożyć w śpiew więcej wysiłku, co paradoksalnie wydobywało z niej najlepsze brzmienia, z jej duszy. Ten duet był absolutnie nie do podrobienia, co bardzo dobrze słychać w takich utworach, jak "Waterloo" czy "Dancing Queen".

Dzisiaj mówi się, że piosenki pisali Benny i Björn. Do pewnego stopnia zgoda, ale w studio, nad aranżacjami, pracowała cała czwórka i to efekt ich wspólnej pracy, wspólnego dopracowywania szczegółów tekstów.

Oglądaj

Zobacz także: „Mamma mia!”. Konkurs Eurowizji ponownie w Szwecji

Stig Anderson, czyli "ojciec" sukcesu Abby

Mimo że Abba to kultowy zespół, jego menadżer, czyli Stig Anderson, mógł tylko pomarzyć o sławie na miarę na przykład Briana Epsteina, czyli przedstawiciela Beatlesów. Z czego to wynika?

Rzeczywiście, w historii muzyki pop menadżerowie zawsze odgrywają kluczową rolę. Elvis Presley miał Toma Parkera, Beatlesi wspomnianego już Briana Epsteina, no i Abba – Stiga Andersona. Relacje tych postaci zawsze są bardzo złożone: artyści chcą po prostu tworzyć dobrą muzykę, a menadżerzy dbają, by zespół zdobył sławę i pieniądze. Na tym tle często dochodzi do licznych tarć, mieliśmy z nimi zresztą do czynienia we wszystkich trzech przykładach.

W Szwecji Stig był znany niemal tak samo jak Abba, bywało, że pojawiał się w telewiji częściej niż jego podopieczni. To on wdawał się w dyskusje z krytykami muzycznymi, podczas kiedy członkowie zespołu raczej trzymali się w cieniu i zajmowali tworzeniem nowych przebojów. Anderson zresztą sam pisał teksty i miał do tego naprawdę wielką smykałkę, to on wymyślił tytuł "Waterloo" i maczał palce w "Dancing Queen". Po wygranej na Eurowizji właśnie menadżer uruchomił całą maszynerię, która finalnie doprowadziła do wyniesienia Abby na pozycję gwiazd międzynarodowego formatu. Między innymi – dzięki swoim kontaktom z przedstawicielami wielkich wytwórni.

Historia bez happy endu

A jednak ta historia ma smutne zakończenie. Dlaczego?

Po upływie kilku lat członkowie Abby doszli do wniosku, że jednak lepiej będzie radzić sobie bez dotychczasowego menadżera. Doprowadziło to do bardzo smutnego finału, ponieważ Stig Anderson w pewnym momencie wpadł w nałóg alkoholowy. Warto jednak dodać, że dzięki pieniądzom, które Anderson zarobił dzięki współpracy z Abbą, udało mu się powołać Polar Music Prize. Miał wizję, że to będzie odpowiednik Nagrody Nobla, ale – w dziedzinie muzyki. Co ciekawe, po dziś dzień postać menadżera Abby wciąż budzi pewne kontrowersje.

Dlaczego?

W czasie, kiedy Abba znajdowała się u szczytu popularności, stała się obiektem ostrej krytyki ze strony szwedzkich partii lewicowych. Pojawiały się głosy, że to po prostu kiczowata i słaba muzyka.

Operacja w rytmie "Dancing Queen"

Jaka była największa trudność, na którą napotkał pan w trakcie prac nad książką?

Taka, że zebrałem za dużo materiałów. Pracowałem nad książką dwa lata i po tym czasie zdałem sobie sprawę, że muszę zrezygnować z części informacji. Dałem sobie chwilę przerwy, żeby nabrać dystansu, a kiedy usiadłem do przygotowania ostatecznej wersji, postanowiłem kierować się jedną główną myślą: co sam chciałbym znaleźć w książce co Abbie? Jakie tematy byłyby dla mnie interesujące?

Sugerując się tą zasadą, postanowiłem nie zamieszczać w tekście szczegółowej dyskografii czy omawiać każdy album z osobna. Zamiast tego wybrałem najciekawsze historie o samym zespole oraz osobach, dla których muzyka Abby jest ważna. W gronie tych ostatnich znalazł się na przykład pewien wybitny neurochirurg z Australii, słuchający hitów zespołu w trakcie przeprowadzania operacji – brzmienie daje mu energię do działania i jednocześnie pomaga w koncentracji. Gdyby za książką stali na przykład sami muzycy, ta historia na pewno by do niej nie trafiła.

Zobacz także: Tym „romansem” żył cały świat. To zaważyło na losach gwiazdy Abby

Zwycięzca bierze wszystko

Członków Abby łączyły nie tylko więzy przyjacielskie, ale również – małżeńskie. Takie bliskie relacje bardziej im pomagały czy przeszkadzały?

Zespół powstał w 1972 roku, co zbiegło się w czasie z zakochaniem się w sobie jego członków i utworzeniem przez nich dwóch par. Do rozpadu, albo raczej, jak określiłem wcześniej, rozmycia doszło w 1982 roku, ale jeśli wsłuchamy się w teksty piosenek, możemy zauważyć, że ich teksty odzwierciedlały życie prywatne członków Abby. Na przykład, Björn i Agnetha rozstali się w 1982 roku, ale jeszcze przez kolejne 4-5 lat razem tworzyli muzykę. Björn twierdził, że napisanych przez niego utworów nie należy traktować autobiograficznie, ale ja nie do końca się z tym zgadzam.

Dlaczego?

Wystarczy posłuchać właśnie tych późniejszych utworów, takich jak na przykład: "Now me, now you", gdzie już słychać tarcia między członkami zespołu. W "The Winner Takes It All" sprawa jest dosyć jasna. Z kolei "One of us" dotyczy Anni-Frid i Benny'ego. Zmierzam do tego, że konflikty i problemy pojawiły się w zespole, zanim jeszcze de facto się "rozpadł".

Oglądaj

Więc skoro nie rozterki miłosne, to co było główną przyczyną rozpadu Abby?

Odmienne preferencje muzyczne, których echa można usłyszeć m.in. w piosence "The Day Before You Came", czyli balladzie z dominującym syntezatorem. Członkowie Abby stwierdzili, że każde pójdzie w swoją stronę. Przez kolejne lata nie rozmawiali ze sobą ani nie komunikowali w żaden inny sposób.

Na szczęście 11 lat temu udało mi się nakłonić całą czwórkę do udzielenia mi wywiadu. Był to pierwszy po 30 latach przerwy moment, gdy wszyscy się spotkali, usiedli przy jednym stole oraz wspólnie ze mną porozmawiali. Teraz mają ciepłe relacje, są przyjaciółmi, ale wcześniej panował chłód. Dojście do porozumienia wymagało czasu.

Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na zloteprzeboje.pl!