Włącz radio

Hit lat 90. powstał w bólach. Przed tym ostrzegał

3 min. czytania
06.10.2024 20:46
Zareaguj Reakcja

Mało kto nie słyszał o takim zespole jak Pidżama Porno. Zespół Krzysztofa "Grabaża" Grabowskiego ma w swoim dorobku kilka klasyków z pogranicza punk rocka i ska. Jeden z nich powstał w zaskakujących okolicznościach.

|
fot. Tak Pidżama Porno stworzyła hit lat 90. kadry z teledysku 'Ezoteryczny Poznań' / YouTube

W 1987 r. roku dwaj studenci Uniwersytetu Poznańskiego, wokalista Krzysztof "Grabaż" Grabowski i gitarzysta Andrzej "Kozak" Kozakiewicz, powołali do życia formację, którą nazwali Pidżama Porno. Debiutowali na rynku dwa lata później z płytą "Ulice jak stygmaty".

Rozwiąż quiz o przebojach lat 80. i 90. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...

Tak Pidżama Porno stworzyła hit lat 90.

Pierwsze lata były dla zespołu niepozorne. Pidżama Porno zdobyła rozpoznawalność, ale głównie w punkrockowym środowisku. Ich kariera zapowiadała się dobrze, jednak w 1990 r. muzycy zawiesili działalność. Wznowili ją dopiero po pięciu latach.

W 1997 r. wyszła trzecia płyta kapeli, która sprawiła, że ich muzyka trafiła do mainstreamu. Najgłośniejszą kompozycją na krążku "Złodzieje zapalniczek" był "Ezoteryczny Poznań". Krzysztof "Grabaż" Grabowski, który odpowiadał za teksty formacji, nie krył, że utwór ten przestrzegał przez szemranymi okolicami jego rodzinnego miasta.

Zobacz także: Michał Szpak zrobił to Kubie Badachowi. „Mnie bierze obrzydzenie”

Do napisania tej piosenki zainspirowały go nocne powroty z pracy w radiu. Nie przechodził wtedy choćby przez plac Cyryla Ratajskiego, gdzie rządziła rosyjska mafia i szerzyła się prostytucja. W "Ezoterycznym Poznaniu" była też mowa o ekshibicjonistach okupujących blokowisko w okolicy Parku Gagarina czy o Wildze, gdzie można było zaopatrzyć się w filmy pornograficzne albo odzieżowe podróbki znanych marek.

Historia piosenki "Ezoteryczny Poznań"

Lider zespołu Pidżama Porno uzbrojony w spisane na papierze przemyślenia i gitarę ruszył na salę prób. Usiadł przed kolegami z grupy i zaprezentował im efekty swojej pracy w nadziei, że Ci jakoś nadadzą całości rytmu i zgrabnie "opakują" to w muzykę.

Jednak wstępna wersja piosenki, delikatnie mówiąc, nie urzekła ówczesnego basisty zespołu, Jacka Kąkolewskiego. Cytowany przez stronę Rock Gawęda Grabaż wspominał bowiem:

Usiadłem z gitarą w sali prób, tak jak się siada przy ognisku i wykonałem tę piosenkę. Dowiedziałem się po latach, że kiedy przyniosłem i zagrałem kolegom z zespołu swoją wersję, to tuż po moim wyjściu z próby Jacek wstał i walił głową o ścianę marudząc, że: "Takiego syfu, to jeszcze, w życiu nie słyszał".

Wokalista jednocześnie podkreślił, iż "miał przeczucie graniczące z pewnością, że robią murowany hit".

Dlatego naciskałem, aby to nagrać. Lider jest po to w zespole, żeby postawić na swoim. "Będziemy żyć dzięki tej piosence jeszcze wiele lat" – tak im powiedziałem i miałem rację – stwierdził Krzysztof Grabowski.

Rzeczywiście rację miał, bo utwór stał się hitem lat 90., a z dzisiejszej perspektywy jest uznawany za kultowy. Nagrywany był jednak w bólach. Członkowie punkrockowej formacji musieli dzielić studio z gwiazdami disco polo. Co więcej, nie mieli tam "pierwszeństwa" i musieli wykorzystywać na nagrywki każdą nadarzającą się okazję. Dokładniej – musieli nagrywać podczas przerw obiadowych discopolowych wokalistów.

Mieliśmy wtedy około dwóch, trzech godzin na nagrania, z tym że godzinę zajmowało ustawianie konsolety i pieczołowite podłączanie kabli. A kiedy koledzy od disco polo wracali po przerwie, wszystkie z trudem podłączone kable wyjmowali i wkładali od nowa wedle własnych potrzeb. Robili co chcieli, bo mieli kasę i pierwszeństwo w studiu – tłumaczył cytowany na stronie Rock Gawęda Grabaż.

Oglądaj

Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na ZlotePrzeboje.pl!