To dlatego gości w starożytnym Rzymie często nazywali "pasożytami"
W starożytnym Rzymie udział w wystawnej uczcie był marzeniem wielu mieszkańców imperium. Niektórzy biesiadnicy pojawiali się jednak przy stole w dość nietypowej roli, a określenie, którym ich nazywano, do dziś może budzić niemałe zdziwienie. Dlaczego na eleganckich rzymskich przyjęciach można było spotkać „pasożytów” i co ten termin oznaczał prawie dwa tysiące lat temu?
- Nieoczekiwani goście często nazywani byli "cieniami" na rzymskich ucztach.
- Rzymski "pasożyt" intrygował elokwencją i błyskotliwymi rozmowami.
- Rzymskie postrzeganie gościnności różniło się od współczesnego.
W starożytnym Rzymie życie towarzyskie i jedzenie były ze sobą ściśle związane. Najbogatsi mieszkańcy miasta, patrycjusze i ekwici, organizowali wystawne kolacje zwane "convivium". Goście spożywali posiłki w specjalnej jadalni, czyli "triclinium", leżąc na kanapach ustawionych wokół stołu. Udział w takim wydarzeniu był nie tylko okazją do najedzenia się, ale także do nawiązania kontaktów i podkreślenia swojej pozycji społecznej.
Rozwiąż quiz. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...
Quiz: Sprawdzamy, ile masz oleju w głowie. Norma to minimum 15/20 punktów
Dlaczego niektórych gości nazywano "pasożytami"?
Odpowiedź na pytanie jest zaskakująco prosta. Na rzymskich ucztach zdarzało się, że zaproszony gość przyprowadzał ze sobą dodatkową osobę. Taki niezapowiedziany uczestnik nie był formalnie zaproszony przez gospodarza. Nazywano go "cieniem" (umbra) albo właśnie "pasożytem" (parasitus). Określenie nie oznaczało jednak dokładnie tego samego co dziś.
"Pasożyt" uczestniczył w uczcie za darmo, ale oczekiwano od niego czegoś w zamian. Miał zabawiać towarzystwo błyskotliwymi rozmowami, opowiadać dowcipy, komentować wydarzenia polityczne czy umilać czas biesiadnikom. W pewnym sensie „opłacał” swój posiłek własnym towarzystwem i elokwencją. Jeśli okazywał się nudny, mógł szybko stracić sympatię gospodarzy.
Co jedli starożytni Rzymianie?
To, co trafiało na stół, zależało przede wszystkim od majątku. Między bogatymi a biednymi mieszkańcami imperium istniała ogromna różnica.
Plebejusze najczęściej jedli:
- chleb i kasze,
- warzywa, zwłaszcza kapustę, cebulę i soczewicę,
- sery,
- oliwki,
- owoce sezonowe,
- niewielkie ilości mięsa.
Z kolei bogaci Rzymianie mogli pozwolić sobie na znacznie bardziej wyszukane dania. Na ich stołach pojawiały się ryby, owoce morza, dziczyzna, pieczone mięsa, egzotyczne przyprawy oraz słynny sos rybny "garum", który był jednym z najpopularniejszych dodatków w całym imperium.
Rzymski fast food istniał dwa tysiące lat temu
Wielu mieszkańców Rzymu żyło w wielopiętrowych kamienicach zwanych "insulae". Lokale często nie posiadały odpowiednich warunków do gotowania, dlatego ludzie chętnie korzystali z ulicznych jadłodajni. Nazywano je "popinae" lub "thermopolia".
Można w nich było kupić gotowe potrawy podawane z dużych glinianych naczyń. W menu znajdowały się między innymi:
- gulasze warzywne,
- soczewica,
- klopsiki,
- pieczone mięsa,
- placki przygotowywane z różnych rodzajów mąki.
Historycy często porównują takie miejsca do współczesnych barów szybkiej obsługi. Co ciekawe, stołowanie się tam przez arystokratów nie było dobrze widziane i mogło narazić ich na kpiny.
Choć dziś słowo "pasożyt" brzmi zdecydowanie pejoratywnie, w starożytnym Rzymie miało nieco inne znaczenie. Oznaczało osobę korzystającą z gościny innych, ale jednocześnie zobowiązaną do zabawiania towarzystwa. Można więc powiedzieć, że rzymscy "pasożyci" byli bardziej profesjonalnymi kompanami do rozmów niż darmozjadami w dzisiejszym rozumieniu tego słowa.
Źródła: ZlotePrzeboje.pl, Crystalking.com, Cookingitaly.com