Kasia Lins o płycie "OMEN". "Sztuka jest moim życiowym napędem" [WYWIAD]
W ogromnych skrzydłach nocnego motyla przyfrunęła do światła. Nie dajcie się zwieść pozorom. W rzeczywistości muzyka Kasi Lins pozostaje w odmętach grzesznej stylistyki znanej z “Mojej winy”. Czym zaskoczył “OMEN”? W rozmowie ze zloteprzeboje.pl artystka zdradza kulisy powstania najnowszego albumu.
Kasia Lins na szeroką skalę zasłynęła szczególnie za sprawą płyty „Moja wina”. Już trzy lata temu wniosła sporą dawkę nowości do polskiej branży muzycznej. Okazuje się, że klimat gorzkiej winy i grzechu był dopiero preludium do większej przygody artystycznej. Wyrazisty styl przypieczętowała tegorocznym albumem studyjnym „OMEN”. Wydawnictwo pod oficyną Universal Music Polska ukazało się 27 października 2023 roku.
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na zloteprzeboje.pl!
Wokalistka nad najnowszym materiałem współpracowała z Karolem Łakomcem. Na najnowszej płycie skupiła się nie tylko na różnych odmianach intymności, ale również zaprezentowała kobiecość w wydaniu femme fatale. Nie zabrakło ani zaskoczeń, ani porcji nowych brzmień. Jedno jest pewne, na koniec dnia pozostaje nam tylko miłość, sztuka i… śmierć.
Z Kasią Lins rozmawia Amelia Majek, redaktorka serwisu zloteprzeboje.pl.
Wyraz ‘omen’ odsyła skojarzeniowo do zapowiedzi przyszłych wydarzeń. Domyślam się, że zatytułowałaś w ten sposób album nie bez powodu. Zatem, czy wierzysz w przeznaczenie?
Wiara w przeznaczenie jest uczuciem zupełnie mi obcym. W ogóle wiarę w cokolwiek zastępuję raczej ufaniem. Ufanie w to, że przykładowo coś się wydarzy, jest bliższe rachunkowi prawdopodobieństwa. Czysta wiara to jednak złudzenie, myślenie życzeniowe, a taki sposób myślenia nigdy nie był mi szczególnie bliski. Zakładam, że po prostu nie mam takiej potrzeby, a żeby szczerze wierzyć, trzeba mieć potrzebę wiary.
Sztuka jest moim życiowym napędem. Nie mam dzieci, kredytu ani pracy w stałych godzinach, do tego uprawiam zawód, który jest jednocześnie moją pasją. Korzystam więc z przywileju, jakim jest konsumowanie sztuki i popkultury we wszystkich jej odmianach. A dla mnie jako twórczyni to prawdopodobnie jedyna przestrzeń, w której lokuje swoje duchowe potrzeby. Jeśli jest we mnie nakaz jakiegoś metafizycznego doświadczenia to właśnie w piosenkach, teledyskach czy tekstach.
Zobacz także: Kult zwrócił się do fanów. „To byłoby już na tyle”
Czy „Kobiety by Bukowski” były przedsmakiem najnowszego materiału?
Zupełnie nieoczekiwanie. Zawsze chciałam napisać piosenkę-erotyk i „Kobiety by Bukowski” były pierwszą taką próbą. Na pewno dała mi impuls do dalszych poszukiwań, bo trzeba pamiętać, że nasz język jest wyjątkowo niewdzięczny, jeśli idzie o opis scen erotycznych, seksu czy namiętności w ogóle. Mamy cały wachlarz pensjonarskich czy infantylnych określeń, prawdopodobnie tyle samo co tych wulgarnych. Ciężko o środek, który jest w stanie oddać piękno tematu, ale też bez zbytniej poetyczności.
To była przeprawa. Bo jest tylko ten wstyd, a może i pruderia, która powoduje, że policzki się rozpalają na samą myśl o wypowiedzeniu pewnych słów czy zwrotów. Z drugiej strony w kontrze stoi albo prymitywizm, albo bezpośredniość, która jest tak prosta, że dla mnie kompletnie nieciekawa. Ja się ani nie czerwienie, ani nie mówię z ostentacją, tym trudniejsze miałam zadanie.
Odnalazłaś już swoją osobowość sceniczną?
Tak. Pracowałam nad tym wiele lat, ale przy płycie „Moja wina” wiedziałam, że odnalazłam już swój sceniczny świat i przestrzeń, w której mogę i potrafię siebie wyrazić. To przełożyło się na wiele rzeczy, takich jak sprawniejsze podejmowanie decyzji artystycznych, większa swoboda w pisaniu tekstów i komponowaniu piosenek, ale też prezentowaniu siebie na scenie. Przełożyło się to też na większą pewność siebie i tego co mam do powiedzenia. Słuchacze to czują. A w zdefiniowaniu siebie muzycznie uczestniczył też Karol Łakomiec, współkompozytor, współproducent, z którym wszystkie zawodowe decyzje podejmujemy wspólnie.
Kim jest bohaterka z płyty “OMEN”?
Na początku wydawało mi się, że to wiele różnych kobiet. Teraz wiem, że to wiele różnych oblicz tej samej bohaterki. Obserwujemy ją po prostu z różnych kątów i perspektyw. W różnych momentach jej życia. Widzimy ją słabą, unieruchomioną w sytuacji bez wyjścia, ale też stanowczą, zdecydowaną i zdeterminowaną. To jest bohaterka, która postanowiła o siebie zawalczyć. Nie chce widzieć się jako ofiary. Być może dlatego, że bycie ofiarą jest najprostsze. Jest wytłumaczeniem na wszystkie krzywdy tego świata. A ona chce być odporna. Woli się hartować niż nad sobą użalać.
Zobacz także: Kim była „Jolene”? To Dolly Parton ujawniła po latach!
Czy pisanie tekstów w języku polskim jest dla Ciebie pewnego rodzaju wyzwaniem?
Pisanie tekstów w ogóle jest wyzwaniem. Zresztą mówienie też jest wyzwaniem, bo za słowa, które wypowiadamy, też bierzemy odpowiedzialność. To nasze przemyślenia, opinie, oceny, które często mają wpływ na drugiego człowieka. Tak o tym myślę. Słowo ma dla mnie niezwykła moc i wielką wartość. Słowu pisanemu przypisuje szczególne znaczenie, bo ono najbardziej odkłada mi się w głowie.
Lubię chłonąć słowa, opowieści, historie i też sama lubię je tworzyć. Mimo większej świadomości siebie, to oczywiście wciąż jest ogromne wyzwanie i - mam nadzieję - zawsze nim będzie. Najtrudniejszym jest chyba zachowanie swojego stylu przy jednoczesnym niekalkowaniu własnych pomysłów. Szukanie świeżości i nowych środków, żeby wciąż stwarzać sobie nowe wyzwania.
Utwory na albumie są wyjątkowo intymne, osobiste. Za Tobą pierwsze koncerty z cyklu “Zabójcza Trasa”. Jakie doświadczenia towarzyszą Ci przy publicznym śpiewaniu o tak prywatnych przeżyciach?
Skoro potrafiłam zaśpiewać je w studiu, a później wydać, to znaczy, że mam to już w głowie ułożone. Nie ma we mnie krępacji czy wstydu, ale nie jestem też typem ekshibicjonistki. Nie na tym mi zależało, żeby wyspowiadać się słuchaczowi, zaprosić go do sypialni czy życia intymnego. To mimo wszystko opowieść o emocjach, o tym co w relacji, czyli nadal o czymś ludzkim i uniwersalnym, ale ubranym tak, żeby to sposób tej opowieści był przyciągający, niekoniecznie sama treść. Styl to dla mnie nie tylko wabik, ale sztuka właśnie. Oczywiście nie istnieje bez treści, ale czysta treść to wyłącznie podręcznik, a podręcznik rzadko kogo pochłania.
Zobacz także: To oni wystąpią na Warsaw Rocks. Nowa muzyczna impreza już latem w stolicy
“Ucho, ręka, kostka, stopa i para ramiączek, co zsuwały się powoli w Twoje dłonie. Cisza, wdech, wdech. Pot zstępował Ci na skronie” – najnowszy album wręcz ocieka seksualnością...
To jest fragment piosenki „Ani amen”, którego tekst jest złożony z fragmentów prozy Jerzego Pilcha. Chętnie bym go sobie przypisała, ale jeszcze chętniej mówię o tym, że to akurat Jerzy P., bo wiem, że to pierwsza próba skomponowania muzyki do jego słów. Uwielbiam tę piosenkę śpiewać na żywo. Czuję tę opowieść, jakbym ją sama opowiadała, a to chyba najważniejsze, kiedy decydujemy się śpiewać cudzy tekst.
To piosenka o miłości, o uczuciach między dwojgiem ludzi. Seks jest tylko pretekstem. Nie myślę o czystej namiętności, kiedy ją śpiewam, myślę raczej o tym, że seks z miłości i seks wyłącznie jako akt fizyczny jest czymś zupełnie różnym. Jest wynikiem tej miłości i czymś najczystszym i najprawdziwszym w swojej postaci.
Szczególnie dwa ostatnie albumy kojarzą się z nieco mroczniejszymi odsłonami. Skąd ten rodzaj emocjonalności?
Dopiero wtedy wiedziałam, w jaki sposób chcę opowiadać. Pojawiła się większa świadomość tego, który z tych wszystkich znanych mi światów należy do mnie. Który z nich to moje uniwersum. Od dziecka słucham mnóstwo różnej muzyki. Na fortepianie gram od 7 roku życia. To muzyka była tym, co mnie otaczało i kształtowało właściwie bez przerwy. Kontynuowałam kształcenie muzyczne aż do ukończenia studiów w tym kierunku, a w tym czasie moje fascynacje, a wręcz jazdy koncentrowały się, na co rusz innych brzmieniach, innych zespołach, innych sposobach opowiadania.
Przez długi czas czułam się zagubiona w nieskończonej liczbie możliwości. Chciałam chłonąć wszystko, wszystkiego spróbować i wciąż nie wiedziałam, co tak naprawdę należy do mnie. Nie wiem, czy nazwałabym mój styl mrocznym, każdy ma inną skalę, z pewnością nie jest motywująco i pozytywnie, bo tak się złożyło, że inne emocje działają na moją kreatywność. Nie planowałam tego, to nie jest część wizerunku.
Literatura tworzy muzykę i na odwrót. Wyjątkowo mocno jest to widoczne w przypadku twojej twórczości - aluzje literackie, które przebijają się zarówno w formie brzmieniowej, jak i na poziomie samego tekstu. Tym razem przywołałaś mitologiczny wątek Persefony, Aresa, a nawet pierwotnego Chaosu. W jaki sposób kultura napędza Twoją muzykę?
Czerpanie z kultury czy popkultury tj. rozmawianie z innymi tekstami, filmami, bohaterami, zapożyczenia, cytaty, próby odtworzenia aury, symbolika, to wszystko składa się na warstwy, z których zbudowane są piosenki. Tak działam zarówno jako autorka, jaki i takich odniesień szukam jako odbiorczyni. Odkrywanie nowych skojarzeń i referencji podczas każdego kolejnego odsłuchu jest w tym wszystkim najciekawsze. To wcale nie przeszkadza emocjonalnemu działaniu piosenki, bo przecież tego szukamy w pierwszym rzędzie. Ale jeśli chodziłoby wyłącznie o to, szybko okazałoby się, że formuła się wyczerpała, znudziła. Może stąd natłok czekoladopodobnych treści wokół nas. Szybko wpada, jeszcze szybciej wypada, next. Ufam, że słuchacz nie tego potrzebuje. Jeśli w coś wierzę, to właśnie w słuchacza. Nie traktuje go jak kogoś, kto da się złapać na taniochę owiniętą w błyszczące opakowanie.
Zobacz także: Sara James w melancholijnym utworze. Będzie kolejny hit?
W mediach społecznościowych żywo reagujesz na przemiany społeczno-polityczne. Czy twoja muzyka jest również zaangażowana?
Czasem pojawia się wtręt komentujący, ale zawsze staram się, żeby nie było wprost, żeby nie było dosłownie. Chcę zachować uniwersalizm tych piosenek, dlatego nie czerpie z sytuacji doraźnych, krótkotrwałych. Jednocześnie piosenka musi mieć konkretny kształt i właściwości. Zawsze szukam środka, bo znalezienie go wymaga ode mnie najwięcej.
Tym, co na tych płytach przeważa, jest raczej moja kondycja, ale ona wynika i z samopoczucia, i ze stanu relacji, w której jestem, i z tego co dzieje się wokół mnie, a są to przecież też sprawy społeczne. W przypadku płyty „OMEN” o swoich społecznych lękach opowiadam w piosence „Anioł”, na poprzedniej - w piosence „Koniec świata”.
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na zloteprzeboje.pl!