advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
Włącz radio

Paryż 2024. Największa porażka na starcie Igrzysk Olimpijskich

3 min. czytania
26.07.2024 21:55
Zareaguj Reakcja

Paryż potwierdza, że wielkie oczekiwania bywają źródłem jeszcze większych rozczarowań. Właśnie dlatego w stolicy Francji słyszeliśmy nie tylko entuzjastyczne okrzyki kibiców z różnych stron świata, ale i liczne jęki zawodu. Tak wystartowały Igrzyska Olimpijskie 2024.

|

Paryż 2024. Ceremonia otwarcia przerosła organizatorów? Wspaniały pomysł, marne wykonanie

Pierwsza taka ceremonia w dziejach, żyć nią miało całe miasto. Rzeczywistość zweryfikowała niezwykle ambitne plany. Mało kto mógł poczuć się częścią tego rzekomo jednoczącego widowiska. Przykrość kibicom sprawiła kapryśna pogoda i — niestety — organizacja historycznego przedsięwzięcia.

"A miało być tak pięknie…"

Ceremonia otwarcia Igrzysk Olimpijskich 2024 w Paryżu w pierwotnym założeniu miała łączyć wszystko i wszystkich. Tymczasem większość gości na długo zapamięta policyjne blokady, wszechobecny chaos, problemy z dotarciem do celu przez nagłe zmiany komunikacyjne, a także brak podstawowej wiedzy policjantów, żandarmów czy wolontariuszy. Sporo z nich chciało pomóc, ale nie potrafili, m.in. przez brak znajomości topografii oraz jakiegokolwiek języka obcego.

Czy na następnym skrzyżowaniu również zastaniemy blokadę? "I don't know". Czy stacja metra pod naszymi nogami jest czynna? "I don't know". Kiedy można spodziewać się szansy przejścia na drugą stronę ulicy? "I don't know". Do takich odpowiedzi uśmiechniętych policjantów z bronią w ręku przyzwyczaić się musiał chyba każdy fan sportu, który przybył do Paryża na czas otwarcia igrzysk.

Wizualizacje kazały sądzić, że Francuzi dopną wszystko na ostatni guzik, że "zamówili pogodę na ten dzień", niczym Monika Brodka przed laty. Przecież muszą być gotowi na każdy scenariusz, nawet na ulewny deszcz, prawda? Nikt nie powiedział, że w Paryżu pod koniec lipca z całą pewnością będzie świecić słońce…

Przygotowani nie byli. Liczba ujęć, na których w transmisji z ceremonii niewiele widać przez krople deszczu na obiektywach, naprawdę poraża. Zgromadzeni nad Sekwaną paryscy widzowie z zażenowaniem wyglądali spod parasoli w stronę telebimów, chcąc dostrzec więcej, niż dane im było na żywo. Tymczasem show przy trudnych warunkach pogodowych nie powalało również w "wersji telewizyjnej".

Wspomniana publiczność i tak należała do grona szczęściarzy. Przypomnieć należy, że liczba miejsc biletowanych nad rzeką została drastycznie ograniczona przez względy bezpieczeństwa. Nabycie wejściówki na trybuny bez zadaszenia wiązało się z olbrzymim wydatkiem, nawet 2700 euro. Nic dziwnego, że mniej rozrzutni kibice — próbujący w piątkowy wieczór bezskutecznie odnaleźć drożne ścieżki poza gigantyczną "strefą wykluczenia" - czuli się zawiedzeni. Organizatorzy odsunęli ich od serca wydarzeń na co najmniej setki metrów (w niektórych punktach nawet kilka kilometrów), podczas gdy na bulwarach wzdłuż Sekwany spokojnie mogłoby zmieścić się o kilkaset tysięcy osób więcej.

Zobacz także: Céline Dion na wieży Eiffla. Jej spektakularny powrót przejdzie do historii!

Najgorsze wspomnienia mają jednak nie ci, którzy zmokli na odkrytych trybunach, ani też nie przyjezdni kibice, dla których bilety na ceremonię otwarcia okazały się zbyt drogie. Mogło być gorzej. Spotkaliśmy osoby z kodami QR gotowymi do załadowania w specjalnej aplikacji, ale… bez możliwości dotarcia do wyznaczonej strefy. Blokada na blokadzie i informacyjny chaos w sprawie wyłączonych nitek metra pozbawiły ich szansy wykorzystania ważnych wejściówek, mimo naprawdę wyraźnego zapasu czasu. Takich przypadków było niepokojąco dużo.

Paryż powoli cichnie, a emocje związane ze spektakularnym odpaleniem olimpijskiego znicza stopniowo opadają. Ta chwila przeszła do historii. Przed nami ponad dwa tygodnie wspaniałej rywalizacji, która w części z olimpijskich dyscyplin zaczęła się jeszcze zanim Zinedine Zidane przywitał Rafaela Nadala pod wieżą Eiffla. Francuzi oraz ich goście ze wszystkich kontynentów są spragnieni sportowych emocji, czego namiastkę mogliśmy poczuć już w czwartkowy wieczór, gdy na Stade de France gospodarze przy pełnych trybunach awansowali do półfinału rugby sevens. Atmosfera była wówczas wspaniała, wręcz niepowtarzalna. Jednak o dniu ceremonii tego już raczej powiedzieć nie można.

Igrzyska są piękne, gdy wygrywa sport, a nie przerost formy nad treścią ku uciesze wiwatujących wybrańców, odgrodzonych od reszty kilkoma wysokimi płotami. Oby moknący godzinami na łodziach sportowcy zebrali szybko niezbędne siły oraz koncentrację, by dać swoim kibicom pokaz umiejętności i walki na najważniejszej imprezie czterolecia.

Z Paryża dla Radia Złote Przeboje i ZlotePrzeboje.plPaweł Tabędzki

Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na zloteprzeboje.pl!