W PRL nazywali ją "wariatką". Dziś Polacy nie pamiętają tej ikony
W tym roku przypada 115. rocznica urodzin Wandy Stanisławskiej-Lothe, aktorki, której życie mogłoby posłużyć za scenariusz pełnometrażowego filmu. Choć dla wielu na zawsze pozostanie Mamoniową z kultowego "Rejsu", była postacią znacznie bardziej fascynującą: niezłomna w czasie wojny, ekscentryczna w życiu prywatnym, błyskotliwa na scenie i ekranie.
- Wanda Stanisławska-Lothe zadebiutowała na scenie jako nastolatka.
- W czasie wojny straciła męża i odmówiła pracy w nazistowskich teatrach.
- Mimo wielu filmowych epizodów to teatr pozostał jej największą miłością.
Wanda Stanisławska-Lothe, urodzona 22 czerwca 1908 roku, choć dla większości widzów pozostanie niezapomnianą Mamoniową z kultowego Rejsu, była postacią znacznie bardziej złożoną i barwną niż mogłoby się wydawać. Jej życie to gotowy scenariusz filmowy — dramatyczny, pełen pasji, wzlotów i tragicznych zwrotów akcji.
Rozwiąż quiz o aktorkach. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...
Quiz: Quiz. Aktorki PRL. Dopasuj kadr do tytułu filmu. Mistrz zdobędzie 17/20
"Ja się po prostu urodziłam w zawodzie, który stał się moim ulubionym" — wspominała w rozmowie z "Dziennikiem Bałtyckim", opowiadając, jak od najmłodszych lat towarzyszyła matce - recenzentce teatralnej - za kulisami. Swoją pierwszą rolę dostała jeszcze przed uzyskaniem uprawnień aktorskich — w lutym 1928 roku, w Teatrze Polskim w Wilnie, choć jej nazwisko początkowo ukrywano pod trzema gwiazdkami.
Egzamin aktorski Wanda Stanisławska-Lothe zdała dopiero półtora roku później, ale od tego momentu scena stała się jej drugim domem. Grała w teatrach w Toruniu, Poznaniu, Katowicach, a przede wszystkim — w Trójmieście, gdzie przez ćwierć wieku była gwiazdą Teatru Wybrzeże. Grała także w kilku spektaklach stworzonej przez Zbigniewa Cybulskiego i Bogumiła Kobielę Sceny Eksperymentalnej, której premiery odbywały się w sopockim SPATiF-ie.
Wanda Stanisławska-Lothe. Jej role przeszły do historii
Wanda Stanisławska-Lothe w teatrze nie tylko zyskała spełnienie i uznanie publiczności, ale i znalazła miłość życia — Tadeusza Lothe, sekretarza Teatru Na Pohulance w Wilnie. Pobrali się w styczniu 1941 roku. Szczęście nie trwało jednak długo. We wrześniu 1943 roku Tadeusz został rozstrzelany przez Niemców w Ponarach. Po jego śmierci Wanda odmówiła grania w nazistowskich teatrach. Utrzymywała siebie i córkę, pracując jako kelnerka, pianistka, a nawet sprzątaczka.
Dopiero po wyzwoleniu Wilna wróciła na scenę. Wraz z matką i córką przeprowadziła się do Polski. Po kilku przystankach – w Toruniu i Olsztynie – dotarła do Sopotu, gdzie rozpoczął się najdłuższy i najbardziej owocny etap jej teatralnej kariery. Na scenach Trójmiasta Wanda Stanisławska-Lothe zagrała dziesiątki ról, które przeszły do historii.
Krytycy pisali, że "daje koncerty gry aktorskiej" i "wygrywa swoje role do granic możliwości". Gdy zbliżała się do sześćdziesiątki, uznała, że czas na zmiany. Przeniosła się do Warszawy, gdzie niespodziewanie zaproponowano jej udział w "Rejsie" Marka Piwowskiego. Warunki miała jednoznaczne.
"Powiedziała, że wystąpi pod tym warunkiem, że na statek wstawi się pianino. Była z niej niezła wariatka" — wspominał operator Marek Nowicki w rozmowie "Gazetą Wyborczą". Tak powstała jej najsłynniejsza filmowa kreacja – inżynierowa Krystyna Mamoń, kobieta, która "lubi, jak jest nudno".
"Była oryginałem, a przy tym prawdziwą damą"
Wanda Stanisławska-Lothe była postacią nietuzinkową, z silną osobowością i niepodrabialnym stylem. Jej ekscentryzm przeszedł do legendy. Na planie filmowym pojawiała się z własnym czajnikiem wypełnionym alkoholem, który sączyła prosto z dzióbka. Koleżanki z teatru wspominały też, jak rano po bankiecie potrafiła froterować podłogę. "Miała na sobie czarną halkę i kapelusz z szerokim rondem. Była oryginałem, a przy tym prawdziwą damą" — mówiły.
Choć zagrała w wielu filmach i serialach, to sama wyznała pod koniec życia na łamach "Stolicy": "W telewizji i w kinie grywałam właściwie marginesowo – jakieś drobne epizody. Wolę nade wszystko teatr". Na małym i dużym ekranie Wanda Stanisławska-Lothe pojawiała się w samych wielkich tytułach – "Polowaniu na muchy" Wajdy, "Dzięciole" Gruzy, "Granicy" Rybkowskiego czy serialach "Polskie drogi" i "S.O.S.".
Jedną z jej bardziej pamiętnych ról była też ta we współpracy ze Stanisławem Bareją. W 1978 roku reżyser zaprosił ją do udziału w komedii "Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz". W jednej ze scen jej postać próbuje załagodzić sytuację w sklepie po wybuchu gniewu swojego męża. Moment ten na stałe zapisał się w pamięci widzów jako jeden z najzabawniejszych w całym filmie: "Kaziu, uspokój się! Panie kierowniku, on się na wszystkie sklepy obraża. Mieszkamy na Służewcu, to aż do Żoliborza mamy wszystkie sklepy poobrażane".
Jej życie prywatne i zawodowe było splecione z historią Polski – od przedwojennego Wilna, przez okupację i powojenne migracje, aż po triumfy na deskach gdańskich i warszawskich scen. Wanda Stanisławska-Lothe dla wielu pozostaje ikoną – nie tylko dzięki kultowej roli Mamoniowej, ale przede wszystkim jako symbol aktorskiego oddania, elegancji i odwagi. Zmarła 6 listopada 1985 roku po długiej walce z chorobą nowotworową. Miała 75 lat.
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na ZłotePrzeboje.pl!