Najlepsze świąteczne filmy. Nawet nie pomyślisz o "Kevinie"
Święta Bożego Narodzenia to idealny moment na rodzinne seanse filmowe. Mamy wtedy dużo wolnego czasu, żeby spokojnie przetrawić wigilijne pyszności przed telewizorem. Trzeba tylko wybrać do tego odpowiedni film, a to bywa nie lada wyzwaniem. Oczywiście, możesz kolejny raz włączyć nieśmiertelnego Kevina, ale... po co? Jest sporo innych możliwości! Oto lista świątecznych filmów.
- "Kevin sam w domu" to świąteczny klasyk, który co roku oglądają Polacy.
- Wiele osób szuka alternatyw i zastanawia się, co obejrzeć w Święta Bożego Narodzenia w telewizji.
- Lista świątecznych filmów jest długa. Wśród nich znajdziemy wiele słynnych produkcji.
W świadomości wielu miłośników świątecznych produkcji utarło się przekonanie, że Święta Bożego Narodzenia nie mogą się obejść bez seansu kultowego "Kevina samego w domu". Dlatego też wielu widzów rokrocznie zasiada na kanapie, aby po raz kolejny zobaczyć, jak mały McCallister walczy z niezdarnymi złoczyńcami.
Jednak część widowni tęskni za powiewem różnorodności i rozpaczliwie poszukuje alternatyw. Zatem jaki film świąteczny wybrać, aby przełamać wieloletnią rutynę? Istnieje co najmniej kilka propozycji, nowszych i starszych, które nadają się do tego idealnie. Podpowiadamy, co obejrzeć w święta.
"W krzywym zwierciadle: Witaj, Święty Mikołaju"
"W krzywym zwierciadle: Witaj, Święty Mikołaju" to film z komediowej serii o rodzinie Griswoldów. Tytuł ma swoje lata, ponieważ swoją premierę miał dokładnie w 1989 roku, jednak to jedynie rok więcej niż ma "Kevin sam w domu". Dlatego też, jeśli chcemy pozostać mniej więcej w tym samym okienku czasowym, będzie to idealny zamiennik.
Filmy z przełomu lat 80. i 90. mimo upływu dekad od premiery wciąż przyciągają widzów, którzy chcą poczuć ten specyficzny klimat wywołujący nutkę nostalgii. "W krzywym zwierciadle" idealnie spełni się w tej roli, ukazując Stany Zjednoczone tamtego okresu w całej ich sparodiowanej okazałości.
Seria filmów "W krzywym zwierciadle", pomimo lat zasłużyła sobie na pamięć widzów przede wszystkim ze względu na absurdalny humor, który się nie nudzi. Całość dodatkowo koloruje fantastyczny Chevy Chase, który jako głowa rodziny, czyli mało rozgarnięty Clark Griswold, jest źródłem większości "przygód", jakie przeżywa jego rodzina.
Jest to pozycja absolutnie do nadrobienia, jeśli z jakiegoś powodu przez ponad trzydzieści lat pozostawała poza zasięgiem waszych oczu.
Redakcja poleca:33 lata "Rozmów kontrolowanych". "Czasem dziwi, z czego młodzi rechoczą"
"The Grinch"
Filmy o gnuśnym zielonym stworze mogą się wydawać nieco przeterminowane, ponieważ pierwsza ekranizacja książki Theodora Seussa Geisela, ukazała się bowiem już w 1966 roku. Nie należy jednak zapominać, że to była udana produkcja, czego dowodem było ciepłe przyjęcie ze strony krytyków filmowych.
Po latach próbowano powtórzyć ten sukces i w 2000 roku wypuszczono "Grinch: Świąt nie będzie". Chociaż ta część nie zrobiła aż tak dużego wrażenia na recenzentach, wciąż jest ciepło wspominana przez większość widzów, która pamięta ten film z młodości.
Jest jeszcze trzecia opcja, czyli film animowany z 2018 roku. Film zatytułowany po prostu "The Grinch", podobnie jak poprzednie wersje, jest idealnym wyborem dla wszystkich, którzy nie przepadają za przesłodzonymi komediami świąteczno-romantycznymi.
Wielu widzów z pewnością poczuje nić porozumienia z tytułowym bohaterem, który po prosty nie ma ochoty być miłym, a przecież każdy czasem ma takie dni.
Co więcej, filmy animowane takie jak "The Grinch" to świetny wybór, aby wyzbyć się przekonania, że tego typu tytuły przeznaczone są wyłącznie dla dzieci. Uniwersalny humor sprawia, że dorośli również mogą się przy nim świetnie bawić bez cienia zażenowania.
Redakcja poleca:Gdynia okiem filmowców. To tu kręcono kultowe produkcje PRL!
"Chłopaki z baraków: Odcinek świąteczny"
"Chłopaki z baraków" to tym razem pozycja serialowa, która ma do zaoferowania naprawdę mocnego kandydata w postaci specjalnego odcinka świątecznego. Bożonarodzeniowy epizod, podobnie jak reszta sezonów, trafi do każdego fana głupawego humoru z początku milenium, który jeszcze nie wiedział, co to poprawność polityczna.
Trójka kumpli z osiedla przyczep mieszkalnych Sunnyvale w Kanadzie charakteryzuje się nienachalną inteligencją. Panowie tym razem przygotowują się do celebracji Bożego Narodzenia, oczywiście na swój sposób.
Julian wciąż rozmyśla o szybkim i niekoniecznie legalnym zarobku, Ricky poddaje się filozoficznym rozmyślaniom o Świętym Mikołaju, natomiast Bubbles po prostu chce spędzić miło czas przy ognisku.
Chociaż atmosfera powinna być podniosła, to główni bohaterowie nie zawodzą i nie rezygnują ze starych przyzwyczajeń. Dlatego też, jeśli tym razem nie skończą w areszcie, będzie można powiedzieć, że odnieśli pewnego rodzaju sukces.
"Znachor"
Na chwilę odejdziemy od typowo świątecznej i/lub komediowej tematyki, a to wszystko za sprawą kultowego już "Znachora". Mimo że fabuła adaptacji nie ma zbyt wiele wspólnego z Bożym Narodzeniem, to już samo doświadczenie seansu może stworzyć odświętną atmosferę.
Ekranizacja powieści Tadeusza Dołęgi-Mostowicza z 1982 roku to prawdziwy fenomen telewizyjny ostatnich lat. Melodramat sprzed lat nagle stał się hitem emitowanym równolegle w kilku stacjach telewizyjnych. Dlaczego wszyscy nagle przypomnieli sobie o jego istnieniu, trudno powiedzieć, jednak ciężko nie dostrzec tego zjawiska.
Wydawałoby się, że oglądanie w kółko tego samego filmu może nużyć, jednak z jakiegoś powodu ludzie wciąż oglądają "Kevina samego w domu". Dlaczego zatem nie przerzucić się na wzruszającą rodzimą produkcję?
"Znachor" oglądany kolejny raz wciąż robi takie samo wrażenie. Natomiast ikoniczny już tekst: "Proszę państwa, wysoki sądzie, to jest profesor Rafał Wilczur", wypowiadany przez Piotra Fronczewskiego za każdym razem wzbudza ogromne emocje.
Jeśli jednak kolejny seans tej samej wersji "Znachora" jakimś cudem okaże się mało atrakcyjnym pomysłem, zawsze można sprawdzić zeszłoroczną ekranizację powieści Dołęgi-Mostowicza. Film Michała Gazdy stał przed niełatwym zadaniem odświeżenia starego i dobrze znanego klasyka.
Reżyser stanął jednak na wysokości zadania i przekonał do siebie nawet dosyć konserwatywnych widzów.
Noc Świętego Mikołaja
Na koniec powrócimy do typowo świątecznych klimatów. "Noc Świętego Mikołaja" to komedia wchodząca w skład telewizyjnego cyklu trzynastu filmów związanych z Bożym Narodzeniem. Za reżyserię tytułu odpowiedzialny był Janusz Kondratiuk, a w obsadzie znalazły się takie nazwiska jak Buczkowski, Olszówka czy Więckiewicz.
Film jednego z braci Kondratiuków to klasyczna komedia pomyłek, w której główne skrzypce grają więźniowie Lucjan oraz Jędruś. W tych rolach doskonale odnaleźli się bezbłędni Zbigniew Buczkowski oraz Leszek Zduń.
Te dwa tęgie umysły przemysłu kryminalnego za namową więziennego kapelana postanawiają zrobić dobry uczynek podczas pobytu na przepustce. Ich zadaniem miało być rozdawanie prezentów podopiecznym jednego z domów dziecka. Jednak nie wszystko poszło zgodnie z ich planem, a dzieci zamiast zabawek otrzymują gadżety erotyczne.
"Noc Świętego Mikołaja" będzie zatem dobrą opcją dla fanów przaśnego humorku, która ma przede wszystkim odprężać, a nie zmuszać do nadmiernego myślenia.
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na ZlotePrzeboje.pl!