advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
Włącz radio

Obejrzałam "Gąskę" i "The Office.PL". Miałam ciarki żenady

4 min. czytania
06.01.2025 09:08
Zareaguj Reakcja

Seriale komediowe wracają do łask! W tym roku mieliśmy okazję oglądać kolejny sezon “The Office.PL” oraz “Gąskę”. Czy warto poświęcić na nie kilkanaście godzin swojego życia? Oto recenzja seriali na ZłotePrzeboje.pl

Kadry z "Gąski" i "The Office PL"
fot. YouTube / @COMEDYCENTRALPOLSKA / @PrimeVideoPL
  • Czy polska wersja "The Office" jest tak zła, jak ją malują?
  • Czy serial "Gąska" jest warty obejrzenia?
  • Recenzja obu tych seriali tylko za Złote Przeboje.pl.

"The Office" to jeden z tych seriali, które się albo kocha, albo nienawidzi. Nie będę kłamać, należę do tej pierwszej grupy. Wiadomość o polskiej wersji nie napawała mnie jednak optymizmem. Nie od dziś wiadomo, że rodzime wersje filmów czy seriali nie należą do najlepszych. Obawiałam się, że scenarzyści popełnią ten sam błąd, co twórcy pierwszego sezonu amerykańskiej wersji "The Office" - będą bezkrytycznie wzorować się na oryginale.

Do "Gąski" podchodziłam już z niekłamaną ciekawością. W rolę główną miał wcielić się Tomasz Kot, a o tym, że jest to jeden z najlepszych polskich aktorów, chyba nie trzeba nikogo przekonywać. Zwłaszcza po obejrzeniu "Zimnej Wojny". Gdybym miała zakładać się o pieniądze, który z tych seriali bardziej mi "podejdzie", przegrałabym sporą sumę.

Rozwiąż quiz muzyczny. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...

- 676ee6525b94195a735f5bb9

Witamy w Kropliczance!

Chcąc zrozumieć "The Office", trzeba wiedzieć, kim tak naprawdę jest Michael Scott. To czterdziestokilkuletni menedżer filii Dunder Mifflin — firmy produkującej papier. Uważa się za najlepszego szefa świata. Nawet ma kubek z takim napisem. Humor przedkłada nad pracę i tego samego oczekuje od swoich pracowników. Gdyby serial kręcono w dzisiejszych czasach (The Office kręcono w latach 2007-2011), nazwano by go mizoginem, seksistą i manipulantem.

Pod płaszczykiem "humoru" skrywa swoją największą tajemnicę. Michael Scott jest samotnym, bardzo wrażliwym człowiekiem, który marzy o tym, aby kochać i być kochanym. Ten dualizm charakteru sprawia, że stał się on jedną z najbardziej lubianych postaci w historii seriali. 

Redakcja poleca:To jej najbardziej osobista książka. "Byłam obdarta do żywej duszy"

Jak to się przekłada na polską wersję? W Kropliczance — firmie produkującej wodę — mamy Michała Holca. Szefa, który nie umie być szefem. Tak jak Scott, przekłada humor ponad pracę i tak jak on chce być lubiany, bo w głębi serca jest bardzo samotnym człowiekiem.

Jest jedno "ale". Menedżer Dunder Mifflin jest przy tym żałośnie zabawny. Michał Holc w ogóle nie jest zabawny. Dlatego twórcy stworzyli jeszcze jedną postać, która daje pełny obraz tego, kim jest polski Michael Scott. Tą postacią jest Patrycja, córka szefa Kropliczanki. Razem z Michałem Holcem tworzą polską wersję kultowej postaci i trzeba przyznać, że wychodzi im to znakomicie.

W "The Office PL" mamy też własnego Dwighta. I choć uwielbiam Rainna Wilsona, który wciela się w tę postać w amerykańskiej wersji, muszę przyznać, że rodzimy Darek Wasiak jest absolutnie nie do podrobienia. Tak jak Dwight, mógłby poświęcić życie dla pracy (i szefa) i tak jak Dwight jest śmiertelnie poważny, jednak przy tym na wskroś polski.

Darek Wasiak jest typową konserwą. Taką przez wielkie "K". Nie akceptuje odmienności czy odstępstwa od ogólnie przyjętych reguł. Zatrzymał się w latach 80. i nie wygląda, by mu to przeszkadzało. O Darku Wasiaku można byłoby napisać naprawdę dużo, ale nie ma to większego sensu. To trzeba po prostu zobaczyć. Dodam tylko, że Adam Woronowicz wykazał się tak dużym talentem komediowym, że wykreowana przez niego postać może być porównywana do Kilera czy kultowego Bolca.

Darek Wasiak
fot. Darek Wasiak i jego "okejka" / Comedy Central

Nie mogłoby zabraknąć wątku miłosnego. W wersji amerykańskiej mamy Jima i Pam. W polskiej Adama i Asię. I tutaj mam dość mocny zgrzyt, bo choć ich historia znacząco różni się od tej, którą mieliśmy okazję oglądać w "The Office" pomiędzy aktorami nie ma ani krzty chemii. Jeszcze nie ma, ale wiele wskazuje na to, że w kolejnym sezonie ich relacja może stać się jednym z najważniejszych elementów serialu.

Redakcja poleca:Tajemnica intymnych przebojów Kultu. "To jak wkroczenie w prywatność"

Czwarty sezon "The Office PL" to już w pełni autorska wersja. Scenarzyści poruszyli tematy, które od lat łączą i dzielą Polaków. Była dyskusja o LGBT, używkach, uzależnieniach, a nawet o… papieżu Polaku. Miało być amerykańsko, ale wyszło tak polsko, jak to tylko możliwe. I bardzo dobrze. 

"Gąska", czyli pochwała Stanów Zjednoczonych

"Gąska" miała być hitem. Producenci zatrudnili cenionych reżyserów (m.in. Macieja Buchwalda, który odpowiada za serial "1670") i utalentowanych scenarzystów, pracujących przy wspomnianym już "The Office PL". Nie zabrakło gwiazdorskiej obsady w postaci Tomasza Kota czy Janusza  Chabiora. Wszystko wskazywało na to, że doczekaliśmy się kolejnej, dobrej komedii. Niestety, oczekiwania znowu przerosły rzeczywistość. 

Serial zaczyna się od rozmowy rekrutacyjnej. O pracę kasjerki stara się Lena, która niedawno zrezygnowała z pracy redaktorki w portalu plotkarskim, i Madzia, sympatyczna, prostolinijna matka dwójki dzieci. Rekruterem jest szef, czyli Włodek (w tej roli Tomasz Kot). 

W kolejnych scenach poznajemy resztę zespołu. Mamy Kazika (Janusz Chabior), ochroniarza z kryminalną przeszłością o wyjątkowo wrażliwym sercu, Lubę - ekspedientkę, która ewidentnie czuje coś do Kazika. Są też Marek, Młody i Dominika, szorstka i wymagająca menadżerka. 

Co mogło pójść nie tak? Odpowiedź brzmi: scenariusz. Choć aktorzy starają się, jak mogą, postacie i dialogi są po prostu nijakie. Nie porywają, nie bawią, nie zwracają uwagi. Po kilku odcinkach zaczynają nudzić, a pod koniec nawet męczyć. 

Najgorsze są jednak "halucynacje" Leny, które objawiają się w postaci Mariusza Pudzianowskiego, Weroniki Rosati czy Roberta Makłowicza (tu daję duży plus, ale tylko dlatego, że to… Robert Makłowicz). Miały być zabawne, jednak już po minucie pojawiają się ciarki żenady. Przynajmniej u mnie.

Jaki z tego wniosek? "Gąska" mogła być naprawdę dobrą komedią, a została parodią przeciętnego, amerykańskiego sitcomu z lat 80. Mogę mieć tylko nadzieję, że w kolejnych sezonach, o ile takowe powstaną, scenariusz nabierze "pazura".

Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na ZlotePrzeboje.pl!