advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
Włącz radio

Polak, który w PRL zdobył Oscara. Z czerwonego dywanu trafił do aresztu

2 min. czytania
27.01.2026 21:20
Zareaguj Reakcja

Zbigniew Rybczyński jest kimś, z kogo Polacy powinni być naprawdę dumni. W końcu mowa o jednym z naszych rodaków, którym udało się zdobyć Oscara. Niestety, pamiętnego wieczoru nie wszystko poszło, delikatnie ujmując, zgodnie z planem. Wprost przeciwnie, Rybczyński wylądował... w areszcie!

Zbigniew Rybczyński, polski zdobywca Oscara
fot. Wikimedia Commons (CC BY-SA 4.0, Noah Eberhart)
  • Zbigniew Rybczyński to Polak, który zdobył Oscara w PRL.
  • Laureat Oscara wylądował w areszcie z powodu nieporozumienia.
  • Kontrowersje wokół Rybczyńskiego nie przesłoniły jego sukcesu.

Zbigniew Rybczyński przyszedł na świat 27 stycznia 1949 roku, więc jak nietrudno policzyć, dziś świętuje 77. urodziny. To absolwent wydziału operatorskiego PWSFTviT w Łodzi, czyli nieoficjalnej "polskiej stolicy filmowej". Z czasem okazało się, że talentem przewyższa nie tylko kolegów po fachu z Polski, ale również - świata. 

Rozwiąż quiz filmowy. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...

Quiz: Quiz. Rozpoznaj film PRL po aktorze. Tylko ekspert zgarnie 19/20!

1/20 W jakim filmie zagrał Jerzy Bińczycki?

Zbigniew Rybczyński odebrał Oscara. Później został powalony przez ochronę

Na początku lat 80. miał swoją premierę najwybitniejszy krótkometrażowy film autorstwa Zbigniewa Rybczyńskiego. Mowa oczywiście o "Tango" - tytule, za którego stworzenie polski filmowiec dostał statuetkę Oscara. 

Redakcja poleca

W 1983 roku Zbigniew Rybczyński na dobre zapisał się w historii światowego kina, odbierając statuetkę Oscara. Niestety, chwila tryumfu w Dorothy Chandler Pavilion (dziś: Dolby Theatre - przyp. red.) szybko ustąpiła miejsca przerażeniu. A wszystko przez niewinną, zdawałoby się, decyzję, żeby wyjść przed budynek oraz zapalić papierosa. Został bowiem wzięty za intruza! 

Idę zapalić z wrażenia, wracam, a ci kelnerzy skaczą mi na plecy, kopię ich po jajach, zakładają mi kajdanki, do garażu, choć krzyczę, że "I have Oscar", bo więcej wtedy nie umiem - wspominał po latach Zbigniew Rybczyński ("Gazeta Wyborcza"). 

Niestety, Zbigniew Rybczyński nie znał języka angielskiego, nie był więc w stanie samodzielnie wyjaśnić nieporozumienia. W efekcie prosto sprzed Dorothy Chandler Pavilion przewieziono go do aresztu, ponieważ ochrona wezwała funkcjonariuszy policji. Ostatecznie spędził tam całą noc. Samo zdarzenie - co nie powinno zresztą dziwić - odbiło się szerokim echem w światowych mediach. 

Źródło: Fakt.pl, "Gazeta Wyborcza"