To jej najbardziej osobista książka. "Byłam obdarta do żywej duszy"
Małgorzata Oliwia Sobczak to postać, której nie trzeba przedstawiać żadnemu miłośnikowi polskich powieści kryminalnych. W wywiadzie dla Radia Złote Przeboje opowiedziała o swojej najnowszej, szczególnej książce. Nie tylko odeszła od gatunku, z jakim jest kojarzona, ale włożyła w opisaną historię serce i dusze.
- Małgorzata Oliwia Sobczak to jedna z najbardziej znanych polskich pisarek kryminałów.
- "Ona i dom, który tańczy" jest wyjątkową pozycją w dorobku tej popularnej autorki.
- W rozmowie z Radiem Złote Przeboje pisarka zdradza m.in., dlaczego to jej "najbardziej osobista" książka.
Jeszcze kilka miesięcy temu tryumfy wśród polskich użytkowników Netflixa święcił film "Kolory zła: Czerwień". Autorką książki, na podstawie której powstała hitowa produkcja, jest właśnie Małgorzata Oliwia Sobczak. Na liście jej sukcesów wydawniczych są również m.in. inne części serii "Kolory zła" ("Czerń", "Biel" i "Żółć"), "Szelest" czy "Szum".
Tym razem Małgorzata Oliwia Sobczak zdecydowała, że spróbuje swoich sił w gatunku innym niż kryminał. Tym sposobem światło dzienne ujrzała książka "Ona i dom, który tańczy", nie bez powodu określana "najbardziej osobistą" w dorobku autorki. Dlaczego? Najlepiej wyjaśni sama pisarka!
Redakcja poleca:Potwór, który zrodził się z lęku. "Godzilla" to coś więcej, niż myślisz
Małgorzata Oliwia Sobczak: "Walczyłam o siebie każdym możliwym sposobem"
Ewelina Kolecka, Radio Złote Przeboje: "Ona i dom, który tańczy" jest promowana jako pani "najbardziej osobista" książka. Co naprawdę kryje się pod tym sloganem?
Małgorzata Oliwia Sobczak: Tak to jest z pierwszymi powieściami, że zamykamy w nich najwięcej siebie. Ja tę książkę pisałam w bardzo trudnym okresie mojego życia. Przepełniała mnie wtedy tęsknota tak mocna, że aż bolało. Byłam obdarta do żywej duszy, a z drugiej strony walczyłam o siebie każdym możliwym sposobem. W tym poprzez pisanie, które stało się pewnego rodzaju formą autoterapii.
Jak pani stan psychiczny odbił się na samej książce?
Do "Ona i dom, który tańczy" przemyciłam naprawdę dużo moich uczuć, przemyśleń, wspomnień i traum, a cała fabuła oscyluje wokół problematyki miłości i pogodzenia z jej stratą. Co więcej, czytelnik znajdzie tutaj opowieści z przeszłości członków mojej rodziny, które w mniej lub bardziej oryginalnej formie wplotłam do fikcyjnej fabuły "Ona i dom...". Jest też dom należący do moich dziadków – dom, w którym zawsze straszyło – i to on stał się jednym z bohaterów tej książki.
Autorka tak świetnie przyjętych kryminałów nagle postanawia spróbować swoich sił w innym gatunku?
Ha! No właśnie niby "Ona i dom, który tańczy" to najnowsza powieść, ale tak naprawdę to mój powieściowy debiut, wznowiony po latach nieobecności na rynku. Po należytej redakcji i z nową piękną okładką. Od tej książki tak naprawdę zaczęło się moje prawdziwe pisanie. Wtedy padło na powieść obyczajową.
Dlaczego?
Ta forma wydala mi się najlepsza, by opowiedzieć historię o miłości, przeszłości, która wciąż człowieka goni, o niezatartych wspomnieniach, traumach przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Ale w tej powieści pobrzękuje już klimat, jaki lubię roztaczać w swoich kryminałach: jest niepokojąco i mrocznie. Mamy niejedną tajemnicę, którą trzeba odkryć poprzez łączenie kropek i zbieranie śledczych tropów, a nawet pojawia się zabójstwo, a sprawca jest nieznany! Gdy teraz o tym myślę, ta pozycja była takim pierwszym krokiem na mojej kryminalnej drodze.
Co takiego zawiera w sobie ten gatunek, że uznała go pani za odpowiedni dla historii, którą chciała opowiedzieć? A może było wprost przeciwnie, najpierw przyszła historia, a potem pojawiła się "szufladka"?
Najpierw przyszła historia. W dzień Wszystkich Świętych pojechałam z mamą na cmentarz do Żuławek, nieopodal domu dziadków. Odwiedzałyśmy groby, a mama opowiadała historie o zmarłych i okazało się, że w tej żuławskiej wsi niejedno się działo!
To znaczy?
Nieszczęśliwie zakochani, zamordowani, samobójcy, hazardziści. To zainspirowało mnie, by wypytać o losy członków naszej rodziny i okazało się, że tu również pojawiło się sporo niedopowiedzeń i tajemnic. Tak zaczął rysować się w mojej wyobraźni zupełnie fikcyjny scenariusz, pełen prawdziwych "haczyków". W zasadzie pracując nad tą powieścią, nie myślałam o gatunku. Pisałam tak, jak podpowiadało mi serce. Tym sposobem powstała książka obyczajowa, stojąca jedną nogą w literaturze pięknej. Ale czytelnicy znajdą w niej również elementy realizmu magicznego, kryminału i thrillera.
Przeszłość, przed którą nie ma ucieczki
Kiedy poznajemy główną bohaterkę, Iwę, pozornie wiedzie ona dobre życie. Nie jest jednak w stanie funkcjonować, dopóki nie poukłada wydarzeń z przeszłości i swoje, i ukochanych kobiet, matki i babki. Czy człowiek może być szczęśliwym i spełnionym, jeżeli nie jest "pogodzony" z własnymi korzeniami?
Szczęście to taki złożony konstrukt. By mieć prawdziwe poczucie szczęścia, wiele małych elementów musi wskoczyć na swoje miejsce. Czasami jedno brakujące ogniwo nie pozwala w pełni osiągnąć tego stanu. Moja powieść pokazuje, że największą przeszkodą w odnajdywaniu szczęścia jest zamknięcie się w więzieniu bolących wspomnień i traum z przeszłości. Bez przepracowania przeszłości, nie sposób się od niej odciąć: będzie gonić nas tak długo, aż wyjdziemy naprzeciw. A nawet wtedy nie będziemy w stanie jej wymazać.
Co możemy zrobić, żeby uniknąć tej pułapki?
Jedynym sposobem na bolesną przeszłość jest akceptacja. Bez akceptacji tego, co było, co nas zbudowało, co nas skrzywdziło, nie sposób pójść dalej. Traumy na zawsze zostają częściami naszej opowieści. To blizny, którymi jesteśmy pokryci. Ale zawsze możemy nadać im nową jakość. Joanna Bator w książce "Purezento" nawiązała do sztuki kintsugi – naprawiania pękniętej ceramiki za pomocą złota i żywicy. Człowiek doznający krzyw, musi podjąć ciężką pracę, by zbudować się na nowo – skleja siebie na powrót, zyskując złote blizny.
Bohaterami powieści są nie tylko ludzie, ale i tytułowy "dom, który tańczy". Jak oddziałuje na swoich mieszkańców?
Tytułowy dom ma ogromne znaczenie dla rozgrywających się w książce wydarzeń. Dom jest nie tylko przestrzenią łączącą kobiety reprezentujące trzy inne pokolenia. Jest też świadkiem wydarzeń. Obserwuje, wsłuchuje się w rozmowy oraz myśli bohaterek. Ma swoje uczucia oraz własną dramatyczną historię, którą czytelnik poznaje w jednym z rozdziałów. I ona ma niebagatelne znaczenie dla losów jego mieszkańców.
W kulturze żuławskiej przekroczenie progu domu stanowi akt symboliczny. I tak jest też w "Ona i dom, który tańczy". Wkroczenie do domu wykrzywia wszystkie obowiązujące poza jego granicami normy.
Innym szczególnym bohaterem jest region, czyli Żuławy. Co ujęło panią w tym terenie do tego stopnia, że zdecydowała się osadzić tam akcję powieści?
Żuławy Wiślane mają dla mnie osobiste znaczenie. W żuławskiej wsi o nazwie Drewnica, w której rozgrywa się fabuła mojej powieści, zamieszkali po wojnie moi dziadkowie migrujący z województwa kujawsko-pomorskiego. To w Drewnicy babcia i dziadek się poznali i tam, w pięknym gburskim nawiedzonym domu mieszkali większość życia.
Żuławy to taka moja Mała Arkadia, miejsce, w którym spędziłam pół dzieciństwa, biegając wraz z kuzynostwem po polach, opalając się na wale, wspinając na drzewa, zjeżdżając po sianie w stodole, bujając się na dwoinowych drzwiach prowadzących do domu. A do tego historia i rzeźba terenu Żuław są niezwykłe.
Co ma pani na myśli?
Płaskie jak naleśniki, podmokłe tereny, po których hula wiatr, naznaczone zostały bogatą, wielowymiarową i wielokulturową przeszłością. To idealna, bardzo plastyczna przestrzeń na fabułę mrocznej powieści.
Redakcja poleca:Katastrofy lotnicze w PRL. Te tragedie wstrząsnęły całą Polską
Czucie i wiara, a może szkiełko i oko?
W swojej powieści regularnie zderza Pani zjawiska, które według wierzeń ludowych pochodzą "nie z tego świata", z naukowymi wyjaśnieniami na ich występowanie, np. tzw błędne ogniki. A czy my sami, czytelnicy, powinniśmy widzieć w tym realizm magiczny?
Cała fabuła "Ona i dom, który tańczy" opiera się na ścieraniu tego, co duchowe i nadprzyrodzone, z tym, co realne i wytłumaczalne pod względem naukowym. Czy unoszące się nad ziemią ogniki to dusze ludzi, którzy nie przeszli w zaświaty, czy wypalający się na podmokłych terenach metan? Czy dom wzdycha, czy trzeszczy stara podłoga? Czy na strychu straszy, czy to tylko wyobraźnia płata figle? Czytelnicy sami mogą zdecydować.
Chociaż Iwa, Józefina i Antonina wkraczały w dorosłość w różnych okresach historycznych, mogłoby się wydawać, że pragnienia mają zaskakująco tożsame. Czyżby ludzkie potrzeby nie zmieniały się niezależnie od czasów?
Coś w tym jest. Ludzie bez względu na czasy noszą w sobie rudymentarne i odwieczne pragnienia. Poza podstawowymi potrzebami, chcemy kochać i być kochani, czuć się z kimś bezpiecznie, pragniemy prawdziwych uczuć, bo to one budują prawdziwość naszego życia. Bez nich doświadczamy naszego życia, śniąc. Z drugiej strony w mojej książce staram się odpowiedzieć na pytanie, czy kochać można tylko raz? Czy los przynosi miłość po raz wtóry? Każda z moich bohaterek w inny sposób odpowiada na te pytania.
W jednej z recenzji książka "Ona i dom, który tańczy" została określona jako "kobieca saga". Zgadza się pani z tym określeniem?
Niewątpliwie moją powieść można określić mianem "sagi rodzinnej". Mamy bowiem tutaj trzy pokolenia kobiet, których losy wkomponowane zostały w tło społeczno-historyczne. Antonina przybywa na Żuławy tuż po zakończeniu II wojny światowej, młodość Antoniny przypada na lata sześćdziesiąte i siedemdziesiąte, a Iwa rozpoczyna swoje rodzinne śledztwo na początku XXI wieku. Oczywiście losy głównych bohaterek, a tym samym czasy, kiedy przyszło im kochać, w mojej książce się przeplatają, dzięki czemu wszystkie tajemnice wychodzą na jaw powoli i w sposób przemyślany.
AI jest jej niestraszne
Kiedy czytam o pani w rozmaitych wywiadach i recenzjach, zauważam, że ich twórcy podkreślają pani wykształcenie. W jaki sposób bycie kulturoznawczynią i dziennikarką pomogło pani stać się lepszą pisarką?
W zasadzie nie wiem, czy wykształcenie było fundamentalnym czynnikiem w kontekście mojego pisarstwa, choć głęboko wierzę, że musiałam przejść te wszystkie etapy, by dotrzeć właśnie tu, gdzie jestem teraz.
Co więc pomogło pani zajmować się słowem pisanym?
Wrodzona wrażliwość, intuicja i miłość do słowa – to moim zdaniem trzy kluczowe elementy, które pozwalają zostać pisarzem. Ale oczywiście niezbędny jest ciągły rozwój, zainteresowanie światem, kulturą, umiejętność obserwowania i dostrzegania w rzeczywistości tego, czego nie widzą inni. I doświadczenia – wielowymiarowe, te dobre i te złe, zdolność przekuwania radości, traum i lęków w pożywkę dla literatury.
Nie boi się pani, że pewnego dnia sztuczna inteligencja zastąpi osoby wykonujące pani zawód?
Nawet jeśli sztuczna inteligencja napisze świetną pod względem fabularnym, merytorycznym i stylistycznym powieść, nigdy nie zdoła osiągnąć tej głębi, jaką wydobyć może z siebie tylko człowiek. Bo pisarze biorą z dna duszy. AI, nawet jeśli przerobi cały kulturoznawczy program, nigdy tam się nie dokopie.
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na ZlotePrzeboje.pl!