Wydali fortunę na fortepian Paderewskiego. Bolesna prawda wyszła na jaw
Niespełna rok temu do Instytutu Dziedzictwa Myśli Narodowej trafił fortepian Paderewskiego. Teraz okazuje się, że nie ma jednoznacznych dowodów na to, że instrument kiedykolwiek należał do artysty. Co wiemy na ten temat?
W 2023 roku Jan Żaryn, dyrektor Instytutu Dziedzictwa Myśli Narodowej, sprowadził do Polski fortepian, który miał należeć do Ignacego Jana Paderewskiego. Instrument zakupiono za ponad 300 tys. złotych. Była to jedna z wielu nabytych przez instytut pamiątek, których zakup ogłoszono w listopadzie 2023 roku podczas uroczystości "Paderewski odzyskany" na Zamku Królewskim w Warszawie.
Rozwiąż quiz wiedzy ogólnej. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem…
Od samego początku brakowało dowodów na to, że Ignacy Jan Paderewski grał na tym fortepianie lub chociażby widział instrument. Dyrektor Instytutu Dziedzictwa Myśli Narodowej miał nawet zachęcać do przeprowadzenia śledztwa, którego celem było potwierdzenie autentyczności wspominanego instrumentu.
Fortepian Paderewskiego – czy pianista kiedykolwiek go widział?
Z informacji, do jakich dotarła Wirtualna Polska, wynika, że tuż przed zakupem instrumentu oglądała go Dorota Cybulska-Amsler. Po oględzinach profesorka klasy klawesynu z Genewy napisała raport do ambasady. Stwierdziła, że "ustalenie z pewnością, że należał on do Ignacego Paderewskiego, jest na obecnym etapie niemożliwe i wymagające dłuższych poszukiwań". Ostatecznie, mimo że brakowało konkretnych dowodów, fortepian zakupiono za ponad 300 tys. złotych.
Zobacz także: To dlatego Markowski nie wróci na scenę. Ujawnił prawdę o głosie
W lipcu 2024 roku władze oraz nazwa jednostki zostały zmienione. Nowy dyrektor Adam Leszczyński przystąpił do porządkowania dokumentacji. Ku jego zdziwieniu w archiwach brakowało jakiejkolwiek ekspertyzy czy też świadectwa na to, że fortepian Paderewskiego w rzeczywistości należał do muzyka.
Ten fortepian na pewno nie należał do Ignacego Paderewskiego. Nie znajdujemy go na żadnym zdjęciu z willi w Szwajcarii, a na fotografiach widzimy zarówno instrument Érarda, jak i Steinwaya. Po Bösendorferze nie ma też śladu w pamiętnikach Paderewskiego ani we wspomnieniach gości, odwiedzających go w Riond-Bossom - ocenił całą sytuację znawca Marek Żebrowski.
Podobne wnioski wyciągnęli także inni zajmujący się sprawą eksperci. Dlaczego sprawa wyszła na jaw dopiero teraz? Jakiś czas temu Zakład Narodowy im. Ossolińskich poprosił instytut, by wypożyczono im fortepian na depozyt. To stało się katalizatorem założenia, że zakupiony za 300 tys. instrument może nie być autentyczny.
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na ZłotePrzeboje.pl!