Wystarczyło 48 godzin. Teraz mają szansę na Cannes! "Rozwalenie zegara biologicznego"
Gdy miasto wrzało od ludzi i pochłonęła je Noc Kultury, w jednej z lubelskich kamienic powstawał film "Czary spod miary". Teraz grupa młodych filmowców z Lublina ma szansę na pokaz w Cannes! Nakręcili film zaledwie w 48 godzin. Jak to możliwe? W rozmowie z Radiem Złote Przeboje, członkowie ekipy "Prosimy nie dotykać" podzielili się swoją pasją i niemałym sukcesem.
Ciepła czerwcowa noc. Mieszkańcy Lublina pochłonięci są corocznym Festiwalem Noc Kultury. Tłumy przedzierają się przez Stare Miasto, by zobaczyć kolorowe światła, instalacje artystyczne i posłuchać muzyki w towarzystwie neonów i lśniących drzew. W tym samym czasie pasjonaci filmu zamknięci w jednej z kamienic, w pełnym skupieniu tworzą film "Czary spod miary". W tamtej chwili mają na to mniej niż 48 godzin.
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na zloteprzeboje.pl!
Ich ekipa nazywa się "Prosimy nie dotykać". To właśnie oni wygrali polską edycję The 48 Hour Film Project (Bielsko-Biała), czyli konkurs, który od 2001 roku organizowany jest w USA, a od 13 lat w naszym kraju.
Cel? Stworzenie filmu w jeden weekend! W ciągu 48 godzin ekipy filmowe muszą dać z siebie wszystko. Nie tylko wymyślają i piszą scenariusze, ale przede wszystkim kręcą i montują swoje filmy. Liczy się każda sekunda!
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo.
Zobacz także: Niskobudżetowe filmy, które stały się hitami!
W rozmowie z serwisem Zloteprzeboje.pl, troje pasjonatów i przedstawicieli zwycięskiej ekipy, opowiedziało o przygodzie z 48HFP. Jak to jest działać pod presją czasu? Czy da się nakręcić dobry film jedynie w 2 dni? Czy aktorzy są w stanie przekonująco wcielić się w rolę w tak krótkim czasie?
Żeby mieć szansę na pokaz w Cannes trzeba się nieźle nagimnastykować! O tym, opowiedzieli nam: zdobywczyni nagrody dla najlepszej aktorki - Diana Grzeszek, wyróżniony montażysta - Mateusz Powszedniak, a także reżyser i twórca scenariusza nagrodzonego filmu "Czary spod miary" - Michał Michalski.
Jakie wymogi muszą spełnić filmowcy, by ich film zakwalifikował się do konkursu? - W 48 godzin musimy zrealizować film fabularny mieszczący się w przedziale między 4 a 7 minut - mówi Michał Michalski.
Najpierw musimy wymyślić koncept, który zawrze w sobie wymogi, czyli: konkretną kwestię dialogową, bohatera oraz rekwizyt. Zazwyczaj pierwszej nocy powstaje scenariusz. Już na tym etapie ekipa kontaktuje się z potencjalnymi lokacjami, żeby być przygotowanym na sobotę rano i móc rozpocząć zdjęcia. Przez całą sobotę zazwyczaj wykonujemy zdjęcia do filmu. One są oczywiście troszeczkę improwizowane, bo nie ma się kiedy do nich przygotować, ale to też element zabawy - dodaje reżyser.
Zobacz także: „Barbie” – hit czy kit? Recenzja filmu
Podobnie wygląda praca nad stworzeniem scenariusza - musi powstać szybko, a do tego być chwytliwy i utrzymujący uwagę widza. Wszystko powstaje nocą. - Zamknąłem się sam w pokoju i do godziny 5:00 nad ranem po prostu siedziałem, słuchałem jazzu i pisałem ten scenariusz - wspomina Michał.
Byłem bardzo mocno zainspirowany serialem, który zaraz przed nagrywaniem właśnie tego filmu skończyłem oglądać, jest to "Parks and recreation". To mockument opowiadający o kobiecie, która również delikatnie różni się od norm społeczeństwa - opisuje w rozmowie z Radiem Złote Przeboje reżyser i twórca scenariusza.
Kobieta z filmu "Czary spod miary" to filmowa Wiesława Berlicka - krawcowa w świecie magii. Wcieliła się w nią Diana Grzeszek, aktorka i creative copywriterka. Zdradziła nam, jak wygląda praca aktora na tak "ekspresowym planie". Czy da się wcielić w rolę w ciągu zaledwie kilku godzin?
Niestety to jest o tyle problem, że tak jak najlepsze riposty przychodzą po czasie, tak najlepsze zagrania, jakie mogłyby zostać użyte w tym filmie, przychodzą już następnego dnia, kiedy film jest oddany.
Zobacz także: Oscary 2024. Wyniki, nominowani, zwycięzcy. Kto wygrał?
Nie pomaga również niestandardowa pora otrzymania tekstu: - Scenariusz dostajemy w nocy albo nad ranem. Albo zaczynamy się go uczyć w nocy, albo z samego rana. Wiadomo, że później są jakieś zmiany, więc na bieżąco się temu przyglądamy, no ale… w toalecie, na fajce, cały czas "w międzyczasie", tych linii tekstowych trzeba się uczyć. Więc jest to takie "tu i teraz" - mówi nam zdobywczyni nagrody dla Najlepszej Aktorki podczas 48HFP.
Często wychodzi tak, że na tę grę aktorską zostaje najmniej czasu. Wiadomo, że chce się te zdjęcia dokończyć i mieć najlepsze ujęcie. Jest to jednak tworzenie roli i odgrywanie jej na wariackich papierach. Ja w miarę szybko uczę się tekstu, ale było wiele momentów, kiedy scenariusz leżał przed nami na stole, a kamera tego nie uchwyciła. Szybka nauka tekstu jest to na pewno wyzwanie, ale na pewno się czasem zaimprowizuje i... jakoś się szyje - mówi z uśmiechem Diana Grzeszek.
Wielki stres to dobry sprawdzian. "Miejsce, gdzie można doświadczyć wysokiej presji"
Wielu z członków ekipy "Prosimy nie dotykać" zamiłowanie do filmu czuje od lat. Podobnie jest z Mateuszem Powszedniakiem, laureatem nagrody za Najlepszy Montaż i studentem łódzkiej filmówki. Jak przyznaje w rozmowie ze Zloteprzeboje.pl, najtrudniejsze w całym konkursie jest... zapanowanie nad zegarem biologicznym.
Myślę, że najtrudniejsze jest zawsze to, że trzeba pogodzić umiejętność rozwalenia swojego kalendarza biologicznego. Żeby móc nie spać przez całą noc, przez kolejny dzień, a dodatkowo cały czas montować. Wszystko, by naprawdę w bardzo krótkim czasie przygotować cały projekt, zmontować go i przejść przez kilka faz poprawek i możliwych zmian.
Zobacz także: Najdroższy film w historii polskiego kina. “Quo vadis” miał premierę 22 lata temu
Jak przyznaje w rozmowie z Radiem Złote Przeboje, proces montażu na 48HFP "jest turbo skróconą wersją tego, jak to realnie wygląda". - Z reguły proces montażu zajmuje o wiele więcej niż 12 do 16 godzin, które ewentualnie ma się na tym konkursie - mówi młody filmowiec.
Na pewno 48HFP nauczyło mnie, jak bardzo istotne jest odpowiednie przygotowanie materiału jeszcze w trakcie zdjęć. Z czysto montażowej kwestii, na pewno nauczyło mnie bardzo szybkiego montażu i radzenia sobie z niewiarygodnym stresem. Myślę, że ten konkurs jest jedynym miejscem, w którym można doświadczyć czegoś takiego, poza wysokobudżetowymi hardkorowymi planami filmowymi albo planami realizacji reklam telewizyjnych. Jest to jedyne miejsce, gdzie można w miarę komfortowych warunkach doświadczyć tak wysokiej presji, z czym często realnie wiąże się branża filmowa.
Po co się tak stresować? Powodów jest kilka. Przede wszystkim, jak podkreśla nasz rozmówca, "może być to taka bariera wstępu", by zobaczyć czy aspirujący filmowy "realnie są w stanie dostosować się i może nawet wytrzymać taką bardzo krótką pigułkę intensywnej pracy".
Ja uważam, że montaż jest, żeby też nie mówić bardzo górnolotnie, ale uważam, jest jedną z najważniejszych funkcji w filmie czy to dokumentalnym, czy fabularnym. Szczególnie w dokumentalnym, gdzie montaż na dobrą sprawę tworzy całą historię i kreuje rzeczywistość według tego, co autor chce przekazać - dodaje Mateusz Powszedniak.
Jak podkreśla student łódzkiej filmówki: - Montaż naprawia też duże błędy scenariuszowe, które wychodzą dopiero w czasie zdjęć, gdzie na etapie scenariusza kartka przyjmie wszystko, ale realnie to, co przechodzi potem przez proces zdjęć i ląduje w tej montażowni, jest w wielu przypadkach zupełnie innym filmem - słyszymy.
Zobacz także: Oscary 2024. Wzruszający występ. Ta piosenka zgarnęła statuetkę! „Anielski głos”
tego projektu
Karol Jakóbczyk, wieloletni filmowiec z Lublina, który jest cichym bohaterem wielu eventów i projektów lubelskich. To tak naprawdę wszystko dzięki niemu. Dzięki jego zajawce, determinacji przez tyle już lat i chęci do działania, dalej możemy się spotykać na te "48" i świetny pierwszy pitching, ale też przeżyć te szaleńcze 48 godzin ze sobą - mówi Diana Grzeszek.
Jak dodaje aktorka, to właśnie dzięki jego inwencji, grupa znajomych ma motywację do działania. - Gdyby nie on to "Czary spod miary" ani żaden inny film na ten konkurs by nie powstał. Jeżeli będziemy odbierać statuetkę w Cannes, to będzie statuetka właśnie dla Karola - zapowiada nasza rozmówczyni.
To m.in. dzięki niezwykłej pasji Karola Jakóbczyka, film "Czary spod miary" ma szansę na pokaz w Cannes. Jednak najpierw Filmapalooza w Lizbonie w dniach 20-23 marca. Właśnie wtedy dowiemy się, czy produkcja lubelskich filmowców zostanie zaprezentowana podczas prestiżowego Festiwalu Filmowego w Cannes!
Czy nam się uda dostać do Cannes, czy nie... Myślę, że kolejnym etapem będzie wzięcie udziału w 48HFP po raz kolejny w 2024 roku. Jeżeli udałoby się dostać do Cannes, to myślę, że zrobilibyśmy wszystko, żeby móc jakoś przekazać młodszym twórcom wiedzę, czy sztuczki, które udało nam się przez te całe lata na 48HFP wypracować - dodaje Mateusz Powszedniak.
Cały film można zobaczyć poniżej:
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na zloteprzeboje.pl!