Włącz radio

Cała prawda o Pol’and’Rock Festivalu. Zawsze musi być ten pierwszy raz

MS
5 min. czytania
07.08.2023 14:27
Zareaguj Reakcja

Pol’and’Rock Festival każdego roku przyciąga masę ludzi z całej Polski i nie tylko. Wydaje się, że dziesiątki tysięcy osób nie powinny się mylić, nazywając go “Najpiękniejszym Festiwalem Świata”. Mimo to, zawsze pojawią się również głosy krytyczne. Dawny Przystanek Woodstock to tylko bród, śmieci, pijani ludzie i błoto? Jak to zweryfikować? Najlepiej przekonać się na własnej skórze! Oto relacja redaktora Radia Złote Przeboje Michała Szpojankowskiego z Pol'and'Rock Festivalu 2023.

|
fot. Tak było na Pol'and'Rock Festival 2023, for. archiwum prywatne

Pierwsza edycja słynnego już festiwalu odbyła się w 1995 roku, wtedy jeszcze pod nazwą Przystanek Woodstock. Miała ona odnosić się do słynnego Woodstocku z 1969 roku, który miał miejsce w Nowym Jorku. Polski festiwal w 2023 roku odbył się już po raz 29. Za każdym razem przyjeżdżają na niego tłumy. Na kilka dni rozbijają namioty i ruszają się bawić. Wokół Pol’and’Rock Festivalu zrodziło się wiele legend, mitów, opinii. Część z nich, jak zawsze w takich przypadkach, ma wydźwięk negatywny. Dlatego zdecydowałem się sprawdzić, jak to wszystko wygląda od środka, a także które z głosów traktujących o festiwalu są prawdziwe.

Zobacz także: Seweryn Krajewski od dekady mieszka w USA. To dla niej porzucił Polskę

Pol’and’Rock Festival po raz pierwszy

Pol’and’Rock Festival 2023 odbył się na terenie lotniska Czaplinek-Broczyno w dniach 4-6 sierpnia 2023. To drugi raz, kiedy organizowany jest w tym miejscu. Wcześniej gościł między innymi w Kostrzynie nad Odrą czy Żarach. Festiwalowicze często wspominają, jak to było w poprzednich miejscach. Podczas rozmów z nimi, usłyszałem mnóstwo wspomnień związanych ze wcześniejszymi edycjami. Ja jednak byłem po raz pierwszy. Co mnie przywitało?

Wystarczy postawić stopę na terenie festiwalu, by zobaczyć ogrom uśmiechniętych ludzi. Jedni siedzą na trawie i śpiewają, grając na gitarze, drudzy słuchają muzyki w swoich obozowiskach, trzeci przechadzają się w każdym kierunku i przytulają przypadkowo napotkanych ludzi. Różnorodność, która biła od uczestników, to coś niesamowitego. W jednym miejscu zebrali się punki, metale, dresiarze, seniorzy, dzieci, osoby różnej płci, orientacji, o różnych poglądach, gustach muzycznych, kolorach skóry, narodowościach - po prostu każdym kogo można sobie wyobrazić.

 

W tłumie przechadzał się wiedźmin Geralt z czarodziejką Yennefer, smok Tabaluga czy mistrz Yoda. Wydawać by się mogło, że połączenie tak różnych osobistości może zwiastować mieszankę wybuchową. To prawda, jednak... był to wybuch radości i fantastycznej zabawy bez podziałów!

 

Wśród uczestników były osoby z każdego zakątka Polski. Jedni przyjechali z Krakowa, inni z Gorzowa, Gdańska czy Poznania. Jo, Kaszubi też byli. Spotkałem również dziewczynę, która przyjechała na Pol’and’Rock specjalnie z Bostonu w Stanach Zjednoczonych. Nic z tych rzeczy nie miało jednak większego znaczenia, pochodzenie się nie liczyło. Znaczenie miało tylko wspólne spędzanie czasu i miłość, którą darzą się wszyscy nawzajem.

Zobacz także: Sanah spotkała się z Makłowiczem. To „mistrz” doradził wokalistce!

 

Zaraz będzie ciemno!

Przez prawie trzy dekady istnienia Pol’and’Rock Festivalu uczestnicy wykształcili mnóstwo zachowań, haseł czy praktyk, które są jego nieodłącznym elementem. Nie ma miejsca, w którym nie da się usłyszeć osób wykrzykujących imię Andrzeja, którego szuka chyba każdy uczestnik festiwalu.

 

Na informację, że “zaraz będzie ciemno”, zawsze znajdzie się ktoś, kto odpowie kultowe już: “zamknij się!”. Wśród przechadzających się fesitwalowiczów są osoby, które przytulą w potrzebie albo bez potrzeby, przybiją piątkę czy rzucą nieoczekiwany komplement. To wszystko składa się w klimat miejsca, w którym każdy szybko się odnajdzie i poczuje się jak w grupie dobrych znajomych, na których można liczyć.

Zobacz także: Pogrzeb Sinead O’Connor. Wzruszająca prośba rodziny do fanów

Koncerty to tylko dodatek

Pol’and’Rock to festiwal muzyczny, więc oczywiście jest na nim masa koncertów. Wśród artystów występujących na dużej i małej scenie zobaczyć można zarówno polskie, jak i światowe gwiazdy. Tylko w tym roku wystąpili między innymi Lady Pank, Brodka, Kwiat Jabłoni, Bullet For My Valentine, Royal Republic czy Napalm Death. Jest więc równie różnorodnie, co wśród uczestników festiwalu. Wbrew pozorom, koncerty nie są jednak najważniejszą rzeczą.

 

Osoby, z którymi zamieniłem zdanie, zawsze mówiły, że koncerty są najmniej istotne. Chodzi przede wszystkim o klimat, wspólnotowość i otwartość na siebie nawzajem. W czasie, kiedy grają muzyczne gwiazdy, życie w innych miejscach lotniska nie umiera. Część osób rozkręca własne imprezy w swoich namiotowych wioskach, część bawi się przy mniejszych scenach, na których grają DJ-e, a jeszcze inni siedzą i rozmawiają ze sobą o wszystkim i o niczym. Można odnieść wrażenie, że nie ma tam osoby, która źle się bawi. W zasadzie każdy może w moment znaleźć sposób spędzania czasu, który najbardziej lubi.

Lubiłam chodzić bez planu, bez celu, bo zawsze napotykałam ciekawe osoby, warsztaty. Najbardziej podobał mi się namioty z warsztatami. Na przykład ten, gdzie można był zrobić test na HIV, kiłę i HCV. Był tam wykład o mięśniach układu moczowego i rozrodczego - mówi Marlena, uczestniczka tegorocznego Pol’and’Rock Festivalu.

Widać więc, że Pol’and’Rock to nie tylko sama zabawa. Korzystając z bogatej oferty warsztatów, można nauczyć się czegoś przydatnego. Jeśli jednak nie interesuje nas poszerzanie wiedzy, zawsze jest możliwość wzięcia udziału w sesji yogi czy posłuchania rozmów z zaproszonymi gośćmi w ramach ASP (Akademii Sztuk Przepięknych).

Zobacz także: Gwiazdor lat 90. ostro o sztucznej inteligencji. Nie gryzł się w język

Woodstock to brud i pijani ludzie?

Wśród zarzutów często pojawiają się argumenty, że Pol’and’Rock to po prostu zbieranina pijanych ludzi, którzy taplają się w błocie. Czy to prawda? Oczywiście, że tak. Tak samo jak na każdym festiwalu, tak i tutaj spotkamy pełno ludzi pod wpływem. Czy to zmienia coś w odbiorze całego wydarzenia? Nie, bo mimo że po używkach bywa różnie i zawsze trzeba zachować zdrowy rozsądek, tutaj jakby odpłynęła ze wszystkich cała negatywna energia.

 

Każdy jest niezwykle miły i otwarty, co wydaje się być rzadkością w przypadku takich wydarzeń. Natomiast błoto? Tak, ono też było, szczególnie w tym roku, ponieważ przez sporą część festiwalu padał deszcz. To jednak nie przeszkadzało w zasadzie nikomu. Niezależnie od warunków, na ustach niemal każdego gościł szeroki uśmiech i chęć przytulenia kompanów znajdujących się w zasięgu wzroku.

 

Wychodząc już z terenu lotniska, kiedy Pol’and’Rock się skończył, nastała straszna ulewa. Osoby, które przyjechały samochodami zakopały się w błocie i nie mogły wyjechać. Nawet wtedy festiwalowicze pomagali sobie nawzajem. Mimo bycia obładowanym torbami, plecakami, namiotami i całą resztą rzeczy, wspólnymi siłami wydostawali ugrzęźnięte samochody. Część zabierała na stopa przemokniętych uczestników, a część po prostu wspomagała się wzajemnie żartami i dobrym słowem.

 

Czy Pol’and’Rock jest faktycznie "Najpiękniejszym Festiwalem Świata"? Cóż, przeżywając to wszystko na własnej skórze, trudno się nie zgodzić. Słowa jednak nie oddadzą w pełni panującego tam klimatu. Jeśli ktoś jeszcze zastanawia się, czy przyjechać na następną edycję, moja rada może być tylko jedna: "jeszcze jak"! Pol’and’Rock Festival 2024 odbędzie się w tym samym miejscu 1,2 i 3 sierpnia przyszłego roku. Nawet najwięksi sceptycy i krytykanci pokochają ten klimat. Jak powiedział mi jeden z uczestników: “Na Woodstock się nie przyjeżdża, tu się wraca”.

Zobacz także: Syn ukrywał jej śmierć miesiącami. Sharon Farrell nie żyje