Miłość przegrała z chorobą. Mąż aktorki zmarł w hospicjum
Od śmierci męża Jadwigi Jankowskiej-Cieślak minęło już prawie 8 lat. Reżyser stoczył nierówną walkę z glejakiem mózgu. Aktorka do dziś nie może sobie wybaczyć, że nie zdążyła pożegnać się z ukochanym.
Jadwiga Jankowska-Cieślak wydała wszystkie swoje oszczędności na leczenie ukochanego męża - Piotra Cieślaka. Na krótko przed śmiercią mężczyzny, aktorka była zmuszona oddać go do hospicjum. Para spędziła wspólnie 44 szczęśliwe lata.
Zobacz także: Edyta Górniak przejdzie metamorfozę. Takiej nie pamiętają jej nawet najwięksi fani
Historia pięknej miłości
Jadwiga Jankowska i Piotr Cieślak poznali się w trakcie egzaminów do warszawskiej szkoły aktorskiej. Między nimi od razu zaiskrzyło. Reżyser nie mógł oprzeć się powabowi swojej przyszłej żony.
Byłem po drugim roku i zgłosiłem się, żeby pomagać w trakcie egzaminów wstępnych. Weszła długowłosa blondynka, dosyć przy kości, bo wtedy była apetycznie okrągła. Miała herpes, czyli zimno, przez co jej usta wydawały się bardziej wydatne niż zwykle. Popatrzyłem na nią i powiedziałem do sekretarki, która stała obok: To będzie moja żona - opowiadał Piotr w wywiadzie dla "Pani".
Mężczyzna dodał także, że choć zakochał się w Jadwidze od pierwszego wejrzenia, nie od razu zdobył się na odwagę, by zaprosić ją na randkę. Zrobił to dopiero kilka miesięcy później.
Zobacz także: Smutne zwierzenia Ewy Farnej. Jej poprzedni związek skończył się z powodu zdrady
Rodzinne życie Piotra i Jadwigi
Rodzice Jadwigi i Piotra nie byli zbyt pomocni. Uznali, że powinni sami o siebie zadbać, jeśli chcą bawić się w rodzinę. Młodzi postanowili więc wynająć pokój na Starówce. Musieli jednak jakoś za niego zapłacić. Byli bardzo zdeterminowani i chcieli pozostać samodzielni. Dni spędzali na uczęszczaniu na zajęcia, a noce na myciu okien i sprzątaniu biur.
Musieliśmy się utrzymywać sami. Zero pomocy finansowej. Było biednie, ale fantastycznie - wspominała po latach Jadwiga Jankowska-Cieślak w "Pani".
Wszystko potoczyło się w ekspresowym tempie. Jadwiga poznała Piotra w wieku osiemnastu lat, a gdy razem zamieszkali, skończyła zaledwie dziewiętnaście. Wyszła za mąż mając 20 lat.
Dwa lata po ślubie pojawiła się Zosia, po siedmiu latach urodził się Jakub, a przed czterdziestką zafundowaliśmy sobie trzecie dziecko - Antka. To stadko to nasz największy dorobek - opowiadali, odbierając w lutym 2012 roku Srebrne Jabłko.
Małżeństwo Jadwigi i Piotra było wyjątkowo zgodne i szczęśliwe. Cieszyli się z wzajemnych sukcesów, ciężko pracowali i odkładali pieniądze na wymarzony dom we Włoszech. Chcieli zamieszkać w nim na emeryturze i spędzić w nim jesień życia.
Zobacz także: Co za połączenie! Najnowsi goście Wojewódzkiego to petarda
Choroba, która odebrała nadzieję
Małżeństwo nie borykało się wcześniej z poważniejszymi chorobami. Nagle zdarzyło się jednak coś, co zachwiało ich poukładanym życiem.
Na początku 2014 roku Piotr Cieślak stracił nagle czucie w nodze. Któregoś dnia przestała też działać ręka. Byliśmy u pięćdziesięciu ortopedów i żaden nie wpadł na pomysł, żeby zbadać mózg. Dopiero lekarka, która leczyła Piotra na cukrzycę, zaleciła tomografię - mówiła Jadwiga Jankowska-Cieślak w wywiadzie dla "Wysokich Obcasów".
Wyniki tomografii okazały się być bezwzględne. Okazało się bowiem, iż Piotr cierpi ja glejaka czwartego stopnia i pozostał mu jedynie rok życia.
Biegaliśmy do centrum onkologii, robiliśmy wszystko, żeby jednak tego raka spowolnić. W sumie zamiast roku Piotr przeżył półtora. To była przedłużona gehenna dla niego i dla nas - wspominała później Jadwiga Jankowska-Cieślak.
Piotr Cieślak nigdy nie uwierzył, że niebawem umrze. Walczył z chorobą i miał nadzieję na poprawę, do momentu całkowitej utraty kontroli nad swoim ciałem.
Organy wewnętrzne się wygaszały. Aż w końcu leżało biedne, bezradne warzywo - zdradziła Jadwiga po śmierci męża.
Zobacz także: Quiz. Czy znasz piosenki Dżemu? 7/10 to obowiązek!
Piotr Cieślak zmarł w hospicjum w Otwocku
W końcu trzeba było Piotra oddać do hospicjum do Otwocka. Nie byłam już w stanie mu pomagać. On bardzo nie chciał. Prawie się nie ruszał, nie mówił, ale gdy go odwiedzałam, odwracał głowę w moją stronę. Umarł po tygodniu. Rano jeszcze byłam u niego. Pojechałam do teatru na próbę, po powrocie dostałam telefon, że nie żyje - opowiadała aktorka na łamach Wysokich obcasów".
Aktorka bardzo żałowała, że nie było jej przy nim, kiedy odchodził. Okazało się także, że leczenie męża pochłonęło wszystkie ich oszczędności. Po wszystkich tych wydarzeniach, straciła także chęć do życia i grania. Do dziś nie pogodziła się z odejściem męża, który był miłością jej życia.
Nie wiadomo, jak potem żyć. To tak, jakby człowieka przepołowić i jedną połówkę odstawić gdzieś na bok. Miałam szczęście, że go spotkałam. I myślę, że kiedyś się jeszcze odnajdziemy - wyznała w rozmowie z Krystyną Pytlakowską.
Zobacz także: Nowa zasada w „The Voice of Poland”. „Super blok” wprowadzi sporo zamieszania