advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
Włącz radio

Szok, ile można zarobić w paradokumentach. "Siara, ale opłaciłam rachunki"

5 min. czytania
06.03.2025 05:35
Zareaguj Reakcja

Seriale paradokumentalne istnieją w polskiej telewizji od dobrych kilkunastu lat. Pierwsze z nich pojawiły się bowiem już w 2010 roku. Jako że produkcje te nie kładą zbyt wielkiego nacisku na jakość gry aktorskiej, do obsady typu produkcji może trafić każdy. Zatem jak wygląda praca na planie tego typu tytułów? O swoich wspomnieniach dla Zloteprzeboje.pl opowiedziały dwie aktorki-amatorki. 

Praca na planie paradokumentu może być ciekawym doświadczeniem.
fot. Kadry z serialu paradokumentalnego "Trudne Sprawy" 1 sezon, odc. 18 i 24
  • Pierwsze seriale paradokumentalne zaczęły być emitowane w Polsce w 2010 roku. 
  • Obsada tego typu produkcji najczęściej składa się z aktorów-amatorów. 
  • Jak się okazuje, występ w paradokumencie może być ciekawą przygodą. 

Chociaż seriale paradokumentalne najprawdopodobniej przeżyły już okres swojej świetności, wciąż cieszą się zainteresowaniem. Świadczyć może o tym fakt, że niemal każda z największych stacji telewizyjnych w kraju tworzy własny program. Dlatego też każdy, kto chciałby przeżyć taki epizod aktorski, może wybierać pośród kilkunastu różnych tytułów. 

Seriale paradokumentalne zawładnęły świadomością widzów 

Paradokumenty przyciągnęły niegdyś uwagę telewidzów typowymi dla siebie szokującymi historiami, które teoretycznie mogły przytrafić się każdemu z nas. Ten pseudorealizm pozwalał sympatyzować z bohaterami, którzy doświadczali zdrad, oszustw, utraty bliskich oraz wszelkich tragedii życiowych, jakie tylko jesteśmy w stanie wymyślić.  

Jednakże niektóre z nich były tak przekoloryzowane, że stały się wręcz karykaturalne. Każdy szanujący się widz seriali paradokumentalnych pamięta słynnego "Dariusza z wanny" czy kultowe już w tych kręgach danie, jakim był "mięsny jeż". 

Oglądaj

Redakcja poleca

Jak zostać gwiazdą paradokumentu? 

Aby zagrać w serialu paradokumentalnym, wystarczy wybrać jedną z dwóch ścieżek: skorzystać z oferty przedstawionej przez agencję reklamową (opcja dla tych, którzy w świecie telewizyjnych produkcji chciały zaistnieć na poważnie) lub odpowiedzieć na jedno z wielu ogłoszeń, jakie można znaleźć na grupkach castingowych w mediach społecznościowych. Zajmijmy się jednak ważniejszą kwestią: czy da się na tym dobrze zarobić? 

Gaże za udział w jednym odcinku naturalnie uzależnione są od charakteru postaci, w jaką wcielają się aktorzy-amatorzy. Jednakże stawki w większości produkcji osiągają zbliżone kwoty i wahają się od 100 do 200 złotych za statystowanie, do kilkuset złotych za większe oraz główne role. Natomiast czas spędzony na planie to zazwyczaj jeden lub dwa dni zdjęciowe. Jest to zatem ciekawy sposób, aby dorobić do pensji. 

"To była siara, ale opłaciłam rachunki"

Większość osób zgodnie przyzna, że do udziału w paradokumencie zgłosiła się właśnie ze względu na pieniądze. Jednakże dla niektórych nawet większa stawka nie jest warta wystąpienia w głównej roli.

To bowiem nierzadko wiąże się z odegraniem krępujących scen, które chcąc nie chcąc zostaną zapamiętane. To z kolei, oprócz chwilowego wstydu wśród znajomych, może zamknąć drogę do poważniejszych projektów.  

Za jeden dzień statystowania dostałam coś około 260 złotych, już dokładnie nie pamiętam. To była siara, ale opłaciłam wtedy rachunki. Nie chciałam być główną rolą, bo te są najbardziej zapamiętywalne. Gdy jesteś jakimś statystą w tle, to tak nie boli. Dlatego, gdy już przeszłam casting i mogłam dostać główną rolę, to się wycofałam. To dla mnie za duży krindż — powiedziała specjalnie dla Zloteprzeboje.pl Angelika*, która wystąpiła niegdyś w serialu paradokumentalnym, kręconym przez jedną z największych stacji telewizyjnych w kraju. 

Jest to całkowicie zrozumiałe, szczególnie gdy przypomnimy sobie wspomnianego już "Dariusza z wanny". Piotr Florczak, który wykreował tę niezapomnianą postać i mimo upływu lat od emisji odcinka wciąż jest żywy w świadomości fanów "Trudnych Spraw".

Oglądaj

Nie ma prób, ale i tak jest ciekawie 

Pieniądze to jedno, ale jak jest na planie paradokumentu? Jak można się domyśleć, produkcja zwykle nie marnuje czasu na niepotrzebne próby, a uczestnicy ewentualnie przygotowują się we własnym zakresie. 

Zaczynaliśmy już od 7:00-8:00 rano. Uczyłam się ze scenariusza, który dostałam do domu. Głównie gadałam do siebie albo z kimś, żeby wszystko zapamiętać. Prób nie było, czasem reżyser przegadał z nami "na sucho" tekst, by sprawdzić, czy go umiemy - mieliśmy szybko, bez grania powiedzieć kwestie, które mamy, i omówić co się dzieje – zdradza Marta*, druga z naszych rozmówczyń, która również ma na swoim koncie występy w znanych paradokumentalnych tytułach.

Być może po latach utartej formuły charakterystyczna "drewniana" gra aktorska stała się wręcz pożądana przez producentów paradokumentów. Przynajmniej tak przypuszcza jedna z byłych amatorskich aktorek. 

Oni cały czas mówią, że masz grać tak, jakbyś mówiła do koleżanki, ale przecież nikt tak do koleżanki nie mówi. Oni chcą, żeby to tak wyglądało. Moim zdaniem chcą — dodaje Angelika. 

Te pościgi, te wybuchy... 

Niekiedy na planie dzieje się całkiem sporo, szczególnie jeśli wymaga tego nagrywana akurat scena. 

W jednej scenie jechałam autem z moim serialowym chłopakiem. Na krótkofalówce dawali nam znać, kiedy mamy jechać. Kazali nam też rozmawiać w aucie (nie było to nagrywane, ale na potrzeby obrazu coś miało się dziać) i gadaliśmy jakieś głupoty w stylu "brum, brum, jedziemy, gazu" - opowiada Marta. 

Innym razem jednak można zasnąć z nudów. Dosłownie. 

Zasnęłam na planie! Miałam scenę, w której miałam udawać, że śpię w łóżku. Było mnie widać gdzieś tam w tle, jak leżę. Grałam aż nazbyt dobrze, bo mnie reżyser obudził. Tyle razy musieli powtarzać scenę, że mnie odcięło z nudów. Pamiętam też, jak robili w mieszkaniu noc za dnia. Zakrywali z zewnątrz okna jakąś folią, żeby było ciemno — mówi dalej.

W nagrodę "uścisk dłoni prezesa"

A czasem jest o krok od wypadku. Wtedy jednak efekt zazwyczaj jest najlepszy, w końcu pełen realizmu. Niestety, dodatkowe efekty zwykle nie wiążą się z premiami pieniężnymi, a zaledwie z "uściskiem dłoni prezesa". 

Podczas jednej ze scen miałam dramatycznie wybiec z mieszkania. Miałam na sobie botki na obcasie, a podłoga była z jakiegoś śliskiego kamienia. Starałam się, jak mogłam, ale reżyser ciągle mówił "szybciej!". To tak się wkurzyłam na to, że mi nie wychodzi, że jak zaczęłam zasuwać po tej podłodze, to na końcu się prawie wywróciłam - uratowała mnie klamka od drzwi, które uderzyły z hukiem o futrynę. Reżyser był zachwycony [śmiech], była dramaturgia. Ale chyba nie było tego ujęcia ostatecznie — kończy. 

Epizodyczne role w serialach paradokumentalnych wydają się więc całkiem niezłym pomysłem na dorobienie kilkuset złotych do pensji. W ten sposób można przede wszystkim podreperować swój domowy budżet niekoniecznie ciężką pracą. Typowy dzień zdjęciowy jest bowiem wypełniony przede wszystkim oczekiwaniem na odgrywaną scenę. Po kilku dublach możemy zatem wyjść z planu z przyjemną dniówką oraz ciekawą przygodą.  

*Imiona zmienione na prośbę obu rozmówczyń. 

Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na ZlotePrzeboje.pl!