Przebój z 1985 roku to jej życiowe motto. "Wciąż jest we mnie gorąca krew"
Beata Kozidrak wraca do swoich największych przebojów sprzed dekad, ale w rozmowie radiowej odsłania przede wszystkim siebie – artystkę, która mimo trudnych doświadczeń nie traci energii, codziennie znajduje powody do wdzięczności i do końca pozostaje wierna publiczności, nawet w najtrudniejszych momentach.
- Beata Kozidrak opowiada o klasykach lat 80. i 90. w rozmowach z Piotrem Jaworskim.
- Artystka podkreśla, że nawet po trudnych doświadczeniach stara się zaczynać dzień z energią i wdzięcznością.
- W rozmowie wraca też do okresu, gdy mimo bólu i niepewnej diagnozy dokończyła trasę koncertową.
Beata Kozidrak wróciła do słuchaczy w radiowym cyklu poświęconym swoim największym przebojom lat 80. i 90. W rozmowie z Piotrem Jaworskim artystka mówiła o swojej energii, roli osoby, która "nakręca" wszystkich wokół oraz o tym, jak po ciężkich chwilach jeszcze mocniej ceni każdy poranek.
W radiowym cyklu Beata Kozidrak brzmi tak, jak lubią ją słuchacze: bezpośrednio, szczerze i z dużą dawką energii. Artystka nie ukrywa, że jest osobą, która szybko nadaje tempo całemu otoczeniu, a jej najbliżsi i współpracownicy doskonale wiedzą, kiedy coś jest na rzeczy. W rozmowie pojawia się też bardzo osobisty wątek codzienności – tej zwyczajnej, domowej, ale jednocześnie pełnej emocji i małych rytuałów, które pomagają zachować równowagę.
Beata Kozidrak "nakręca" zespół
"Płynie w nas gorąca krew" to tekst, który najlepiej oddaje charakter Beaty Kozidrak. To właśnie ona jest motorem napędowym dla całego zespołu ludzi. "I oni zawsze patrzą, czy mam dobry humor" - zdradziła gwiazda. A co robią, kiedy nie ma?
Wtedy chodzą tak po cichu. "Co się stało, Beacie? Czemu ona jest taka? Coś się stało? Może się źle czuje?". Wiesz, obserwacja jest taka. To ja mówię: "O co chodzi? Co?". "No bo taka smutna przyszłość czy coś...". A ja na to: "Bo się nakręcam dopiero. Dopiero dzień się zaczął" - śmiała się.
To właśnie ten ton – pełen żywiołu, ale i ciepłej autoironii – najlepiej pokazuje, dlaczego Beata Kozidrak od lat pozostaje jedną z najbardziej wyrazistych postaci polskiej sceny. W radiowym formacie opowiada o piosenkach, które budowały kolejne dekady jej kariery, ale równie mocno wybrzmiewa w tym jej osobista filozofia: nie zatrzymywać się na zbyt długo przy gorszym nastroju, tylko ruszać dalej.
Teraz, po tej chorobie, moi kochani, to po prostu budzę się rano, dziękuję Bogu, że żyję, że dzień się fajnie zaczął. Rozmawiam z moimi córkami. Mój facet zadzwoni. On czasami mendoli, to go tam do pionu muszę postawić. I tak ludzi trochę poruszam. I tak samo kiedy wchodzę na scenę, to nikt nie pyta: "Beata, jak się czujesz? Może masz gorączkę?". No przecież wychodziłam nieraz z gorączką. Ale trzeba rozkręcić publiczność - stwierdziła z entuzjazmem.
W wypowiedzi Beaty Kozidrak pojawia się wdzięczność za zwykłą codzienność, za rodzinne rozmowy i za to, że dzień w ogóle się zaczyna. To właśnie tam, w drobnych gestach i porannych rytuałach, artystka odnajduje dziś najwięcej spokoju.
"Płynęła we mnie ta gorąca krew"
W pewnym momencie rozmowa zrobiła się nieco bardziej intymna. Beata Kozidrak wróciła do okresu, w którym nie wszystko było jeszcze jasne, a jej ciało wyraźnie dawało znać, że potrzebuje spokoju. Mimo tego - jak sama podkreśla - nie chciała zawieść publiczności.
Z jej słów wynika, że koncerty były wtedy nie tylko obowiązkiem, ale także rodzajem zobowiązania wobec ludzi, którzy czekali na każdy występ. To właśnie ta mieszanka determinacji i odpowiedzialności sprawiła, że nawet w najtrudniejszych warunkach starała się dowieźć trasę do końca.
Jak się zaczął ten mój okres trudny, kiedy nie wiedziałam dokładnie, co mi jest, bolały mnie bardzo plecy, nie mogłam chodzić, to ostatnie koncerty na 45-lecie były wysprzedane i ja byłam na silnych proszkach przeciwbólowych, co różnie to mogło wyglądać, ale naprawdę chciałam dokończyć tę trasę. Ludzie czekali, krzyczeli "Beata!", więc cały czas płynęła we mnie ta gorąca krew. Musiałam to skończyć. Dosłownie dwa dni po tym, ja przyjechałam do Lublina, to zawieziono mnie do szpitala - wspominała.
Ta część rozmowy wybrzmiewa szczególnie mocno, bo cenę, jaką czasem płaci się za wierność publiczności i własnym zobowiązaniom. Beata Kozidrak opowiada o sprawach wprost: o bólu, wysiłku, niepewności i o tym, że mimo wszystko trzeba było dokończyć to, co zaczęte.
To jedna z tych rozmów, po których zostaje nie tylko kilka cytatów, ale i wyraźny obraz bohaterki: silnej, serdecznej, momentami wzruszającej, a przede wszystkim bardzo autentycznej. Beata Kozidrak wciąż brzmi jak ktoś, kto potrafi rozpalić publiczność jednym zdaniem – i dokładnie tak samo brzmi w tej audycji.
Dziękuję wam bardzo i mam nadzieję, że pomyślicie sobie, że ta Beata swoje przeszła, ale ciągle w niej płynie ta gorąca krew, więc życzę wam i trzymam kciuki, żeby każdy dzień był dla was ważny, żeby ta krew absolutnie płynęła - podsumowała artystka.
Źródło: ZlotePrzeboje.pl