To nie Kazik był pierwszy. Oni rapowali przed nim
Rap jest dziś najpopularniejszym gatunkiem muzycznym, a jego wykonawcy wielkimi gwiazdami. Ich utwory biją rekordy i podbijają listy przebojów. Ktoś jednak musiał postawić pierwszy krok. Wiele osób twierdzi, że na polskim gruncie dokonał tego Kazik Staszewski. Nic bardziej mylnego. To, kto był pionierem, może zaskoczyć.
Rap jest stosunkowo młodym gatunkiem. Powstał na początku lat 70. XX wieku w Stanach Zjednoczonych. Wszystko wzięło się od tzw. Block parties, czyli ulicznych imprez. W Nowym Jorku ten sposób spędzania czasu upatrzyła sobie mniejszość afroamerykańska, latynoamerykańska i karaibska.
Na początku takie wydarzenia opierały się jedynie na odtwarzaniu muzyki z płyt winylowych przez DJ-ów. Z czasem jednak osoby, które prowadziły imprezy, coraz częściej sięgały po pierwsze rapowane wstawki podczas zapowiedzi czy ogłoszeń.
Istotną postacią dla początków amerykańskiego rapu jest bez wątpienia DJ Kool Herc. To właśnie wydarzenie prowadzone przez niego w 1973 roku uznaje się za początek hip-hopu. Jako że wywodził się on z Jamajki, niektórzy upatrywali się korzeni tego gatunku w muzyce karaibskiej.
On sam był jednak zdania, że nie ma to nic wspólnego. Jak mogliśmy przeczytać na djhistory.com: "Nie mogłem grać reggae na Bronxie. Ludzie by tego nie zaakceptowali. Inspiracją dla rapu jest James Brown i album ‘Hustler’s Convention’".
Kazik i fascynacja czarną muzyką. "Całkowicie mną zawładnęła"
Twórczość Jamesa Browna oraz album "Hustler’s Cobvention" Lightnin’ Roda dały początek rapowi. Z czasem coraz większa liczba artystów próbowała swoich sił w tym gatunku.
Całkiem nieźle przedstawia to dokument "Hip-Hop Evolution", który w naszym kraju można obejrzeć na Netflix.
My przenieśmy się jednak do Polski. Kto był prekursorem? Wielu słuchaczy jest przekonanych, że to zaszczytne miano należy do Kazika Staszewskiego.
Redakcja poleca:Tajemnice Marilyn Monroe. Taka była naprawdę? [RECENZJA]
Lider Kultu jest dziś ikoną i bez wątpienia wywarł spory wpływ na rodzimą muzykę. Można też spotkać się z określeniem "pierwszy raper wschodu".
Naklejka z takimi właśnie słowami znajdowała się na okładce jego debiutanckiego albumu solowego, czyli wydanego w 1991 roku "Spalam się".
Wspomniane słowa były oczywiście niejako sprytnym chwytem marketingowym. Choć trzeba przyznać, że wspomniana płyta pomogła niejako słuchaczom zapoznać się z brzmieniami, z którymi mogli nie mieć wcześniej do czynienia.
Gdzieś w 1982 i 1983 roku Jurek Pełka, który kręcił się na giełdzie płyt w Hybrydach, pożyczył mi trzy płyty, na których były tylko takie rzeczy: Whodini, Grandmaster Flash i jakaś składanka Sugarhill Gang. Odleciałem totalnie, strasznie mi się to podobało. Muzyka zawsze składa się z trzech filarów, którymi są harmonia, melodia i rytm. Dla mnie najważniejszy był ten ostatni - opowiadał Kazik w "Antologii polskiego rapu".
Kazik nigdy nie krył tego, że swego czasu bardzo fascynowała go czarna muzyka. Zauważył też, że da się połączyć gitarowe brzmienia z rapem, co całkowicie go oczarowało.
Jak mówił również we wspomnianej wcześniej książce:
[Po pojawieniu się Ricka Rubina] wyszło na to, że rap da się połączyć z ciężkim graniem gitarowym - chodzi mi tutaj o Beastie Boys i kawałek “Walk This Way” Run-D.M.C. z Aerosmith. Zacząłem słuchać tylko tego, ta muzyka w drugiej połowie lat osiemdziesiątych praktycznie całkowicie mną zawładnęła, rugując całą resztę.
Oni byli przed Kazikiem. Pierwszy album z rapem w Polsce zaskakuje
Album Kazika zbierał wówczas dobre recenzje. Na łamach pisma "Tylko Rock" Krzysztof Kotowski pisał, że płyta "powinna spodobać się nawet fanom rapu", a sam wykonawca "zdumiewa dojrzałością i inwencją".
"Spalam się" było przełomem w polskiej muzyce i osiągnęło spory sukces. Do dziś uznawane jest też za białego kruka. Na portalach aukcyjnych ceny sięgają kilku tysięcy złotych.
Redakcja poleca:To o niej śpiewa Kazik. W latach 90. ten utwór był hitem
Mimo że Zic Zac promował album hasłem "Kazik. Najlepszy raper ze Wschodu!", on sam daleki był od takiego stwierdzenia. Nie uważał się też za rapera.
Podkreślał później w wywiadach, że płyta była jedynie inspirowana rapem.
Marketing jednak zadziałał, bo jak pokazał czas, wiele osób jest przekonanych, że to właśnie lider Kultu jako pierwszy w Polsce nagrał rapowany utwór.
Skrecz, "Małe Wu Wu" i zupełna nowość
Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że kilka lat przed Kazikiem po rap sięgnęli inni artyści. W 1988 roku ukazała się płyta "Małe Wu Wu" dziecięcego zespołu Voo Voo.
Na albumie najmłodszych potraktowano jak poważnych wokalistów.
Śpiewali rockowe piosenki, w których znalazły się elementy rapowane. Co ciekawe, po raz pierwszy w historii polskiej fonografii zarejestrowano skrecz, czyli dźwięk powstały poprzez drapanie igłą płyty winylowej w wyniku przesuwania jej palcami po półokręgu.
Za muzykę na albumie "Małe Wu Wu" odpowiedzialni byli Wojciech Waglewski, Mateusz Pospieszalski, Andrzej Ryszka, czy Jan Pospieszalski.
Słowa do wszystkich piosenek napisał natomiast Jerzy Bielunas.
Mimo że płyta była kierowana do dzieci, była niezwykle nowatorska, jak na tamte czasy.
Robiąc te nagrania, nie poszliśmy na łatwiznę. Nie była to jakaś artystyczna zdrada. Poza tym mam dwóch synów, ośmio- i jedenastoletniego, więc chyba mogłem coś dla nich skomponować? Pewnie jeszcze pokażemy się w dziecięcych programach telewizyjnych, bo robią je osoby, z którymi wspaniale się pracuje. Jednakże odmówiłem udziału w koncertach dla dzieci, mimo wielkich nalegań z różnych stron. Nie wpuścimy się w ten kanał... "Małe Wu Wu" było dla nas ważnym doświadczeniem. Okazało się, że moi koledzy z zespołu doskonale radzą sobie z komponowaniem piosenek – mówił Wojciech Waglewski w "Magazynie Muzycznym".
Jeszcze jeden krok przed wszystkimi. To pierwszy rapowany utwór w Polsce
"Małe Wu Wu" było jedną z pierwszych lub nawet pierwszą w historii polskiej muzyki płytą, na której mogliśmy usłyszeć rap. Znajdujące się na niej piosenki nie były jednak pierwszymi zarapowanymi.
Tego dokonał bowiem wcześniej zespół Deuter. Powstał on na początku lat 80. w Warszawie. Pierwszy koncerty grał w klubie Hybrydy, a w 1982 roku odbył trasę koncertową pod szyldem "Rock Galicja". Wraz z nimi koncertowały takie grupy jak Dezerter, Bank czy Mech.
Początkowo Deuter był zespołem punkowym. Z czasem jednak w jego brzmieniu pojawił się funk, soul oraz rap. W 1988 roku ukazała się płyta "1987", na której znalazł się utwór "Nie ma ciszy w bloku".
To właśnie on był pierwszym utworem wykorzystującym elementy charakterystyczne dla rapu. Oczywiście na miarę czasów i możliwości. Płyta ostatecznie nie odniosła sukcesu, jednak z perspektywy czasu można uznać ją za dość istotną, właśnie z powodu wspomnianej piosenki.
Należy jednak pamiętać, że "Nie ma ciszy w bloku" nie był rapowym utworem w takim sensie, w jakim znamy to dziś. Podobnie jak Voo Voo czy Kazik, Deuter jedynie inspirował się tym gatunkiem i korzystał z jego elementów.
Mimo wszystko zapisał się w historii polskiego hip-hopu i bez wątpienia jest ważny.
Pierwszy raper w Polsce? Liroy ma własne zdanie
Rap w bardziej tradycyjnej formie, z jaką kojarzy go większość słuchaczy, pojawił się w latach 90. Na wyżyny popularności wzniosły go takie formacje i raperzy, jak m.in. Molesta, Wzgórze Ya-Pa 3, Peja, Kaliber 44 czy Nagły Atak Spawacza.
Trzeba też wspomnieć o Liroyu, którego "Alboom" wydany w 1995 roku stał się absolutnym hitem i sprzedał w oszałamiającym nakładzie. To klasyka polskiego rapu.
Sam Liroy już wcześniej próbował swoich sił w przeniesieniu rapu na polskie podwórko. W 1992 roku wydał album "East On Da Mic" pod pseudonimem P.M. Cool Lee. Można więc śmiało stwierdzić, że był on pionierem polskiego hip-hopu.
Nie tylko, gdy weźmiemy pod uwagę brzmienie, lecz także promowanie kultury. Zapytany, kto był jego zdaniem pierwszym raperem w kraju, nie ma wątpliwości:
Liroy! Nikt przede mną nie robił rapu świadomie. Zresztą, nie ma znaczenia, kto pierwszy zaczynał. W grudniu minęło 40 lat, gdy nagrywałem pierwsze kawałki – mówił w rozmowie z Marcinem Zasadą dla portalu slazag.pl.
Liroy zajmował się pierwszymi nagrywkami już w 1982 roku. Jak opowiadał w tej samej rozmowie:
Chałupnicza robota. Nikt w Polsce nie robił tego przede mną. Zresztą, jeszcze w 1987 roku, gdy jeździłem po Polsce na breakowiska, nie było raperów. Byli b-boye, dj-e, ale nikt nie odważył się rapować. Ja nawet nie myślałem o tym, że będę pierwszym. Chciałem, żeby ktoś chciał tego słuchać. Oprócz mnie.
Pierwszy raper, nie było jeszcze strigów. Franek Kimono nawija
Pisząc o tym, kto jako pierwszy rapował w Polsce, warto wspomnieć też o Franku Kimono. Postać wymyślił Andrzej Korzyński we współpracy z Mariuszem Zabrodzkim i Sławomirem Wesołowskim.
Oprócz pierwszego z nich, teksty na album wydany w 1983 roku napisał też Krzysztof Gradowski. Samą postać wykreował oczywiście Piotr Fronczewski, a piosenki takie jak "King Bruce Lee karate mistrz", "Dysk Dżokej" czy "Pola Manola + Coca Cola" dziś są kultowymi przebojami.
Franek Kimono był parodią disco, ale utwory wykonywał charakterystyczną melodeklamacją, która przypominała nieco rapowanie. To nie było jeszcze to, ale z tego powodu można spotkać się ze stwierdzeniami, że jest on pierwszym raperem w Polsce.
Nawiązanie do tego określenia pojawiło się też w utworze "W aucie", nagranym przez Sokoła, Pono, Jędkera (zastąpionego później przez Freda) oraz samego Franka Kimono.
Mowa o kultowych wersach: "Jestem barmanem, na tym dancingu / Pierwszy raper, nie było jeszcze stringów". Czy na pewno pierwszy? Można mieć wątpliwości. Czy ikoniczny i w pewnym sensie przełomowy? Jak najbardziej.
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na ZlotePrzeboje.pl!