Doda ujawnia ogromne koszty swoich koncertów. "Wszyscy mnie doili i oszukiwali"
Niedługo widzowie Polsatu zobaczą program “Doda. Dream show”. Rabczewska chce zdradzić kulisy zbliżającej się, zgodnie z zapewnieniami – ostatniej, trasy koncertowej. Przy okazji w wywiadzie wspominała też, jak kosztowne i stresujące były przygotowania do jej skomplikowanych show we wcześniejszych latach.
Doda muzycznie działa już od ćwierć wieku. 39-latka przez ten czas wydała cztery studyjne płyty z grupą Virgin i drugie tyle pod swoim pseudonimem. Ostatni album solowy pt. “Aquaria” miał premierę pod koniec października zeszłego roku.
Zobacz także: Nieprawdopodobne, co zrobił Panasewicz! Jurek Owsiak nie krył zachwytu
Częściowo w ramach promocji tego krążka, niedługo będzie miała miejsce nowa trasa koncertowa artystki. We wrześniu będzie można śledzić przygotowania do niej w reality show “Doda. Dream show”.
Wymarzone ostatnie show Dody
W rozmowie z “Super Expressem” Doda zażartowała, że “Aquaria” i podwodny świat to analogia do "upadania na dno,” także zawodowo i ponownego wypłynięcia na powierzchnię. – Mój program będzie opowiadał o blaskach, jak i cieniach pracy w muzycznym show-biznesie. Na pewno nie będzie przesłodzony – zapewniała.
Zobacz także: Blanka podbija Afrykę! Nazwali ją „polską księżniczką popu”
Jednak sama scenografia na koncertach zapowiada się dość bajkowo. W końcu, jak wskazuje nazwa nowego programu piosenkarki, ta trasa ma być jej wymarzoną. I według zapowiedzi – ostatnią. Artystka oznajmiła, że niedługo powie “basta”: - Te występy sprawią, że ja, w swojej świadomości, zakończę etap estradowy. I zrobię to na swoich warunkach - stwierdziła.
Rabczewska o tym, jak “dojono ją” przy organizowaniu koncertów
Doda w swojej karierze była gwiazdą mnóstwa skomplikowanych pod względem logistycznym show. Nie brakowało w nich zaskakujących elementów scenicznych, takich jak np. ogromne kotwice, palmy, łapacze snów, latające konie.
Według piosenkarki najbardziej “spektakularny” był występ na jej 15-lecie, gdzie tancerze byli przebrani za elfy i syreny. – Stroje tych drugich ściągnęłam z Los Angeles z planu filmu “Piraci z Karaibów”. To kosztowało mnie parę grosza – wspominała.
Zobacz także: Przedmioty, które fani rzucili na scenę. Prochy matki to dopiero początek
Rabczewska wyjawiła, że to ona dbała o projektowanie większości elementów scenicznych i płacenie za nie. Jednak z powodu rozbudowanej scenografii planowanie całych koncertów, a także transportowanie i składanie różnych elementów było czasochłonne i trudne.
Musiałam walczyć z organizatorami, którzy chcieli, żebym po prostu wyszła i zaśpiewała. Żeby oni nie mieli problemu (…). Tyle razy słyszałam: „Boże, po co nam to wszystko?!” – przyznała.
Zastrzegła przy tym, że teraz sytuacja wygląda inaczej i organizatorzy już “nawet w 50%” pomagają artystom w zrealizowaniu ich wizji. Jak tłumaczyła, telewizja zrozumiała, że przy dużej konkurencji musi walczyć o widzów, tworząc jak największe show.
Rabczewska wspomniała również, że w przeszłości niektórzy wykorzystywali fakt, że zależy jej na rozmachu. Podczas występu w Opolu postanowiła wyjść z wielkiego diamentu. Kiedy przekazała jego projekt konstruktorce i scenografce, wycena zwaliła ją z nóg. Wyniosła bowiem ok. 80 tys. zł.
W tamtym momencie zabiłam się własną pięścią. Wynegocjowałam cenę 75 tys. zł. To jakieś 30 tys. za dużo, ale wtedy wszyscy mnie doili i oszukiwali. Wiedzieli, że jestem Dodą i mam wielkie ambicje, więc i tak będę chciała zrealizować ten pomysł, więc zapłacę nawet podwójnie – tłumaczyła 39-latka.