Grał Zenka w “Nie ma mocnych”. Trudno uwierzyć, jak potoczyło się jego życie
Kim był Zenek z kultowych produkcji Chęcińskiego? Andrzej Wasilewicz zyskał wielką sławę i rozpoznawalność w całym kraju. Był jednak zmuszony wyjechać do USA.
Andrzej Wasilewicz zagrał w swojej aktorskiej karierze w wielu filmach. W większości były to role drugoplanowe i epizodyczne. Widzowie mogli oglądać go m.in. w “Misiu”, “Bilet powrotny”, “O coś więcej niż przetrwanie” czy “Dom”.
Zobacz także: Andrzej Seweryn został pobity? Sprawcą ma być znany muzyk
Największą popularność przyniosły mu filmy Sylwestra Chęcińskiego, czyli “Kochaj albo rzuć” oraz “Nie ma mocnych”. Wcielał się tam w Zenka Adamca, partnera Ani. Choć był popularny i zdawałoby się, że niczego mu nie brakuje, wyjechał z kraju.
Filmowy Zenek Adamiec czyli Andrzej Wasilewicz
Widzowie zakochali się w postaci Zenka. Jeszcze przed kultowymi filmami, zagrał tę samą rolę w serialu “Droga”. Był rozpoznawalny na polskich ulicach, mimo że nie grał głównych ról. Przyznawał kiedyś, że wiele osób go kojarzyło, lecz nie wiedzieli skąd. Wspominał też, że nazywano go “polskim Marlonem Brando”. Dla Wasilewicza było to na pewno bardzo nobilitujące porównanie.
Zobacz także: Zaskakujące nagranie. Freddie Mercury w hicie Celine Dion
Ludzie kojarzyli moją twarz. Nie zawsze wiedzieli skąd. Słyszałem na ulicy: Nie pamiętasz, byliśmy razem w wojsku. A ja nigdy w wojsku nie byłem – mówił niegdyś dla “Życia na gorąco”.
Jego aktorska kariera rozwijała się. Wydawało się, że świat gwiazd filmowych stoi przed nim otworem. Zdecydował się jednak na inny krok. Andrzej Wasilewicz podjął trudną decyzję o tym, by opuścić Polskę.
Życie na emigracji
Andrzej Wasilewicz postanowił wylecieć do Stanów Zjednoczonych w 1980 roku. Mieszkał tam razem z rodziną. Rozpoczął studia reżyserskie na Uniwersytecie Columbia. Uczył się w dzień, natomiast nocą pracował, by zapewnić byt sobie i rodzinie.
Pracował jako barman, któremu zdarzyło się obsługiwać nawet syna samego prezydenta Johna Kennedy’ego. Okazuje się, że wychodziło mu to tak dobrze, że był uznawany za barmańską legendę.
Z pracy barmana były spore pieniądze. To był dla mnie teatr jednego aktora. W Ameryce barman odgrywa rolę księdza, psychologa, przyjaciela. Byłem legendą jako barman – mówił kiedyś Wasilewicz.
Zobacz także: Britney Spears w nowym singlu. Fani oburzeni: “Brzmi jak AI”
Chciał wrócić do kraju
Poza byciem barmanem, Andrzej Wasilewicz starał się rozwijać umiejętności muzyczne. Grał koncerty dla amerykańskiej Polonii. Myślał jednak o powrocie do Polski. Przeszkodziło mu w tym wprowadzenie stanu wojennego. Wspierał więc “Solidarność” ze Stanów Zjednoczonych.
Tworzył utwory poetyckie, które były później prezentowane w Radiu Wolna Europa. Zdarzało mu się w kolejnych latach jeszcze odwiedzać ojczyznę. Zdecydował się jednak pozostać w USA już na stałe. Niestety później wykryto u niego chorobę Parkinsona. Zmarł 13 grudnia 2016 roku w szpitalu w Long Island.
Zobacz także: Wszyscy znamy ten hit! Mało kto pamięta, że napisał go Piotr Kupicha