42 lata później najszczersze słowa Wilhelmiego wciąż dają do myślenia
3 listopada przypada rocznica śmierci Romana Wilhelmiego, jednego z najwybitniejszych polskich aktorów powojennych. Artysta, znany z niezapomnianych ról w kultowych serialach PRL jak "Alternatywy 4" czy "Czterej pancerni i pies" odszedł w 1991 roku. Pozostawił po sobie nie tylko wybitne kreacje, ale również refleksje dotyczące zawodu aktora. Jedna z nich, wypowiedziana w 1984 roku, po ponad czterech dekadach wciąż brzmi niezwykle aktualnie.
- Roman Wilhelmi, jeden z najwybitniejszych polskich aktorów, podkreślał, że prawdziwa wartość aktorstwa tkwi w emocjach widza.
- Wilhelmi obawiał się sali pełnej krytyków, wierząc, że sztuka powinna poruszać ludzi, a nie być rozkładana na części pierwsze.
- Jego kultowe role, w tym w "Czterech pancernych" i "Alternatywach 4", pozostają niezapomniane.
W czasach mediów społecznościowych, rankingów popularności i nieustannej pogoni za rozgłosem słowa Romana Wilhelmiego mogą zaskakiwać swoją prostotą. Aktor nie mówi o nagrodach, prestiżu czy uznaniu środowiska. Nie wspomina o recenzjach ani o miejscu w historii teatru. W centrum stawia publiczność.
Rozwiąż quiz. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...
Quiz: Wielki QUIZ PRL o serialu "Alternatywy 4". Ty odpadniesz na 3. pytaniu!
W rozmowie z "Głosem Wybrzeża", która ukazała się z 1984 roku, Roman Wilhelmi powiedział: "Zawód ten uprawia się dla ludzi, nie dla siebie. Jedyną rzeczą, dla której warto ten zawód uprawiać jest publiczność. Jedyny sen koszmarny, jaki miałem, był ten, że gram, a widownia składa się z samych krytyków".
Według niego prawdziwy sens aktorstwa pojawia się dopiero wtedy, gdy po drugiej stronie znajduje się widz. To dla niego powstają spektakle, filmy i seriale. Bez odbiorcy nawet najbardziej dopracowana rola traci swoje podstawowe znaczenie. Dlaczego Wilhelmi bał się widowni pełnej krytyków? Intrygująca jest druga część cytatu.
Koszmarny sen o sali wypełnionej wyłącznie krytykami można interpretować jako sprzeciw wobec traktowania sztuki wyłącznie przez pryzmat ocen i analiz. Krytycy oceniają, porównują i interpretują. Widzowie przede wszystkim przeżywają emocje. Wilhelmi zdawał się mówić, że sztuka nie powstaje po to, by ją jedynie rozbierać na części i oceniać według zawodowych kryteriów. Powstaje po to, aby poruszać ludzi, wzruszać ich, bawić albo skłaniać do refleksji.
Wybierałem drogę trudniejszą – albo grać to, co mnie interesuje, albo wcale - mówił również w tej samej rozmowie.
Kim był Roman Wilhelmi?
Roman Wilhelmi należał do grona najwybitniejszych polskich aktorów XX wieku. Potrafił odnaleźć się zarówno w teatrze, jak i filmie czy telewizji. Dla jednych pozostaje przebojowym sierżantem Olgierdem Jaroszem z serialu "Czterej pancerni i pies". Dla innych niezapomnianym Stanisławem Aniołem z "Alternatyw 4" lub brawurowym Nikodemem Dyzmą, którego kreacja do dziś uznawana jest za jedną z najlepszych w historii polskiej telewizji.
Był aktorem niezwykle wszechstronnym. Równie przekonująco wypadał w rolach komediowych, dramatycznych i psychologicznych. Dzięki temu zdobył uznanie zarówno widzów, jak i krytyków. Wilhelmi przypomina, że łatwo skoncentrować się na opiniach ekspertów, ocenach i statystykach, zapominając o ludziach, dla których wykonuje się swoją pracę. To uniwersalna lekcja pokory. Sukces nie polega wyłącznie na uznaniu środowiska. Często ważniejsze jest to, czy nasza praca naprawdę trafia do innych.
Źródła: ZlotePrzeboje.pl, WIkiquote, Głos Wybrzeża
Odkryj filozofię Romana Wilhelmiego: sztuka dla ludzi, nie krytyków. Poznaj jego unikalne podejście do aktorstwa. Przeczytaj więcej.