Obejrzałam 2. sezon "1670". Byłam pełna obaw. To zrobił Netflix [RECENZJA]
Serial "1670" niespełna dwa lata temu szturmem podbił "polskiego" Netflixa, przyciągając przed ekrany tysiące widzów. Jednakże z hitowymi produkcjami bywa tak, że ich największą wadą stają się kontynuacje, sequele, prequele, spin-offy etc. Jak jest tym razem? Czy drugi sezon perypetii Jana Pawła "dowiózł"? Oto recenzja serialu "1670".
- "1670" to polski serial komediowy realizowany przez platformę Netflix.
- Pierwszy sezon produkcji cieszył się ogromnym zainteresowaniem widzów.
- Polski hit Netflixa wraca z drugim sezonem – sprawdzamy, czy równie udanym.
"1670" zadebiutowało na platformie streamingowej Netflix w grudniu 2023 roku. Tytuł cieszył się ogromnym zainteresowaniem widzów i zebrał pozytywne recenzje krytyków. Na kontynuację losów mieszkańców Adamczychy przyszło nam czekać niemalże dwa lata. Teraz sprawdzamy, czy rzeczywiście było warto.
"1670" - serialowy hit Netflixa wraca z drugim sezonem
Pierwszy sezon "1670" objawił się jako kropelka nadziei w całym morzu miernych tytułów komediowych krajowej produkcji. Absurdalny humor, świetna obsada oraz gra aktorska, a także bezbłędne one-linery bardzo szybko zbudowały markę serialu.
Dzięki temu tysiące abonentów Netflixa przez wiele miesięcy wyczekiwało kontynuacji. 17 września wreszcie nadszedł czas na powrót do wsi Adamczycha.
Często bywa tak, że największą bolączką wielu świetnych produkcji są ich kontynuacje. Pewne formuły bardzo szybko się wyczerpują, a wymuszone przedłużanie serii to nic innego jak skok na kasę, który zresztą od razu można zauważyć. Oczekując na drugi sezon "1670" dręczyły mnie podobne obawy. Teraz już wiem, czy były uzasadnione.
Czy warto było czekać na kontynuację "1670"?
Serial powrócił w postaci ośmiu odcinków liczących nieco ponad trzydzieści minut każdy. Było to dodatkowym plusikiem, ponieważ jestem zwolennikiem krótszych form. Przejdźmy jednak do "gęstego", czyli walorów jakościowych wszystkich epizodów.
Duże oczekiwania z góry narzucone przez udaną pierwszą serię niosły ryzyko wielkiego rozczarowania. W tym przypadku trzeba jednak przyznać, że te obawy okazały się bezpodstawne. Fani "1670" powinni czuć się usatysfakcjonowani. Dlaczego?
Drugi sezon polskiego hitu Netflixa trzyma poziom zarówno, jeśli chodzi o scenariusz, prowadzenie postaci czy typowy już dla tego tytułu absurdalny humor. Wyszczególnić należy kilka największych zalet, które stanowią solidny fundament całości. Te sprawiają także, że widzowie nie odejdą od ekranów z poczuciem zmarnowanego czasu. Bilansowi zalet i wad przyjrzymy się zatem w kolejnych akapitach.
"1670" sezon 2. - zalety
Jak się okazuje, drugi sezon serialu "1670" ma wiele zalet, wśród których obowiązkowo należy wymienić:
Humor
Serial opiera się na absurdalnych żartach, które garściami czerpią z naszych narodowych przywar. Dzięki temu widzowie mogą bez skrępowania śmiać się z krajanów na wakacjach, ucieleśnienia przysłowia "mądry Polak po szkodzie", czy zgrabnego wplątywania kwiecistych bluzgów w szybkie wymiany zdań.
Specyficzny humor sprawia, że całość nabiera nieco głupkowatej, ale jednocześnie lekkiej formy. Wypadkową takiego połączenia jest serial, który można zbindżować w ciągu jednego wieczora. Tym samym odbiorcy nie uświadczają nudnych przestojów w postaci odcinków "na przeczekanie".
Nawiązania do innych tekstów kultury
Zawsze doceniam obecność wszelkiej maści "easter eggów" w filmach, serialach, grach etc. Takie ukryte nawiązanie do innego tekstu kultury sprawia, że dowcip staje się meta-żartem, który załapią widzowie obeznani w największych dziełach popkultury. W drugim sezonie "1670" podobnie zresztą jak i w pierwszym, tych nie zabrakło.
Na przestrzeni kolejnych odcinków można było zatem zauważyć odwołania do:
- filmów - "Kiler" i słynny cytat "chce mi się szczać",
- literatury - pojawienie się postaci Wiedźmina czy Andrzeja Kmicica,
- malarstwa - odtworzenie pozy z obrazu "Rejtan - Upadek Polski" Matejki,
- muzyki - wykonanie "Dumki na dwa serca",
- gier - wykorzystanie kultowego cytatu z polskiej wersji językowej "Baldurs Gate" - "przed wyruszeniem na mecz, trzeba zebrać drużynę",
- fenomenów kulturowych - przedstawienie umiłowania kebabu z sosem mieszanym.
Bohaterowie
Bohaterowie przedstawieni w serialu to idealne połączenie doborowej obsady aktorskiej ze świetnie napisanymi postaciami. Na wszystkie z nich patrzyło się naprawdę dobrze, lecz na szczególne wyróżnienie zasługuje moim zdaniem Michał Sikorski wcielający się w ojca Jakuba Adamczewskiego.
Serialowy syn Jana Pawła to istna kopalnia cytatów, które zdecydowanie zostaną zapamiętane na dłużej. Jego przejaskrawiony charakter oraz apodyktyczne usposobienie tworzą mieszankę wybuchową fantastycznie ubarwiającą każdy kolejny odcinek "1670".
Wady serialu "1670" - sezon 2
Popadając w zachwyt nad 2. sezonem polskiego hitu Netflixa, nie zapominam jednak o pewnych, naprawdę drobnych szczegółach, przez które nie nazwę go idealnym.
Efekty "specjalne"
Zakładam, że użycie słabej jakości CGI (obrazy generowane komputerowo) albo biedne atrapy dzika czy wiewiórki to zabiegi celowe. Być może niektórych dodatkowo bawiły, mnie jednak lekko żenowały. Niemniej jednak to jedynie mikroskopijne detale, których równie dobrze można nie zauważyć.
Zmiany, zmiany
Chociaż zdecydowana większość postaci jest naprawdę dobrze osadzona w historii, widzę drobny problem w jednej z nich. Chodzi o Stanisława Adamczewskiego, w którego wcielił się Filip Zaręba, zastępujący w tej roli Michała Balickiego. Mimo że obaj odpowiednio wystylizowani prezentują się niesamowicie podobnie, nastąpił między nimi rozdźwięk charakterologiczny.
Nowy Stanisław jest bowiem zbyt wycofany, jakby trochę nieobecny, za mało zbuntowany i roztrzepany. Pozostaje kochliwy, lecz ewidentnie brak mu wcześniejszej werwy. Jednakże trudno jednoznacznie stwierdzić czy to efekt zamiany aktora, czy może zmian scenopisarskich.
Znów, czy to wielka wada? Nie, lecz w niektórych momentach brakuje dawnego szaleństwa tej postaci.
Wątek miłosny
Zwykle wątki romantyczne po prostu mnie nudzą. Natomiast w większości przypadków staram się przynajmniej zrozumieć ich uwzględnienie oraz przekaz, jaki ze sobą niosą. Relacja Anieli i Macieja może taki mieć i z pewnością znalazła wielu zwolenników. Stanowi bowiem symbol przełamania skostniałych zwyczajów etc.
W drugiej serii "1670" obserwujemy rozwój ich związku. Niestety wraz z kolejnymi odcinkami wątek ten często hamuje ogólną dynamikę serialu. Dalsze losy pary budzą we mnie obawy, że ewoluuje to w mini operę mydlaną, która podkopie trzeci sezon (a ten jest już zamówiony!). Jak jednak będzie, przekonamy się najprawdopodobniej w 2026 roku.
Czy warto było szaleć tak?
Zatem czy warto było czekać na drugi sezon "1670"? Odpowiedź na to pytanie jest w zasadzie uzależniona od indywidualnego podejścia do całego projektu. Wiem bowiem, że nie wszystkim przypadł do gustu głupkowaty humor czy forma mockumentu przełamująca czwartą ścianę.
W mojej ocenie otrzymaliśmy od Netflixa godną kontynuację komediowego hitu, której nie przyćmiewają nawet drobne wady. Wydaje się zatem, że większość widzów, która zaśmiewała się podczas seansu pierwszej serii, będzie niemalże równie usatysfakcjonowana i tym razem.
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na ZlotePrzeboje.pl!