Maroon 5 wraca do korzeni? Nowa płyta pokazuje więcej niż myślisz [RECENZJA]
Maroon 5 przedstawiać nikomu nie trzeba. Jednak od dłuższego czasu amerykański zespół – zadaniem wielu fanów – niespecjalnie przypomina siebie sprzed lat. Teraz wydał nową płytę, która w pewien sposób stanowi zwrot w stronę pierwotnego sposobu tworzenia piosenek. Jak przełożyło się to na brzmienie grupy? Czy Adam Levine i spółka odzyskają dzięki temu zaufanie co bardziej marudnych miłośników Maroon 5 z początków kariery? Oto recenzja płyty "Love Is Like".
- Do sprzedaży i streamingu trafił właśnie nowy album Maroon 5 pt. "Love Is Like".
- Przestawiamy recenzję płyty wydanej pod szyldem wytwórni 222 i Interscope.
- Wyjaśniamy, czy częściowy powrót do starego stylu pisania utworów wpłynął na brzmienie zespołu.
Maroon 5 czekał cztery lata na wypuszczenie kolejnego albumu po "Jordi". Tym samym teraz, 15 sierpnia 2025 r., na rynku ukazał się ósmy w karierze (dziewiąty, jeśli wliczymy w to krążek wydany jeszcze jako Kara's Flowers) album formacji z Los Angeles, zatytułowany "Love Is Like". Co na nim znajdziemy?
Rozwiąż quiz o przebojach la 2000. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...
Quiz: Quiz. Największe przeboje lat 2000. Tylko mistrz zgarnie 12/12!
Recenzja płyty "Love Is Like"
Minimalizm, jeśli chodzi o liczbę i długość utworów, zawsze wyróżniały Maroon 5, ale nigdy tak mocno jak na nowym wydawnictwie. Na "Love Is Like" mamy zaledwie dziesięć piosenek, z których tylko jedna ma więcej niż trzy minuty! Łącznie to jedynie 27 minut muzyki. Można się zastanawiać, czy wynika to ze zmiany podejścia do procesu tworzenia.
Po pierwsze, mamy tutaj tylko trzech gości: Lisę z Blackpink, Lila Wayne'a i Sexyy Red (do których powrócimy za chwilę). Po drugie – ważniejsze – wkład zewnętrznych autorów i producentów (w tym przypadku Bobby'ego Love'a, Elofa Loelva, Federico Vindvera, JKasha i Rio Roota) jest znacznie mniejszy niż na ostatnich płytach. Jest to jednak znamienne przede wszystkim dla pierwszych pięciu piosenek napisanych z myślą o krążku.
Praca nad albumem rozpoczęła się od tego, że Adam Levine wysłał kolegom z grupy nagranie głosowe utworu "Priceless". Jak wspominał dla ABC Audio gitarzysta James Valentine:
Adam napisał go sam. Był tylko on i gitara. To było naprawdę fajne, bo tak właśnie kiedyś powstawały nasze piosenki. Minęło trochę czasu, odkąd czułem, że Adam czuje się związany z pisaniem. Po prostu usiadł i wymyślił tę świetną piosenkę. Wszyscy byli bardzo podekscytowani.
Levine w rozmowach z mediami (w tym Audacy i podcastem "Sauce on the Side") podkreślał, iż to najwyższy czas, żeby zespół ponownie zaczął tworzyć bardziej samodzielnie, jako kolektyw.
Wokalista dodał, że dzięki takiemu "okrojonemu, prostemu stylowi pisania" członkowie Maroon 5 mogli odtworzyć klimat, jaki prezentowali, kiedy zaczynali karierę, i mogli wrócić do oryginalnego brzmienia. Stwierdził, że "chcieli wrócić tam, skąd zaczynali". Czy im się to udało?
Nowa płyta Maroon 5 – krótko, ale czy naprawdę zwięźle?
Przypomnijmy, że w późniejszych latach Maroon 5 coraz dalej odchodził od poprockowych, czy wręcz rockowych korzeni. Domieszka R&B i funku, która towarzyszyła Amerykanom od początku, w niektórych utworach się jeszcze troszkę przebijała, ale dominować zaczął szeroko rozumiany pop z dodatkiem muzyki elektronicznej, a nawet dance'u.
Na ostatnim albumie, "Jordi", pop był podany w nieco melancholijnej odsłonie (zarówno w przypadku muzyki, jak i tekstów), a w kilku numerach dodano szczyptę innych gatunków: od indie, przez reggaeton i latino trap, po rap. Czy "Love Is Like" to odcięcie się od tego grubą kreską?
Zacznijmy od tego, że nie jest to wymarzony prezent dla fanów starego Maroon 5. Brzmienia "Love Is Like" nadal w dużej mierze kryją się pod płaszczem szeroko rozumianego popu, aczkolwiek w cieplejszym wydaniu.
Adam Levine (który jest w dobrej formie wokalnej) rozprawia głównie o miłości, i to nie zawsze tej szczęśliwej, ale piosenki są lekkie, wakacyjne. Jest tu też więcej naleciałości R&B, funku i rapu niż na "Jordi", a nawet lekkie przełamania w postaci delikatnej nuty soulowo-musicalowej ("Yes I Did") i indie popowej/rockowej (w singlu "California").
W połowie drogi
W stosunku do nowej płyty Maroon 5 można mieć dość ambiwalentne odczucia. Całość jest spójna, a wszystkich utworów słucha się przyjemnie, ale początkowo znaczna większość z nich wydaje się nieco monotonna i zlewa się ze sobą. "Burn Burn Burn" i "Jeaolusy Problems" dość dobrze to obrazują.
Otwierające album taneczne "Hideaway", które odrobinę przywodzi na myśl "Adventure of a Lifetime" Coldplaya, po czasie staje się chwytliwe, ale jest nieco wtórne i banalne. Z kolei "Yes I Did" ma za długą kodę, jednak całość ratuje solówka gitarowa wraz ze – skądinąd urokliwymi – wstawkami smyczkowymi.
Na omawianym wydawnictwie raczej żaden z utworów nie brzmi jak murowany hit. Na szczęście w konsumpcji treści pomaga krótkość płyty. Warto dać jej czas i kilka przesłuchań. W przypadku części piosenek człowiek nagle sobie pomyśli: "To nawet trochę wciąga". Idealnym przykładem jest nagrane z Lisą "Priceless".
Jednak w kontekście największego potencjału i wyróżniania się trzeba wskazać na trzy inne numery. Pierwszym jest tytułowe chilloutowe "Love Is Like", któremu jeszcze więcej charakteru dodają klawisze w tle i zwrotka Lila Wayne'a.
Drugim jest napędzane funkową gitarą i wstawkami z saksofonem "All Night", zaś trzecim – współpraca z raperką Sexyy Red w postaci żywiołowego "I Like It". To dobry przykład na to, że rap, różne sample oraz miks popu, R&B i soulu mogą fajnie współgrać z sekcją smyczkową.
Płytę "Love Is Like" zamyka nostalgiczna, akustyczna, gitarowa ballada "California". Nie jest może niczym odkrywczym, ale jest przyjemna i daje namiastkę tego, z czym Maroon 5 kojarzył się kiedyś.
Natomiast najlepszą analogią do całego albumu jest utwór "My Love", który jest gdzieś "w połowie drogi" do bycia potencjalnym hitem. Ogólnie jest przyjemny, ale nie porywa i z pewnością nie wywoła wielkiego "wow".
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na ZlotePrzeboje.pl!