Włącz radio

Rosja wróci na Eurowizję 2027? Wielka burza tuż przed finałem

4 min. czytania
16.05.2026 21:11
Zareaguj Reakcja

Eurowizja 2026 miała być przede wszystkim świętem muzyki, ale finał w Wiedniu znów odbywa się w atmosferze politycznego napięcia. Po protestach wokół udziału Izraela i bojkocie pięciu nadawców teraz falę komentarzy wywołała wypowiedź Martina Greena, który nie zamknął furtki przed powrotem Rosji do konkursu.

Grupa ludzi z flagami, ubrana w srebrne kurtki, w kolorowych strojach folklorystycznych.
fot. YouTube/Eurovision Song Contest 2021 - Turquoise Carpet
  • Wypowiedź dyrektora Eurowizji o możliwym powrocie Rosji wywołała burzę.
  • Tegoroczny konkurs w Wiedniu zamiast jedności podsyca spory polityczne.
  • Decyzje dotyczące uczestnictwa państw opierają się formalnie na niezależności nadawców, co wielu odbiorców uznaje za niejasne i wybiórcze kryterium.

Jeszcze przed wielkim finałem atmosfera wokół Eurowizji zrobiła się gęstsza niż dym na scenie. Wystarczyła jedna wypowiedź, by w sieci zawrzało. Dyrektor konkursu Martin Green zasugerował bowiem, że powrót Rosji wcale nie jest wykluczony. Internauci przecierają oczy ze zdumienia, a eksperci łapią się za głowę.

Rozwiąż quiz o Eurowizji. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...

Quiz: Quiz. Jesteś fanem Eurowizji? Tylko prawdziwy fan zdobędzie 18/20!

1/20 Pierwszy w historii Konkurs Piosenki Eurowizji odbył się w:

Eurowizja 2026. Finał w cieniu kontrowersji

Tegoroczna, jubileuszowa odsłona Eurowizji w Wiedniu miała być świętem muzyki i jedności. Zamiast tego coraz częściej mówi się o napięciach, protestach i politycznych zgrzytach. Najwięcej emocji wzbudza udział Izraela, który mimo sprzeciwu części opinii publicznej nie został wykluczony przez Europejską Unię Nadawców (EBU). Decyzja ta wywołała lawinę pytań o konsekwencję organizatorów i zasady, którymi się kierują. Teraz padły słowa, które tylko dolały oliwy do ognia.

W rozmowie z LBC dyrektor Eurowizji przyznał, że Rosja "teoretycznie" mogłaby wrócić do konkursu, jeśli jej nadawca spełniłby wymogi członkostwa EBU. To właśnie ta wypowiedź momentalnie podgrzała nastroje, bo dla wielu odbiorców brzmiała jak odejście od dotychczasowego, bardzo twardego stanowiska wobec Moskwy.

Redakcja poleca

Green zaznaczył jednocześnie, że wykluczenie Rosji nie wynikało – jego zdaniem – z samego faktu prowadzenia wojny [sic!], lecz z kwestii zależności rosyjskiego nadawcy publicznego od Kremla.

Po pierwsze, Rosja jest obecnie wykluczona z EBU, ponieważ jej nadawca - a tym jesteśmy, organizacją nadawców - nie był w stanie udowodnić, że nie jest po prostu głosem swojego rządu, co nie zgadza się z zasadami EBU. Po drugie, w każdym wymiarze mieliśmy globalny konsensus na temat tego konfliktu, którego absolutnie brakuje przy tym drugim. Możemy to określić, bo jesteśmy organizacją demokratyczną i 70 proc. naszych członków zagłosowało za tym, by Eurowizja była neutralną przestrzenią - powiedział Martin Green.

Skąd w ogóle wykluczenie Rosji?

Żeby zrozumieć skalę problemu, trzeba cofnąć się do 2022 roku. Wówczas EBU ogłosiła, że żaden rosyjski wykonawca nie wystąpi w konkursie Eurowizji, tłumacząc to kryzysem w Ukrainie i ryzykiem, że udział Rosji zaszkodzi reputacji wydarzenia. W oficjalnym komunikacie organizacja podkreśliła też, że jest apolitycznym stowarzyszeniem nadawców i działa na rzecz wartości służby publicznej.

Green w swojej obecnej argumentacji idzie jednak krok dalej niż tamten komunikat. Podkreśla, że EBU działa jak organizacja demokratyczna, a nie instytucja wydająca arbitralne wyroki. W przywołanej przez niego logice Rosja znalazła się poza konkursem nie dlatego, że zaatakowała Ukrainę, lecz dlatego, że jej nadawca – według EBU – nie potrafił wykazać pełnej niezależności od państwa.

Redakcja poleca

Izrael zostaje, bo... ma niezależne media?

Cała sprawa wybuchła w wyjątkowo nerwowym momencie. Tegoroczna Eurowizja odbywa się w cieniu protestów związanych z udziałem Izraela, a pięć krajów – Hiszpania, Irlandia, Holandia, Islandia i Słowenia – zdecydowało się zbojkotować wydarzenie. Reuters i AP podają, że to właśnie ten spór sprawił, iż tegoroczna edycja jest jedną z najbardziej politycznych w historii konkursu.

To dlatego słowa Greena o Rosji zostały odebrane tak głośno: w momencie, gdy EBU broni swojej neutralności, jednocześnie mierzy się z zarzutami o podwójne standardy. Szef konkursu przekonuje jednak, że w obu przypadkach chodzi o zasady członkostwa i niezależność nadawców, a nie o prosty polityczny podział na "dobrych" i "złych".

W przypadku KAN - zaledwie wczoraj izraelski rząd zagroził im prywatyzacją. Miejmy jasność, jakie mają intencje: żeby przejąć ich newsroom. To już trzeci raz w ciągu pięciu lat. Jeśli ktoś chce dowodu na to, że KAN ma niezależność i swój głos, niech spojrzy na to, z jakim wysiłkiem jego rząd chce przejąć nad nim kontrolę - przekonywał Martin Green.

Choć argument ten miał uspokoić sytuację, wielu komentatorów uznało go za co najmniej dyskusyjny.

Powrót Rosji? "Teoretycznie tak"

Największe emocje wywołała jednak odpowiedź na pytanie, czy Rosja mogłaby wrócić na Eurowizję mimo trwającej wojny. Green nie zamknął tej furtki.

Rosja może powrócić, nawet jeśli wojna na Ukrainie będzie trwała. Jesteśmy organizacją złożoną z nadawców, ale nie chcę mówić "co by było, gdyby". Jeśli byłby tam jakiś ruch, jeśli znowu byłoby demokratyczne głosowanie na temat członkostwa... To nie moja decyzja - podsumował.

Green przyznał również, że automatyczne wykluczanie państw prowadzących działania zbrojne byłoby problematyczne: "Wtedy wkraczamy na naprawdę trudny grunt subiektywnych osądów wartościujących".

Te słowa momentalnie obiegły media i wywołały ostrą reakcję – także wśród polityków. Niektórzy brytyjscy parlamentarzyści uznali scenariusz przywrócenia Rosji za "oburzający" i sprzeczny z ideą konkursu.

Redakcja poleca

Eurowizja 2026. Internauci nie mają litości

W sieci zawrzało. Jedni mówią o hipokryzji, inni o próbie "umycia rąk" od trudnych decyzji. Coraz częściej pojawia się też pytanie: czy Eurowizja naprawdę może być apolityczna w świecie pełnym konfliktów?

Wiedeński finał miał być widowiskiem z rozmachem, ale zamiast samej muzyki znów dużo mówi się o kulisach i politycznych emocjach. Oficjalnie Eurowizja trwa według ustalonego planu, lecz atmosfera wokół konkursu pokazuje, że hasło "United by Music" po raz kolejny musi walczyć o swoją wiarygodność.

Jedno jest pewne – zanim jeszcze wybrzmi ostatni refren finału, emocje już sięgają zenitu. A wszystko wskazuje na to, że po tym roku dyskusja o granicach "neutralności" konkursu dopiero się zacznie.

Źródło: ZlotePrzeboje.pl, ebu.ch, reuters.com, apnews.com, lbc.co.uk