advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
Włącz radio

Skoczyłam ze spadochronem z 4000 metrów. Na to zupełnie nie byłam gotowa

2 min. czytania
02.01.2026 10:00
Zareaguj Reakcja

"Wychodzenie ze strefy komfortu" to jeden z najpopularniejszych i czasami nadużywanych sloganów motywacyjnych. Jednakże w tym przypadku ciężko o lepsze określenie tego, co musiałam zrobić, aby skoczyć ze spadochronem. Na szczęście przeżyłam. Jak to możliwe? To łatwiejsze niż może się wydawać. 

Jak skoczyć ze spadochronem?
fot. Pixabay / YasDO / CC0
  • "Wychodzić ze strefy komfortu" to popularny slogan motywujący do działania. 
  • Podjęcie takiej decyzji nie jest łatwe, lecz często opłacalne. 
  • Oto jak przeżyłam skok ze spadochronem i dlaczego zrobię to jeszcze raz. 

Gdyby nie górnolotnie brzmiące "wychodzenie ze strefy komfortu" lub też "przekraczanie własnych barier", nigdy nie skoczyłabym ze spadochronem. Spory udział w wydarzeniu miał jednak także instruktor, który mnie do tego przygotował. Wytłumaczył też, dlaczego właściwie ludzie to robią. No właśnie, dlaczego? "To uzależniające" - mówił. 

Skok nie taki straszy, jak go malują 

Skok ze spadochronem wydaje się przerażający przede wszystkim ze względu na wysokość. Przecież swobodny spadek z czterech tysięcy metrów nie może skończyć się dobrze. A jednak kończy się fantastycznie i do tego sprawia, że chcemy więcej. Choć przed pierwszym skokiem nogi uginają się same, po wszystkim pojawia się ochota na kolejne. 

Skok spadochronowy pozwala spojrzeć inaczej na przyziemne sprawy, pozwala oderwać się na chwilę i poczuć beztroskę. Duża część pasażerów po skoku stwierdza, że nabiera chęci do życia i realizacji kolejnych wyzwań. Często wracają na kolejny skok lub na kurs AFF, żeby stać się samodzielnym skoczkiem. Podsumowując, skoki spadochronowe są uzależniające - powiedział Wojciech Kieś, pilot klubu SkyDive Warszawa. 
Redakcja poleca

To kwestia zaufania 

Oprócz wysokości to także kwestia zaufania. Skacząc po raz pierwszy, trzeba bowiem polegać na doświadczeniu i pomocy pilota. Od jego pracy zależy bezpośrednio nie tylko komfort, ale także bezpieczeństwo. 

Duża część społeczeństwa ma problem z zaufaniem, a tu musimy oddać się całkowicie w ręce instruktora. To coś zupełnie innego niż sporty i aktywności, które znamy i wykonujemy na co dzień. Nie do końca wiadomo, czego się spodziewać. Chyba nie ma recepty na to, jak przełamać ten strach inaczej niż po prostu skoczyć - mówił. 

W tym miejscu mogę jedynie potwierdzić słowa mojego rozmówcy. Chyba nie istnieje jeden jedyny i skuteczny sposób, aby przełamać strach. Po prostu trzeba to zrobić, pomimo naturalnych obaw. Na szczęście do sytuacji awaryjnych dochodzi stosunkowo rzadko. 

Najstraszniejszą rzeczą jednak zawsze jest sytuacja, kiedy coś pójdzie nie tak i trzeba sięgnąć po spadochron zapasowy. Na szczęście na moje 2000 skoków miałem tylko dwie takie sytuacje - dodał "Kiesiu". 
Redakcja poleca

Jak to jest, dobrze czy nie dobrze? 

Jak w rzeczywistości wygląda skok spadochronowy? Wszystko zaczyna się od wybrania terminu. Przy dobrych wiatrach (dosłownie) skok odbędzie się we wskazanym dniu. Mnie aura nie sprzyjała, dlatego przekładano datę aż trzykrotnie. Następnie należy zjawić się na lotnisku w wyznaczonym miejscu i czasie. Po założeniu uprzęży i krótkim szkoleniu czekamy na samolot. Dalej trzeba wykonywać polecenia instruktora i radzić sobie z własnymi emocjami. 

Za pierwszym razem skok spadochronowy jest bowiem prawdziwym rollercoasterem wrażeń. Od paraliżującego strachu, przez mrowienie ekscytacji aż do mdłości z przebodźcowania. Na szczęście piloci są zwykle przygotowani nawet na taką ewentualność, a w skrajnym przypadku poratują torebką strunową.