"Nigdy się nie przewróciłem". Artur Żmijewski ujawnił kulisy "Ojca Mateusza"
Weekend w Radiu Złote Przeboje upłynął pod znakiem szczerej, ale też niezwykle lekkiej i pełnej humoru rozmowy z Arturem Żmijewskim. Aktor, który od lat wciela się w ojca Mateusza - jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci w polskiej telewizji - był gościem Marzeny Rogalskiej w audycji "Weekend jak marzenie".
- Weekend w Radiu Złote Przeboje przyniósł anegdoty z planu "Ojca Mateusza".
- Artur Żmijewski odkrywa, jak ukochany przez Polaków serial łączy pokolenia.
- Ksiądz w kroksach? Marzena Rogalska opowiada anegdotę o sutannie.
Weekendowa rozmowa Marzeny Rogalskiej w audycji "Weekend jak marzenie" przyciągnęła szczególną uwagę słuchaczy. Jej gościem był Artur Żmijewski - aktor, którego od kilkunastu lat wszyscy kojarzą z rolą ojca Mateusza. I choć mogłoby się wydawać, że o serialowym księdzu-detektywie powiedziano już wszystko, sam aktor potrafił zaskoczyć nie tylko anegdotami z planu, ale i refleksjami o popularności, która towarzyszy mu od lat.
Rozwiąż quiz. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...
Quiz: Quiz. Jak dobrze znasz polskie seriale? Ekspert zgarnie 17/20!
Artur Żmijewski i najmłodsze pokolenia fanów
Już na początku rozmowy padł temat fanów. Artur Żmijewski opowiedział o sytuacji, która zrobiła na nim ogromne wrażenie i uświadomiła, jak bardzo jego praca stała się częścią życia widzów. Okazuje się, że ojca Mateusza kochają całe pokolenia - w tym te najmłodsze, po których trudno było się tego spodziewać.
Podszedł kiedyś do mnie bardzo młody chłopak i poprosił o zdjęcie. Powiedział: "Wie pan, ja pana oglądam od drugiego roku życia razem z babcią. To był nasz rytuał". Teraz to dorosły facet, student albo licealista, a ja sobie uświadomiłem, że przez całe jego życie byłem obecny w jego domu. To jest absolutny kosmos. Tak samo dzieci przychodzą z rodzicami czy dziadkami i mówią, że to ich ulubiony serial. A co ciekawe – niektórzy oglądają te same odcinki po kilka razy – przyznał aktor.
Historia ta pokazuje, że "Ojciec Mateusz" stał się nie tylko rozrywką, ale wręcz tradycją łączącą pokolenia. To rzadki przypadek, kiedy serial kryminalny oglądają wspólnie dziadkowie, rodzice i dzieci. I właśnie dlatego Artur Żmijewski przyznał, że dla niego to największe wyróżnienie.
Dla mnie to jest cudowne, bo nie ma nic fajniejszego niż uwielbienie widzów za coś, co się gra. Zawsze to podkreślam: aktor nie istnieje bez widza. Możemy być w swoim poczuciu genialni, możemy zbierać pochwały od kolegów, ale jeśli widzowie nas nie zaakceptują, to nas po prostu nie ma. To oni nadają sens naszej pracy – podkreślił.
Czy ojciec Mateusz spadł z roweru?
Po wątku fanów przyszła pora na lżejsze pytanie, które od lat nurtuje widzów: jak właściwie jeździ się na rowerze w sutannie? Marzena Rogalska postanowiła wreszcie raz na zawsze rozwiać tę zagadkę, a odpowiedź Artura Żmijewskiego, a właściwie ojca Mateusza, była pełna humoru.
Jeździ się dokładnie tak samo jak bez sutanny. Nigdy się w niej nie przewróciłem, chociaż w jeansach i marynarce – owszem, zdarzało się. Co prawda zniszczyłem kilka sutann, bo potrafiły wkręcić się w tryby roweru, ale samych upadków nigdy nie zaliczyłem – zdradził z uśmiechem.
To wyznanie wywołało rozbawienie u prowadzącej, a słuchacze mogli poczuć, że za kulisami pracy na planie kryją się całkiem zwyczajne sytuacje. Okazuje się też, że sutanna – mimo swojego poważnego charakteru – potrafi być zaskakująco praktyczna.
Na początku traktowałem ją jak kostium, jeden z wielu. Ale z czasem doceniłem, że to naprawdę fajny strój. Ma mnóstwo kieszeni i zakamarków, w których można coś schować. A poza tym daje ogromną tożsamość. Ksiądz chodzi w jednym uniformie, nie musi się zastanawiać, co na siebie włożyć. A my, zwykli ludzie, czasem spędzamy pół dnia, zastanawiając się: garnitur czy coś na luzie? A tu sprawa jest prosta – jeden strój i gotowe – wyjaśniał.
Ksiądz w kroksach to też człowiek
Podczas audycji z udziałem Artura Żmijewskiego padła też anegdota o sutannie, którą Marzena Rogalska przywołała, nawiązując do swojego przyjaciela proboszcza. Ta historia wywołała salwy śmiechu w studiu.
Patrzę na niego i mówię: "Lechu, kroksy pod sutanną? Serio?". A on mi na to: "Wygodnie, a nie widać". I to była najlepsza puenta – przyznała prowadząca.
Aktor zareagował z entuzjazmem, dodając:
Ależ absolutnie! To jest bardzo wygodne. I choć ja sam nie jestem księdzem w życiu, tylko w serialu, to odkryłem, że sutanna ma w sobie coś praktycznego. Może i wygląda poważnie, ale daje komfort i spokój. Zresztą, pomyśl: gdybyś ty codziennie przychodziła do radia w tym samym stroju, ludzie by się dziwili. A ksiądz? To jego znak rozpoznawczy. I wszyscy to akceptują - podsumował.
Cała rozmowa sprawiła, że słuchacze mogli zobaczyć w Arturze Żmijewskim nie tylko serialowego księdza–detektywa, ale przede wszystkim zwyczajnego człowieka – bliskiego, serdecznego i wdzięcznego za to, że jego praca towarzyszy Polakom od wielu lat.
Posłuchaj audycji "Weekend jak marzenie":
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na ZlotePrzeboje.pl!