W latach 70. byli na szczycie. Mówiono, że ciąży na nich klątwa
Bee Gees to zespół, którego nie trzeba nikomu przedstawiać. Sprzedał ponad 200 mln płyt. Jednak, będąc u szczytu popularności, muzycy zaczęli umierać. Wiele osób twierdzi, że nad ich rodziną ciąży klątwa.
- Bee Gees byli jednym z najlepiej sprzedających się zespołów w historii.
- Więcej płyt sprzedał tylko Elvis Presley, The Beatles i Michael Jackson.
- Mówi się, że nad muzykami ciążyła klątwa.
W latach 70. nie było chyba nikogo, kto nie znał zespołu Bee Gees. Twórcy hitów takich jak "More Than a Woman" czy "Stayn’ Alive" zrobili międzynarodową karierę. Niestety, nie cieszyli się nią zbyt długo.
Rozwiąż quiz o słynnych przebojach z lat 80. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...
Quiz: Quiz. Lata 80. i 90. Tylko wielkie hity!
Wszystko przez niespodziewaną śmierć jednego z członków, która zapoczątkowała "czarną serię" w rodzinie Gibbów. Wiele osób uważa, że nad muzykami ciążyła klątwa. Jaka jest prawda?
Nad Bee Gees ciążyła klątwa?
Hugh i Barbara Gibbowie doczekali się szóstki muzykalnych dzieci. Od najmłodszych lat zachęcali ich do nauki gry na instrumentach. Kilkanaście lat później Barry, Robin, Maurice i Andy zaczęli występować w klubach. Szybko zostali zauważeni przez łowcę talentów, który zaproponował im kontrakt z wytwórnią płytową.
Redakcja poleca:Świąteczny hit z lat 70. Trudno uwierzyć, że nagrał go 9-latek!
W 1967 roku Maruice, Robin i Barry nagrali swoją pierwszą płytę jako Bee Gees. Andy skupił się na rozwoju kariery solowej. Występował na Broadwayu, a jego utwory szturmem podbiły listy przebojów. Niestety, muzyk walczył z uzależnieniem od narkotyków, które doprowadziło go do przedwczesnej śmierci. Zmarł w wieku 30 lat.
Niedługo później świat obiegła informacja o nagłej śmierci Maurice’a. Artysta stracił przytomność w swoim własnym domu. W szpitalu okazało się, że jego jelita były poważnie uszkodzone. Artysta zmarł na stole operacyjnym w wyniku zawału serca. Miał tylko 50 lat.
Redakcja poleca:Napisał świąteczny hit lat 80. Zmarł w Boże Narodzenie
Dwanaście lat później odszedł Robbin Gibb. Walczył z nowotworem okrężnicy, jednak to powikłania po zapaleniu płuc doprowadziły do jego śmierci. Po jego odejściu Bee Gees oficjalnie przestało istnieć.
Barry Gibb zawdzięcza życie żonie
Barry Gibb musiał zmierzyć się z przedwczesnym odejściem braci, siostry i rodziców. W jednym z udzielonych wywiadów przyznał, że choć śmierć bliskich odcisnęła na nim ogromne piętno, stara się doceniać każdy dzień.
Po śmierci Roba myślałem, że to już koniec, że niedługo też odejdę. Teraz jednak powtarzam sobie jak mantrę: "Żyj chwilą, chwytaj każdy moment i zobacz, co przyniesie los" - mówił w rozmowie z Daily Mail.
Muzyk nie ukrywa, że wiele zawdzięcza swojej żonie, Lindzie, która była przeciwna wszelkim używkom. Para doczekała się piątki dzieci i siedmiorga wnucząt.
Moi bracia musieli radzić sobie z własnymi demonami, a ja ożeniłem się z kobietą, która na to nie pozwoliła. Mógłbym przynieść narkotyki do domu, ale skończyłyby w toalecie — wyznał w dokumencie "The Bee Gees: How Can You Mend a Broken Heart".
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na ZlotePrzeboje.pl!